Tradycja śpiewania kolęd przy wigilijnym stole i w okresie świątecznym aż do Trzech Króli była w domu moich dziadków podobna jak w prawie wszystkich polskich domach. Gdzie bym w tym czasie nie poszedł, czy do znajomych dziadków, czy znajomych rodziców, czy do kolegów to wszędzie mogłem przyłączyć się do śpiewania kolęd. Wszędzie się śpiewało to samo. Nic dziwnego, kolędy śpiewało się przecież w kościele a tam chodzili wszyscy i wszyscy śpiewali to samo.
Bogactwo kolęd i pastorałek zawsze mnie zadziwiała. Sądziłem że słyszałem je wszystkie.
Myślałem tak do chwili, kiedy w czasie przekopywania się przez jakiś antykwariat trafiłem na „Kantyczki z nutami”. Zebrał Jan Kaszycki, Kierownik Szkoły Ludowej w Krakowie – muzykę przejrzał Feliks Nowowiejski, Dyrektor Towarzystwa Muzycznego w Krakowie – wydał X Melchior Kądzioła, Redaktor „Prawdy” - Kraków 1911 – Drukarnia „Prawdy” Pod Zarządem Józefa Jondry.
195 kolęd kościelnych i 70 kolęd domowych i pastorałek. Bardzo wiele ich znałem wcześniej, ale nie przypuszczałem, że nasza tradycja jest aż tak bogata.
Dlatego zamiast świątecznych życzeń jedna z pastorałek ze skarbnicy naszych pieśni świątecznych. Szkoda tylko że nie mogę zamieścić nut.
W tej kolędzie kto dziś będzie, każdy się ucieszy;
A kto co ma podarować, niechaj prędko spieszy,
Dać dary z tej miary dla Pana małego
By nabył po śmierci zbawienia wiecznego.
Kuba stary przyniósł dary, masła na talerzu;
Sobek parę gołąbeczków takich jeszcze w pierzu
Wziął Tomek gomółek i jajeczko gęsie,
Bartek nie miał co dać, dobre chęci niesie.
Walek sprawił tłuste raki nierychło z wieczora:
Nałożywszy dwie kobiele, biegł z niemi przez pola:
Az tu strach napotkał Walka nieboraka
Stanęły dwa wilki niedaleko krzaka.
Gdy zobaczył owe gady, podskoczył wysoko;
Wielkim strachem przestraszony wybił sobie oko.
Uciekał przez krzaki, podarł se chodaki
Wilcy mu targali z kobieliny raki.
Szymek wziął kozę na powróz, prowadzi do Pana;
Śpiewa sobie wykrzykuje: dana moja dana;
Koza się zbrykała, powróz mu urwała;
Skoczywszy jak dzika, do lasu bieżała
On porwawszy się prędziuchno, biegła za nią przez krzaki.
Koza skacze jak szalona, spłoszyły ją ptaki:
Uchwycił za ogon, trzymając co mocy,
A koza fiknęła, podbiła mu oczy
A tak wziął konia za uzdę, nie miał go kto wsadzić;
Wstyd mu było jak jałówkę za sobą prowadzić;
Chciał wskoczyć na konia, potłukł sobie boki
Wilcy go targali, Ścigając go w skoki.
Stach kudłaty, chłop bogaty, wziął czerwony złoty;
Nie chciał się nikomu kłaniać, biegł prędko do szopy;
Uderzył Jurka w brzuch, aż mu kiszki wzruszył,
A Jurek go za łeb, kudły mu osmuszył.
Głupi Wojtek, goląc głowę, mówił: łatwiej będzie
Po kolędzie sperki zbierać, gdzie które nabędzie:
Biegł Wojtek bez włosów po śniegu po grudzie,
Cieszą się, śmieją się, cha cha cha cha, ludzie.
Maciek biegł po śliskim lodzie, wybił sobie zęby;
A pragnąc mleko połykać, leciało mu z gęby:
Biegł prędko i upadł, rozbił z mlekiem dzbanek;
Smucił się, żałował, gdy miał ten trafunek.
Przeto wszyscy oddawajmy temu Panu dary.
Pan to dobry, wszystkim szczodry, przyjmie nas do chwały:
Niech będzie, niech będzie Jezus pochwalony:
Który jest, który jest w żłobie położony.
Życzmy sobie żeby te wspaniałe święta i nadchodzący Nowy Rok przyniosły nam mniej afer, więcej uczciwości przy wyborach a zwłaszcza dużo zdrowia byśmy nie musieli odczuwać skutków wysików Ministerstwa Zdrowia. Życzmy sobie również by wreszcie powstał w Polsce dobry rząd.


Komentarze
Pokaż komentarze