Obchodzimy kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak co roku od można powiedzieć kilkudziesięciu lat poszedłem z rodziną zapalić znicze powstańcom. Poruszające do głębi były te nieprzebrane tłumy ludzi pod pomnikiem Powstania i na trasie między poszczególnymi tablicami upamiętniającymi heroiczny zryw młodych Warszawiaków. Tłumy tak kontrastujące z tym co pamiętam z moich pierwszych odwiedzin pod „oknem Baczyńskiego” na placu Teatralnym czy przy wyjściu z kanałów na Placu Krasińskich.
Dlatego, trzeba przypomnieć człowieka, który zrobił najwięcej dla pamięci Powstania. Człowieka którego wyśmiewano za wszystko cokolwiek zrobił czy powiedział. Człowieka tak znienawidzonego przez tych, którzy wyśmiewali jego politykę historyczną sami nie robiąc dla niej nic.
To Lechowi Kaczyńskiemu zawdzięczamy dzisiejszą aktywność społeczną w dniu 1 sierpnia.
Idea upamiętnienia Powstania Warszawskiego sięga swoją historią lat pięćdziesiątych kiedy zdawało się że po śmieci Stalina można będzie przywrócić powstańcom należne im miejsce w historii. Niestety odwilż trwała zbyt krótko by cokolwiek wykiełkowało z tego ziarna.
Dopiero w 81 roku środowiska skupiające powstańców w obawie przed zaginięciem wspomnień i pamiątek po odchodzących powstańcach zaczęły gromadzić wszystko co było związane z powstaniem. Niestety i tym razem te szlachetne działania musiały zejść do podziemia. Stan wojenny przerwał rozpoczętą pracę.
W 83 roku, komunistyczny komisarz stolicy generał Dębicki powołał oddział Muzeum Historycznego Warszawy którego zadaniem było kontynuowanie prac podjętych przez środowiska kombatanckie powstańców.
Nawet znaleziono miejsce na muzeum, rozpisano konkurs, rozstrzygnięto konkurs i znowu nic. Wszystko znowu upadło. Minęło znowu prawie dwadzieścia lat, na dywagacjach, bez żadnych efektów. Dobrze że chociaż zgromadzono wiele unikalnych pamiątek.
W Polsce Wolnej też nie było klimatu dla godnego upamiętnienia powstania.
Dopiero wybór Lecha Kaczyńskiego listopadzie 2002 roku na Prezydenta Warszawy zmienił wszystko.
Prezydent Kaczyński obiecał kombatantom muzeum na 60 rocznicę powstania. Nie wiem którego dnia złożył tę obietnicę ale jak by nie liczyć dotrzymanie jej zajęło mu około 20 miesięcy. Zadecydował o zmianie lokalizcji muzeum, ze spornej działki przy ulicy Bielańskiej, choć może szkoda bo to miejsce bardzo symboliczne dla takiej instytucji. Ale trudno, właściciel podobno się nie zgodził. Przeznaczył na siedzibę muzeum starą elektrownię tramwajową, powołał komitet organizacyjny, dopilnował przeprowadzenia konkursu, dbał o terminowe zakończenie prac. Nie przeszkadzał nowatorskim pomysłom, choć jak sam powiedział wolałby bardziej tradycyjną ekspozycję, ale był świadomy że to nie jest muzeum dla jego pokolenia ale dla przyszłych i akceptował wszystkie nowości. Na 60 rocznicę urządził w Warszawie prawdziwie światowe obchody rocznicy i otworzył muzeum tak jak obiecał. A to wszystko w nieco ponad rok podczas gdy innym 20 lat było mało.
Dziś mamy w Warszawie wspaniałe i unikatowe muzeum poświęcone tym którzy nie wahali się, nie dywagowali, nie roztrząsali czy warto, czy się opłaca, co oni będą z tego mieli, tylko stanęli do walki nawet bez broni, licząc że ją zdobędą w boju.
Kiedy pierwszy raz poszedłem do Muzeum Powstania warszawskiego przeżyłem wielkie wzruszenie. Wzruszenie, którego nie zapomnę nigdy. Podobne opinie słyszałem od wszystkich z którymi o tym rozmawiałem.
Lechowi Kaczyńskiemu winni jesteśmy dozgonną wdzięczność za to, że możemy to wzruszenie przeżywać, że tylu młodych ludzi odwiedza to muzeum i to wielokrotnie, za to że w rocznicę powstania całe rodziny przychodzą pod pomnik na Placu Krasińskich, pomnik Gloria Victis, czy po prostu pod tablice upamiętniające poszczególne miejsca gdzie młodzi Warszawiacy walczyli o Wolną Polskę.
Dlatego nadanie temu muzeum imienia Lecha Kaczyńskiego to minimum co możemy zrobić by uczcić człowieka, który dokonał tego czego inni nie potrafili, a może wręcz nie chcieli tak jak dziś nie chcą uznać jego zasług bo dla nich wygodniejszy jest wizerunek kartofla irasiad. Bo tylko przy takim wizerunku nie widać ich skarlenia.


Komentarze
Pokaż komentarze