36-letnia Czeczenka została w piątek znaleziona przez straż graniczną w lesie w Bieszczadach z dwuletnim synem na rękach. Po nielegalnym przekroczeniu granicy zabłądziła i zostawiła trójkę dzieci w lesie - dziewczynki Chawo (13 lat), Sieda (10 lat) i Emma (6 lat) zamarzły.
Tragedia. Okrutna i niepotrzebna śmierć spowodowana lekkomyślnością matki, która lekko ubrane dzieci zabrała w drogę przez zieloną granicę w górach a następnie zostawia je same bez opieki. Nie rozpala im (nie umie, nie ma czym, nie chce?) nawet ogniska, przy którym mogliby się ogrzać.
Tragedia jakich wiele chciałoby się powiedzieć. Niestety (na szczęście?) w sprawę zaangażował się polityk i żona polityka. Najpierw Jan Rokita w studio TVN24 pojechał z grubej rury: "Ta trójka dzieci, znalezionych dzisiaj w Bieszczadach, to są dzieci, które są ofiarami rosyjskiego ludobójstwa. Proszę każdego z Państwa, abyśmy byli duchem i sercem z narodem czeczeńskim. Żebyśmy mordowanego narodu czeczeńskiego nigdy nie opuszczali duchowo. To są ostatnie słowa, które chcę wypowiedzieć jako polityk".
Konkurencja PiS-owska nie mogła być gorsza. Natychmiast wysłano z misją Panią Prezydentową. Na tyle szybko, że udało się uprzedzić Nelly 'Polskie Kobiety' Rokitę, która i na tym polu mogła pokusić się o pokonanie swojego mocnego w gębie męża. Z drugiej strony nie spiesząc się zanadto - ot tak, żeby uniknąć niedzielnej posuchy medialnej a załapać się na poniedziałkową prasę.
Pani Prezydent powiedziała wiele ciepłych słów, trafiających w serca wiecznie nawinego Polactwa:
"Miała życzenie i to życzenie matki, która wychowana jest w tradycji czeczeńskiej, której najbardziej w tej chwili zależy, by jej córki zostały pochowane w Czeczenii. To jest jej pierwsze w tej chwili życzenie"
"Powiedziałam jej, że powinna teraz myśleć o tym, co ją czeka tutaj. Że powinna wystąpić o status uchodźcy. Powiedziałam, że postaramy się pomóc, że będziemy starali się zorganizować jej życie tutaj. Od niej zależy czy dostanie status uchodźcy, bo my pomożemy. Polska jak najbardziej chce pomóc, otoczyć ją opieką"
Rzyg, rzyg. Swoją drogą Jola Kwaśniewska przetarła szlak. Ludzie to kupują - to tak to trzeba robić - za parę nic nie znaczących słodkich frazesów można ocieplić wizerunek swój i swojego męża. A za tydzień nikt już o sprawie nie będzie pamiętać.
Niemniej nie na tym chciałem się skupić. To co powyżej to po prostu uroki demokracji dla kucharek i krawcowych. Zastanawia mnie jedno - dlaczego w tym konkretnym przypadku prokuratura podjęła decyzję, że nie postawi Czeczence zarzutu narażenia dzieci na śmierć i spowodowania ich śmierci? Czy dlatego, że wizerunek wszystkich (czytaj Marii Kaczyńskiej), którzy pochylili się nad tą nieszczęśliwą Czeczenką uległby pogorszeniu?
Przypomnę, że niespełna miesiąc temu prokuratura w Zakopanem postawiła zarzuty narażenia dziecka na śmierć rodzicom, którzy zabrali ze sobą trzyletnią córeczkę na Rysy. Pogoda się popsuła, bali się zejść i w nocy musieli ich ze zbocza ściągać ratownicy TOPR. To wszystko - nic innego się nie stało. Jednak prokuratura zdecydowała się postawić zarzuty narażenia dziecka na śmierć. Rodzicom grozi nawet kara pozbawienia wolności. Pisał o tym dziennik http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=269&ShowArticleId=57695.
Dlaczego zatem nie postawiono żadnych zarzutów Czeczence? Czy były jakieś naciski na prokuratora prowadzącego tę sprawę?
PS. Podkreślam, że moim zdaniem ani w jednym, ani w drugim przypadku prokuratura nie powinna stawiać zarzutów lekkomyślnym rodzicom. To nie było działanie umyślne i powinna być to sprawa wewnątrz rodziny - działanie prokuratury w takim przypadku jest tylko dodawaniem nieszczęścia do tragedii.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)