przedostatni przedostatni
179
BLOG

Ciemno-ludowa KULTURA

przedostatni przedostatni Polityka Obserwuj notkę 4

 Anonimowy znajomy ma znajomego zbliżonego do centrum obecnej władzy. Według  relacji tego drugiego sprawę załatwiono, po pisowsku,  bez najmniejszych ceregieli, w następujący sposób: Wezwany musiał godzinami czekać pod drzwiami wzywającego. Obgryzał paznokcie, wędrował od ściany do ściany małej poczekalni, co chwilę obijał się o liczną obstawę Szefa  Szefów i nieźle wkurzał rosłych antyterrorystów. Wreszcie, godziny całe po tym jak ucichły sygnały prezydenckiego najwyraźniej konwoju usłyszał krótkie -następny- zza uchylonych  przez służby drzwi. Na chwilę zamarł sparaliżowany strachem o jakim nawet mu się nie śniło. Nie jemu. Po następnym wypowiedzianym wyraźnie  rozdrażnionym już głosem- wejść- zebrał resztki sił i odwagi, i udało się. Wszedł.

 

A kiedy usłyszał - siadaj- to z wielką ulgą siadł na drewnianym i podle niskim taborecie. Usiadł  chętnie, bo ledwo trzymał się na nogach, co zauważyli wszyscy -obstawa, służby specjalne i z budzącą trwogę pobłażliwością sam wzywający. Poza tym dalsze stanie mogło zakończyć się  kolejnym i może ostatnim już upadkiem.

- No Kurski- usłyszał i zamarł jeszcze bardziej niż był zamarły.

- Będziesz ministrem, a dokładniej wiceministrem- powiedział ON i odwrócił głęboki fotel w kierunku regału z książkami  Rymkiewicza, Pietrzaka, Wolskiego itp.

Jacek Kurski, bo o nim mowa, co uważny czytelnik zauważył już trzy linijki wcześniej zamarł jeszcze bardziej i właściwie było już po nim, ale w takich momentach nie zawodził go wyrabiany latami najpierw w Gdańsku, następnie w Warszawie i na koniec w Brukseli tzw. instynkt polityczny. Wyszedł kolejno z pierwszego, drugiego jak i trzeciego  zamarcia, otrząsnął się mentalnie jak pies wyciągnięty  z przerębli , wracał do pionu  jak kot, który właśnie spadł na cztery łapy. Wróciła mu sławna i wyróżniająca go od lat arogancja i dzięki niej, choć graniczył to z cudem udało mu się rozsiąść, rozwalić nawet jak to mówią na taborecie. Wiedziony wspomnianym instynktem, wzmocniony wracającą w miły mu i niespodziewany sposób bezczelnością Jacek Kurski spytał podziwiając solidną tapicerkę tyłu fotela;

- Jakim ministrem Naczelniku ?  

Odzyskana właśnie bezczelność pozwoliła  wypowiedzieć "Naczelniku" bez cudzysłowia uśmiechu, który i tak nie miałby sensu wobec tyłu fotela. Zapadła cisza, którą Jacek Kurski po raz pierwszy od długiego już czasu spędzał bez strachu, z radością nawet, a polityczny instynkt pozwolił mu świetnie ją ukryć.

Fotel za wielkim biurkiem, caluteńkim pokrytym wielkimi ustawami- domyślał się J. Kurski-   obracał się nieznacznie z lewa na prawo, a jego lokator najwyraźniej wodził oczami po grzbietach książek wspomnianych wcześniej autorów. Wreszcie z fotela dobiegło;

- Kiepskim Kurski, kiepskim .

 

Wyprowadzany przez służby, szczęśliwy min. Kurski nie usłyszał już nawet- następny- które wydobyło się z fotela.

Sprawa została załatwiona. Kultura też. 

ludzie kocham was, ale nie wszystkich

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka