Wczorajszego wieczoru Anglicy znowu dostali cięgi od Niemców. Ponownie potwierdziły się słynne słowa Garry'ego Linekera "Football is a simple game: 22 men chase a ball for 90 minutes and at the end, the Germans always win."
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w futbolu ciągle wygrywają Niemcy a w demokracji Lewica? Czy jest to wyłącznie wynikiem lepszej myśli szkoleniowej, talentów zawodników, pracy nad rozwojem własnych umiejętności, czy też jednak istnieją w tych dwóch grupach (Niemcach i Lewicy) jakieś specjalne, wyłączne cechy, które predestynują je do większych od konkurencji sukcesów w futbolu i demokracji? Nie chciałbym się w tym miejscu wdawać w ocenę talentów i pracowitości zawodników obu dyscyplin, nie rozsztrygniemy bowiem czy Premier z Krakowa lub Prezydent z Gdańska biją tu na głowę Kwaśniewskiego i Millera czy odwrotnie (Kaczyńskich zostawmy z boku bo to żadna Prawica tylko Pobożna Lewica). Skupmy się nad tym, czy futbol i demokracja mają jakieś cechy endemiczne, które powodują, że akurat Niemcy i Lewica są stworzeni do wygrywania w swoich dyscyplinach.
Uważam, że niemiecki duch ordnungu, podporządkowania się jednostki dla dobra ogółu oraz zakodowane posłuszeństwo wobec wydawanych rozkazów ma olbrzymie znaczenie w nowoczesnej piłce nożnej, gdzie coraz mniej jest miejsca na indywidualne popisy, i to on, oprócz niezaprzeczalnej pracowitości niemieckich piłkarzy decyduje o sukcesach niemieckiej reprezentacji w futbolu.
A jak to jest z demokracją? Demokracja to taki ustrój w którym bezrobotny leń utrzymujący się z pomocy socjalnej ma taki sam głos, jak uczciwy, pracujący i płacący podatki na takich leni obywatel. Demokracja to taki ustrój, w którym partie polityczne aby zdobyć władzę muszą uzyskać poparcie większości głosujących obywateli. Niestety (jest to mankament nie tylko Polski ale chyba wszystkich krajów demokratycznych) większość to nie są obywatele świadomie podejmujący decyzje wyborcze, kierujący się dobrem wspólnym, kształtującym przyszłość swoją i swoich dzieci, tylko żyjący od pierwszego do pierwszego na garnuszku Skarbu Państwa, dbający przy urnie wyborczej o swój dobrobyt nauczyciele, pielęgniarki, rolnicy, urzędnicy państwowi i samorządowi, pracownicy przeróżnych państwowych albo uzależnionych od państwa przedsiębiorstw (górnicy, stoczniowcy, kolejarze). Większość nie ma pojęcia czym jest inflacja i czym grozi, dlaczego trzeba likwidować deficyt budżetowy. Większość nie zdaje sobie sprawy ze skali obciążeń podatkowych i parapodatkowych (pit, ubezpieczenie społeczne, vat, akcyza - państwo zabiera nam ponad 50% zarobionych przez nas pieniędzy nie dając w zasadzie nic w zamian). Staliśmy się klientami własnego państwa, a państwo i partie polityczne zakładnikiem mas. Wybory może wygrać tylko partia lewicowa, lub partia, która na okres wyborów schowa swoje zdroworozsądkowe, prawicowe idee w szafie i da się porwać w tym wesołym okresie chocholemu tańcu obietnic bez pokrycia i schlebiania grupom interesu.
Ta właśnie immanentna cecha demokracji powszechnej - schlebianie masom - powoduje, że niemożliwa jest jakakolwiek rzeczowa dyskusja na forum publicznym na tematy naprawdę ważne - takie jak przyszła polityka podatkowa, monetarna, zagraniczna. A jeżeli już to wszyscy są zgodni, że należy obniżać podatki, ale broń Boże nie można zmniejszyć wydatków. Ile procent Polaków wie co to jest deficyt budżetowy? Kogo to obchodzi? Partie polityczne działają zgodnie z własnym interesem, nie można im mieć tego za złe, po prostu ten kto zapowie obniżenie wydatków budżetowych przegra wybory. A ten idealista, który tego nie zapowie, wygra wybory i obniży wydatki, po prostu przegra następne wybory. Niestety nic nie trwa wiecznie. Pożyczone zawsze trzeba wcześniej czy później oddać. Za kilka, kilkanaście lat, jak nastąpi jakiś większy kryzys światowych finansów, trzeba będzie w końcu zacząć oddawać pożyczane lekką ręką pieniądze (jakieś drobne kilkaset miliardów dolarów). Zamiast 30 miliardów złotych deficytu trzeba będzie co roku znajdować co najmniej 50 miliardów złotych nadwyżki. Takie oszczędności będzie można osiągnąć przy jednoczesnym maksymalnym podwyższeniu podatków i drastycznym obcięciu wszelkich świadczeń z budżetu. I będzie wielki burdel. I wtedy nastąpi koniec demokracji.
Jestem przekonany, że demokracja powszechna z powodu swoich wrodzonych cech, o których napisałem powyżej, jest systemem bardzo nietrwałym, prowadzącym w prostej drodze do anarchii a ta w najlepszym razie do autokracji.
Aby dodatkowo uzasadnić moją tezę o szkodliwości demokracji powszechnej pozwolę sobie na dość przydługą analogię historyczną. Demokracja ateńska, zmobilizowawszy masy, była źródłem krótkotrwałej chwały tego polis, ale przyczyniła się, ze swoją chorobliwą podejrzliwością i wrogością tychże mas wobec wybitnych jednostek (Alkibiades) do szybkiego upadku Aten. Złoty okres tego polis trwał tylko kilkadziesiąt lat. Rządy krawców i szewców, niezdających sobie w pełni sprawy z realiów geopolitycznych już na samym początku doprowadziły do wojny z Persją (na szczęście wygranej) i późniejszej (niestety przegranej) ze Spartą. Upokorzone w wojnie peloponezkiej Ateny zostały później zdominowane przez Teby, Macedonię i Rzym. Z czego tu brać przykład, pytam się? Aha, w międzyczasie miłujące wolność słowa rządy demokratów skazały na śmierć Sokratesa.
Rzym wybrał lepszą drogę. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Ateny wprowadziły demokrację powszechną, w Rzymie wygnano etruskiego króla i wprowadzono system republikański. Obywatele Rzymu, dzieleni na centurie, mieli wpływ na zasadnicze kierunki polityki państwa uzależniony od wysokości posiadanego majątku oraz od klasy społecznej (patrycjusze - plebejusze). System ten powodował, że z realnego wpływu na politykę Rzymu (wybory na kluczowe stanowiska publiczne) wyłączeni byli de facto obywatele należący do najniższych centurii, o niewielkim majątku lub go nieposiadający. System ten, oprócz oczywistej niesprawiedliwości wynikającej z dzielenia ludzi względem urodzenia (patrycjusze/plebejusze), wprzęgł w sprawy państwa setki tysięcy obywateli świadomych swoich praw i obowiązków wobec ojczyzny i zapewnił Rzymowi na cztery stulecia nieograniczony rozwój. Co zatem spowodowało upadek systemu republikańskiego w Rzymie? W największym skrócie - dopuszczenie do władzy proletariatu. Nie poprzez zasadnicze zmiany systemu wyborczego, ale poprzez reformy wojskowe Mariusza na przełomie I i II wieku p.n.e. Całe wieki trzon armii rzymskiej tworzyli obywatele posiadający majątek, którzy walczyli za swoją ojczyznę, rodzinę i zachowanie lub powiększenie tego właśnie majątku. Przy takiej organizacji rzymskiej armii, żaden generał rzymski nigdy nie pomyślał o buncie przeciw republice i Senatowi, świadomy lojalności swoich podkomendnych wobec istniejącego systemu. Wraz z rozszerzaniem się terytoriów i wpływów Rzymu oraz wydłużaniem czasu trwania kampanii wojennych, obywatele coraz mniej chętnie uczestniczyli w takich kilkuletnich eskapadach - z dala od rodziny, majątek pozostawiony bez męskiej opieki niszczał. Konieczna stała się zatem reforma armii. Mariusz, reformując armię, dopuścił do służby w legionach proletariat, który pozbawiony własności, pozbawiony był również świadomości swoich obowiązków wobec republiki. Odtąd legioniści byli lojalni wobec swoich generałów, którzy walczyli z nimi w Galii, Azji, Afryce, dzieląc trudy kampanii, a nie wobec Senatu znajdującego się w dalekim Rzymie. Minęło niespełna dwadzieścia lat od reformy i doszło do pierwszej wojny domowej w Rzymie. Później była dyktatura Sulli, Cezar, Oktawian i ostateczne obalenie Republiki na rzecz Pryncypatu.
Co zatem zamiast demokracji powszechnej? Janusz Korwin-Mikke i inni wielbiciele monarchii, pewnie zakrzyknęliby: "Króla nam trzeba! On będzie wiedział co dla nas dobre!" Niestety, ja już tak zostałem skrzywiony, że wolę sam decydować o tym co dla mnie dobre. Tym zaś, którzy poparliby Juliusza Cezara i Oktawiana Augusta, pragnę nieśmiało przypomnieć, że zaraz po światłym Oktawianie nastąpił Tyberiusz, Kaligula i Neron. Nie, ja już wolę cynika Millera niż grającego na cytrze Korwina, sycącego wzrok płonącą Warszawą...
Co zatem zamiast demokracji powszechnej? Może to zabrzmi jak oksymoron, ale demokracja niepowszechna. Republika po prostu. Nie władza ludu, tylko rzecz wspólna. System, który zachowa zalety demokracji ale będzie pozbawiony, choć w części, jej wad. System, w którym wszyscy wyborcy mają równy wpływ na swój kraj, ale na status wyborcy trzeba sobie zasłużyć. Nie wystarczy się urodzić, dotrwać na jabolach osiemnastki i zawołać: mnie się należy! W jaki sposób odsiewać ziarno od plew (proli od świadomych obywateli) to kwestia dyskusji. Może należałoby wprowadzić egzamin obywatelski - ze znajomości podstaw prawa, ekonomii, historii, geografii etc. Nie musi być trudny - chodzi o to, żeby odsiać tych, którym nie chciałoby się poświęcić kilku dni na przyswojenie ogólnych informacji, które pozwoliłyby na bardziej wyrafinowany dyskurs polityczny niż ma to miejsce obecnie. Może należałoby głosu wyborczego pozbawić grupy społeczne otrzymujące wynagrodzenie od państwa (urzędników państwowych, samorządowych, żołnierzy, policjantów) na czas pełnienia przez nich tych funkcji. Może należałoby podnieść granicę wieku czynnego i biernego prawa wyborczego, np. z 18 do 30 lat. Nie wiem, nie mam ostatecznie sprecyzowanego zdania w tych kwestiach. Wiem tylko, że musimy w jakiś sposób ograniczyć prawo wyborcze, aby wybory przestała wygrywać Lewica, raz bezbożna, raz pobożna. Żebyśmy uniknęli krachu systemu demokracji powszechnej, anarchii i autorytaryzmu. Żebyśmy zachowali to co dla nas najcenniejsze: wolność i rządy prawa, które zawsze stanowią fundament dobrobytu. A Korwin-Mikke będzie sobie grał dalej w brydża a nie na cytrze.
Update: A poza tym Michnik powinien odejść. Najlepiej do Niemiec. Uff, w czystym sercem mogę wstawić Michnika i Niemcy do tagów. Teraz na pewno wyląduję na stronie głównej i doczekam się jakiegoś komentarza. Do widzenia, idę na spacer.
Update2: Michnikowanie nic nie pomogło. Przyznam, że nie rozumiem jakimi prawami rządzi się rzucenie wpisów na pierwszą stronę. Trochę to frustrujące, gdy nie ma się możliwości zweryfikowania swoich poglądów i spostrzeżeń w dyskusji, ale cóż, dzisiejszy dzień sponsorują literki K A C Z M A R E K i Ł Y Ż W I Ń S K I. Dziękuję Panu Amsternowi za wpis - przynajmniej jedna osoba przeczytała moje wypociny...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)