To nie zdarza się często, tym razem się jednak udało. Rocznica zbiegła się w czasie z miesięcznicą i świętowaniu nie było końca. Powtarzane od lat, miesiąc w miesiąc hasło "Nikt nie wmówi nam prawdy" tym razem nabrało państwowej wagi.
Warszawa huczy od plotek. Podobno zjednoczone organa aż dwóch ministerstw dysponują nagraniami nie nadającymi się do publicznej wiadomości. Wiadomo jedynie, że na dzień przed rocznicą ukazał Mu się, do tego w piżamie brata, nieżyjący od lat ojciec. Siedział w stopach łóżka, rozmowa się nie kleiła. To On spytał ; jak tam jest, jak to tam wygląda ?
Mnie przypomina Otwock- odpowiedział ojciec. Tuż przed zniknięciem dorzucił- może byś staranniej dobierał buty do garniturów i rzeczywiście zniknął. Sprawa mimo klauzuli ścisłej tajności natychmiast- jak to w Polsce- przeciekła. Spora część gości z terenu, ale też rdzenna ludność stolicy nabrała natychmiast przekonania, że zaświaty zaczynają się tuż za miastem. Ci którzy musieli się tam zapuszczać robili to z dusza na ramieniu, na wszelki wypadek…
Zenek Kilometr dopiero wieczorem wyszedł z domu. Wystarczyło jedno spojrzenie Zenka i dwa karki z orłami na piersiach rzuciły się do ucieczki zostawiając staruszkę, którą właśnie napadli bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu. Co za czasy pomyślał Zenek- dawniej do takich spraw wystarczał jeden gostek i wrócił do rozważań wywołanych świeżymi jeszcze obrazami z telewizora. Z tego co zobaczył wynikało bez najmniejszych wątpliwości, że 95 osób zginęło , a tylko jeden poległ. Musiał - pomyślał Zenek Kilometr- tuż przed końcem opuścić grupę i polec samotnie. Jak opuścić samolot, generalicję, małżonkę i resztę delegacji w locie pozostaje do wyjaśnienia - kombinował Zenek i właśnie w tym momencie całkowicie przekonał się do sensu istnienia podkomisji sławnej z pójścia na- jak to ujął jeden z najwybitniejszych jej członków- lanczyk. Wyjaśniajcie panowie, bo mnie czas do boskiej Rudeńkiej z Otwocka- pomyślał Zenek i zniknął mi z narracji.
W rocznicę wypadku nasiliły się w Polsce kpiny z rzeczywistości. Makabrę skutecznie zamieniono na tanią makabreskę. Większość świętujących chce wieszać, wsadzać, mordować itp. Jeden -znowu samotność- postanowił wybaczyć okłamywanym, do czego jednak nie doszło. Wieczorem On nie pozostawił wątpliwości; kto nie wierzy w nasze kłamstwa zostanie surowo ukarany.
Ponieważ katastrofa nie może pójść na marne zrezygnowano z międzynarodowej komisji. Komisja Wenecka pokazała boleśnie do czego prowadzą opinie ekspertów. Naukowa prawda nie służy nowej Polsce , a w zetknięciu z co najmniej dwoma potężnymi ministerstwami, nową telewizją i resztą biernego aktywu musi -znowu samotnie- polec.


Komentarze
Pokaż komentarze