No nie wiem jak to w piątek będzie. Nie chce mi się oglądąć żadnych meczów. Będziemy już w mieście, a tam mamy jeden telewizor. Akurat lecą moje ulubione seriale. Na wsi nie było problemu, u syna oglądałam serial, a mąż u nas w pokoju swój mecz. Gdy nasi przegrywali, mój małżonek darł się::
- Staśka chodź szybko, bo przegrywamy -.
W ostateczności nie jestem świnią dla swoich przychodziłam, zresztą gdy przegrywaliśmy, moja połowa małżeństwa zaczynała przeklinać, a tego to ja już nie mogę znieść. No i gdy przychodziłam od razu wychodziliśmy na prowadzenie. I tak cały czas, w trakcie wszystkich meczów. Tylko pod koniec już mnie nie wypuszczał, i dlatego mamy wygrane mecze. Tylko z Niemcami, akurat wyszłam z domu i mój małżonek nie mógł mnie dorwać.
Bo ja mam coś takiego, że spełniają się moje życzenia, zwłaszcza jak mi specjalnie na tym nie zależy.
A sport może dla mnie nie istnieć. A zwłaszcza szczypiorniak, raz byłam na takim meczu na żywo. Wyszłam w połowie. Najpierw było mi szkoda naszych, że przegrywają, a gdy zaczęli wygrywać, jeszcze bardziej żałowałam gości. Przyjechali w gości, a tu ich ogrywają. Już nie mówię o tym jak jeden na drugiego wpadał, - biedne dzieciaki (no bo w wieku moich synów).
Oglądam jeszcze skoki. Lubiłam Adama, ale do czasu, bo gdy wdał się w politykę, staciłam do niego sympatię. Może dlatego nie ma już sukcesów w tej swojej nowej dyscyplinie.
A jak mam czas i chce mi się to Kamil jest na podium.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)