11 obserwujących
350 notek
137k odsłon
  1880   2

Przy okazji Obwieszczenia PKE o wynikach matur.

   Państwowa Komisja Egzaminacyjna ogłosiła wyniki matur 2021. W "newsroomie"  powstała notka o tym. Można nawet zobaczyć jaki procent absolwentów szkół średnich zdał maturę i jaki ma jeszcze szanse na jej zdanie. Oczywiście pod notką nie zabrakło zawodowych trolli, którzy winę winę za wynik tegorocznych matur i w ogóle za stan edukacji przypisują obecnemu ministrowi edukacji. Z daleka czuć ich zaangażowanie polityczne i wzmożenie kiedy pojawia się możliwość napisanie jakiejś durnoty, ale z ich punktu widzenia czy siedzenia zgodnej z linią tzw opozycji. Ja jednak osiągnąłem już taki wiek że wywody tych młodych ludzi nie robią na mnie wrażenia.

Odkąd pamiętam a pamięcią ogarniam sprawy edukacyjne od 1960 roku (wstyd się przyznać, prawda?) w edukacji były wiecznie jakieś reformy. Kiedy zdawałem do liceum, egzaminy sprawdzały nie tylko moją wiedzę szkolną ale i tzw. ogólną. Na egzaminie ustnym pytano mnie o rzeczy których w programie szkolnym nie było a które mówiły o moich zainteresowaniach czy znajomości szeroko pojętej kultury. Maturę zdawałem w czasach kiedy miała ona i znaczenie i świadczyła nie tylko o wiedzy podręcznikowej ale również szeroko pojętej umiejętności kojarzenia tego co w podręczniku i tego co w świecie. Studia to już nauka zawodu.

Przez prawie 45 lat pracy zawodowej miałem możliwość obserwować kolejne roczniki młodych ludzi wchodzących na rynek pracy. I z roku na rok niżej mi ręce opadały. Ostatnia moja praca w korpo przekonała mnie że czas na emeryturę choć siły i zdrowie było i mogłem pracować dalej. Niestety młodzi ludzie, których tak chętnie wchłaniają korporacje to istny plankton. Wiedza zawodowa może jeszcze się gdzieś w nich tliła ale wiedza ogólna to kompletna klęska. Myślenie oparte o schematy i wytyczne. Zero samodzielnego myślenia. Korporacje tego nie wymagają. Wiara we wszelkie durnoty przeczytane w Internecie.

Niestety są oni w tym bardzo podobni do swoich kolegów z Europy Zachodniej. A współpracowałem w korporacjach z takimi Europejczykami. Tam na zachodzie było podobnie bo im starszy cudzoziemiec tym łatwiej było porozumieć się tak w kwestiach zawodowych jak i ogólnie pojętej kultury.

Kiedyś taki młody wykształcony z wielkiego francuskiego miasta i bardzo dobrej rodziny, poprosił sekretarkę firmy (starsza pani) o załatwienie biletów do filharmonii lub opery. Pani ta z pamięci wyrecytowała mu repertuar i opowiedziała o czym jest każde przedstawienie przez kogo skomponowane i wykonywane. Młodego Francuza zamurowało. Stał jak wryty i jedyne co w końcu wyksztusił to pytanie "A skąd ty to wiesz?". W głowie mu się nie mieściło, że zwykła sekretarka w dodatku Polka może wiedzieć takie rzeczy, o których on młody, wykształcony, z dobrego domu Francuz nie wie. W sprawach zawodowych niestety było podobnie. Jak czegoś nie było w poradniku to stał bezradny jak dziecko.

I do takiego poziomu zmierza nasza edukacja.

Nasz Salonowy kolega Józef Wieczorek napisał wczoraj notkę "JAN HARTMAN obliczem polskich uniwersytetów". 

Trudno się dziwić stanowi uniwersytetów skoro pracują na nich tacy etycy jak Pan Hartman czy Pani Środa. Wszystko to jest zgodne z kopernikańską zasadą dobrego i złego pieniądza. I wbrew temu co napisał jeden z dyskutantów (a może to był sarkazm?) wielkość nakładów na oświatę ma niewielki wpływ na jakość uniwersytetów i ich rangę. Niemcy wydają na oświatę mniej niż my a Uniwersytet Techniczny z Monachium jest na 50 miejscu w rankingu a Politechnika Warszawska na 511. Najlepszy polski Uniwersytet Warszawski na bodaj 320 miejscu a Jagiellonka prof. Hartmana jeszcze dalej.

Miałem szczęście poznać kilku przedwojennych profesorów. Część z nich pochodzenie miała inteligenckie, ale część pochodziła z bardzo ubogich wiejskich rodzin i do zdobycia wykształcenia szli bardzo ciężką drogą. Ale za to jak szanowali pozycję jaką osiągnęli. Jak szanowali każdą swoją opinię tak zawodową jak i prywatną. Zawsze wiedzieli jak się zachować i co powiedzieć. A wiedzę mieli ogromną i nie tylko fachową. Dzisiejszy świat nie potrzebuje takich. Bo dzisiaj nie profesorowie stanowią o uczelni a różne lewackie stowarzyszenia studentów. Nie profesorowie oceniają studentów ale studenci profesorów rozliczają z ich politpoprawności. Dzisiejszy świat potrzebuje profesorów którzy są cool. Ale czy cool profesorowie mogą być autorytetami? Bardzo wątpię. Cool profesorowie są użytecznymi idiotami. Użytecznymi dla kogo?


SUPLEMENT

Nie dziwi mnie niechęć uczniów do pogłębiania wiedzy. To naturalne, w ich wieku, że bardziej pociąga życie towarzyskie czy sport. Przecież niewiele wiedzą o prawdziwym życiu i wynikających z dorosłości problemach. Garstka tych dla których nauka jest pasją nie zmienia oglądu ogólnego. Natomiast bardzo dziwiła mnie zawsz postawa rodziców. 

Mam dwoje dzieci w różnym wieku. Różnica 7 lat. Tak że przez kilkanaście lat byłem w szkole aktywnym rodzicem. Zdumiewała mnie zawsze dążność rodziców o odciążania dzieci od jak największej ilości nauki. Mimo że to wiek najlepszej jej przyswajalności. Kiedy pojawiła się możliwość wprowadzenia drugiego języka obcego (rosyjskiego) to rodzice jak na komendę zaprotestowali. Po co. przecież dzieci i tak mają dużo nauki. Kidy na informatyce nauczyciel chciał uczyć języków programowania to znowu pytanie: Po co. Ograniczeni rodzice produkują (przepraszam za określenie) ograniczone dzieci. Z ograniczonych dzieci wyrastają ograniczeni dorośli. Tylko nielicznym udaje się wyrwać z tego zaklętego kręgu. Nierzadko nie tylko bez pomocy rodziców ale czasem nawet wbrew rodzicom. 

Lubię to! Skomentuj126 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo