Dawno, dawno temu, tak dawno i tak daleko jakby to było za siedmioma górami, za siedmioma lasami spędzałem dzieciństwo i przeżywałem wigilie z nosem przylepionym do malowanej mrozem szyby, wypatrując pierwszej gwiazdki. Oszołomiony wizytą Świętego Mikołaja tak wysokiego że niemal zawadzał biskupią czapą o belkowany strop. Wszystko to i wiele innych przeżyć zatarło się w pamięci w miarę dorastania.
Aż przyszedł czas kiedy okazało się że dzieciństwo to taka księga do zapełniania wszystkim co zapominamy a co w pewnym momencie naszego życia zaczyna powracać.
Człowiek wyrósł, dorósł, założył własną rodzinę i zaczęły się zupełnie inne wigilie. No może wigilie nie były inne tylko moje miejsce w nich.
Wtedy to się zaczęło. Zaczął mnie odwiedzać duch. Duch minionych świąt. Zupełnie tak samo jak w „Opowieści wigilijnej” Karola Dickensa. Wszystko się zaczyna jeszcze przed wigilią kiedy w domu zaczyna się przedświąteczny ruch, ze mną zaczyna się dziać coś dziwnego. Każda świąteczna czynność, a zwłaszcza każdy świąteczny zapach ożywia wspomnienia. Czuję jak mnie otaczają wszyscy, których życie splotło się z moim i którzy mieli wielki wpływ na moje życie. Wszyscy którzy mnie kochali i podarowali mi tak wiele a których już nie mogę zaprosić do wigilijnego stołu. Wzruszenie ogarniające mnie w te dni utrudnia normalne funkcjonowanie. Moja żona już nauczyła się rozpoznawać kiedy Duch mnie odwiedza i chwilowe stany nieobecności już jej chyba nie przeszkadzają.
Kiedy na świat przyszły dzieci przy wigilijnym stole zaczął się pojawiać następny duch. Duch obecnych świąt. Krążył wokół stołu i szeptał – Patrz i ciesz się. Razem z dziećmi. Nie zastanawiaj się co z nich wyrośnie tylko ciesz się nimi. No to starałem się. Kiepsko mi to wychodziło. Kłopoty często brały górę nad radością. Trudno było oddać się całkowicie radości płynącej ze świąt.
I tak płynęły lata z dwoma duchami świątecznymi.
Wczoraj przy stole pojawił się trzeci duch. Duch przyszłych świąt. Nasz syn przyprowadził na wigilię swoją narzeczoną. W styczniu będzie ślub. Patrzyłem na nich i poczułem że coś się zaczęło. Przy moim wigilijnym stole będę od tej pory gościł trzy duchy. Mam nadzieję że już niedługo na świecie pojawi się ktoś komu w wigilijne wieczory będę mógł opowiadać o moich trzech duchach wigilijnych.
Przygotowania i przeżycia związane ze świętami tak mnie pochłonęło, że nie miałem zupełnie głowy by siąść do komputera choć na chwilę. Dlatego dopiero dziś życzę wszystkim, by świąteczna atmosfera pozostawiła w sercach coś, choćby odrobinkę, coś co pozostanie tam aż do następnych Wesołych Świąt.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)