-Obiecywano rząd, obiecywano różne rzeczy, a najwięcej cudów niewidów- mówił wyraźnie zdenerwowany pan Bonifacy Cichecki. Stał między drugim a trzecim- wysokim trzeba powiedzieć- piętrem naszej klatki schodowej.
- I co panie ? Rządek zrobili, nawet nie rządek, panie. Przecież to zagon buraków jest , autorski zagon PC sławnego anonima.
Toksyczny gnypek- zakończył pan Cichecki nie bacząc na ciche prośby stojącej obok małżonki- pani Anieli Cicheckiej;
- zostaw Bonuś politykę, to nie na twoje serce.
-To nie na pański rozum panie inżynierze- wtrącił się tubalnym głosem pan Onichowski odstawiając na półpiętrze siatki z zakupami.
- Niech się Pan liczy ze słowami i nie obraża w naszym domu wielkich Polaków.
Ach pan mecenas- odpowiedział pan Cichecki udając , że dopiero teraz zauważył pana Onichowskiego. Gdybym pana wcześniej zauważył to z pewnością- panie mecenasie- liczyłbym się ze słowami, no ale sam pan widzi i słyszy, że teraz już za późno. Pan Cichecki zdjął na moment kapelusz i przejechał dłonią po swojej dostojnej siwiźnie, wyprostował swoją nienagannie szczupłą sylwetkę i spokojnie czekał na to, co musiało się stać; teraz Mecenas Onichowski , niewielki, ale postawny jak to się mówi mężczyzna, zdjął kapelusz i lnianą chusteczką wytarł pot z nienagannej, eleganckiej jak u redaktora Kłopotowskiego łysiny.
- Wstydziłyby się Pan panie inżynierze.
- Wykluczone panie mecenasie- gnypek to gnypek i nie zmienię zdania, tak jak on już nigdy się nie zmieni.Nie zmienię nawet jak naślą na mnie brygady Ziobry, jak torturować będą, inwigilować, insynuować, męczyć itd. Nie takie rzeczy się przeżyło - panie mecenasie- i komu jak komu , ale panu nie muszę o tym opowiadać.
-Panie inżynierze, panie inżynierze- westchnął pan Onichowski.
- a nie zapomniał pan o represjach?- zapytał i nie czekając na odpowiedzi chwycił za siatki i zdecydowanym już , tubalnym głosem zapytał;
- Ale partyjka o dzwiewiętnastej u mnie- panie inżynierze?
- Ma sie rozumieć - panie mecenasie- odparł pan Cichecki.
- Panu w szachach Tusk nie przeszkadzał , to mnie Kaczyński też nie zaszkodzi.
- Uszanowanie do wieczora- powiedział uchylając kapelusza pan Cichecki.
- Uszanowanie- odparł uchylając kapelusza pan Onichowski.
Przez moment jedna po drugiej zalśniły na klatce nienaganna siwizna i nienaganna łysina moich serdecznych sąsiadów.
Podsłuchiwałem- przyznaję. Jak zawsze przez ledwie uchylone drzwi i jak zawsze nie śmiałem wtrącić się do rozmowy mężczyzn , przy których byłem małolatem, juniorem, żółtodziobem, gołowąsem itd.Po prostu słuchałem ich jak oni kiedyś słuchali Wolnej Europy, może tylko mniej niż oni ryzykując.


Komentarze
Pokaż komentarze