O ujawnionych ostatnio teczkach Macieja Damięckiego napisano już na blogach, w tym tych w salonie, w zasadzie wszystko. Większość salonowiczów uznała zachowanie Damięckiego za niegodne - współpraca i donoszenie esbecji umożliwiało bowiem dalsze utrzymywanie komunistycznego reżimu. Mniej liczni nie widzieli w takiej współpracy niczego złego. Spór pomiędzy tymi dwiema postawami wynika moim zdaniem przede wszystkim z odmiennego stosunku do PRL-u. Jedni widzą w nim marionetkowego wasala Moskwy, inni swoją ojczyznę, w której przyszło im żyć. Jedyną jaka w tamtych czasach była możliwa. Osobiście identyfikuję się bardziej z tym pierwszym podejściem, ale nie o tym chciałem teraz napisać.
To co mnie najbardziej poraża w sprawie Damięckiego i wielu innych wcześniejszych sprawach to niewyobrażalne, przepraszam kur**two, tych małych ludzi. Jak można za karierę, za prawo jazdy, pieniądze, zaszczyty donosić na swoich bliskich??? Nie obchodzi mnie czy to miało miejsce w PRL-u, trzeciej, czwartej czy siódmej RP. Takich rzeczy po prostu nie można robić. Twierdzenie, że w PRL-u to było be, a teraz w demokratycznej, praworządnej Polsce współpraca ze służbami (podkreślam - polegająca na zdradzaniu osobistych spraw czy sekretów rodziny, przyjaciów i znajomych) jest dobra to jakieś cholerne relatywizowanie moralności. Nie dziwmy się potem, że w pracy kolega zakabluje na nas do szefa, że popełniliśmy jakiś błąd, zamiast pomóc ten bład naprawić. Że będzie o nas plotkować, robić nam koło tyłka, żeby wygryźć ze stołka, dostać premię, awans. Donosicielstwo jest złem. W każdych warunkach. Koniec, kropka.
To jeden aspekt, którego brakowało mi w opiniach salonowiczów. Druga kwestia, którą chciałem poruszyć to przyszłość lustracji. Sądzę, że sprawa Damięckiego, i pewnie wiele innych, które niebawem nastąpią, pogrążą lustrację. Do tej pory ujawnieni TW byli mniej lub bardziej aktywni w życiu publicznym (dziennikarze, znani księża, politycy). Sądzę, że w opinii „polskiego ludu” spory lustracyjne dotyczące osób publicznych były żarciem się elytki. Warszawki lub Krakówka. Czymś co działo się w telewizji, jednych to bawiło, innym przeszkadzało w oglądaniu seriali. W każdym razie nie dotykało ich to w żaden sposób osobiście.
W przeciwieństwie do tamtych TW, Damięcki jest osobą niezwiązaną w żaden sposób z polityką, budzącą powszechą sympatię. To co zrobił w opinii ludu też nie jest niczym strasznym. Każdy (z nielicznymi oczywiście wyjątkami) w PRL-u skurwił się w mniejszym lub większym stopniu. Jeden wynosił śrubki, drugi sprzedawał spod lady. Trzeci pisał donosy do MO na sąsiadów. Czwarty odzyskał prawko jazdy zabrane po pijaku za przyjęcie na studia syna milicjanta… To jak skundlonym byliśmy społeczeństwem doskonale pokazują, w przejaskrawionym oczywiście świetle, filmy Barei. Dlatego dobranie się do tyłka Damięckiego i kolejnych karierowiczów lud uzna za zagrożenie. Zwykli szarzy ludzie, którym daleko do polityki będą się bali (a lobby antylustracyjne te lęki doskonale podsyci), że ich drobne grzeszki, kompromisy zawierane w imię dobra rodziny, dzieci mogą zostać kiedyś ujawnione i co gorsze napiętnowane. Napiętnowane przez tych, którzy wtedy nie żyli! Przez gnojków z IPN! Dlatego będą współczuć Damięckiemu i następnym „ofiarom lustracyjnej nagonki”, widząc siebie na jego miejscu. Jestem bardzo ciekaw czy wyniki badań opinii publicznej w sprawie teczek Damięckiego potwierdzą moje przypuszczenia.
Sądzę, że ten mechanizm przesądzi o wyniku najbliższych wyborów. Na dokończenie lustracji mamy więc tylko maksymalnie dwa i pół roku. Tym bardziej zasmuca rozwiązanie przyjęte w nowej ustawie lustracyjnej.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)