Publius Cornelius Publius Cornelius
166
BLOG

Dorn im Arsch czyli po niemiecku cierń w dupie

Publius Cornelius Publius Cornelius Polityka Obserwuj notkę 11

Wiem, nieładnie jest przedrzeźniać czyjeś nazwisko. Czuję się jednak ociupinkę usprawiedliwiony stanem lekkiego wzburzenia po przeczytaniu notki we wprost24 poświęconej "porządkom" Ludwika Dorna w rezydencji Ministra Spraw Wewnetrznych i Administracji, podczas jego urzędowania.

Pal sześć, że Dorn nie zwrócił pieniędzy za wymianę mebli pogryzionych przez jego sukę Sabę. Taką to już mamy klasę polityczną, pozbawioną klasy osobistej. Krzywe zwierciadło nas samych.

To co mnie zbulwersowało w informacji "Wprost", to stwierdzenie, że Ludwik Dorn nie wychodził z Sabą na spacer tylko wypuszczał ją do ogródka. Saba, co nietrudno zrozumieć, wariowała i gryzła meble. Tym bardziej jest to przykre, że sznaucery są psami pasterskimi i potrzebują dużo ruchu.

Jeszcze kilka dni temu broniłem Dorna na blogu jagi. Uważałem, że jego słynne bon-moty, celne, choć politycznie niepoprawne, ubarwiają naszą scenę polityczną. A że był arogantem? Cóż, nikt nie jest doskonały. Mój obraz Dorna ocieplał w dużym stopniu także jego stosunek do psa. Przyprowadzenie Saby do gabinetu marszałka, może było niestosowne, ale na pewno zabawne. Niestandardowe jak na polityka było też poświęcenie suni wiersza - "Saba i króliczki". Cholera, naprawdę myślałem, że za maską cynika kryje się ciepły i czuły miłośnik zwierząt.

Taki miałem obraz Dorna. Niestety, jeżeli potwierdzi się informacja z "Wprost", był on po prostu tylko autokreacją. Wychodzenie na spacery ze swoim psem, czy to się komuś podoba czy nie, jest podstawowym, po zapewnieniu michy, obowiązkiem właściciela. Nie masz na to czasu? Nie bierz psa. A w sytuacjach awaryjnych poproś kogoś z rodziny, znajomych.

Może ktoś pomyśli, że w zbyt wysokie tony uderzyłem - przecież tu chodzi tylko o psa. Takim mądralom powiem krótko: pierdzielcie się. I nie będę nawet tłumaczyć dlaczego. I tak nie zrozumielibyście.

Zakończenie wiersza "Saba i króliczki" też jest symptomatyczne:

"To był poemat straszny, niemal krwawy,
Lecz skończył się happy-endem.
Króliczki ocalone wesoło się bawią,
A Saba na łańcuchu duma nad swym błędem."

Na łańcuchu, patafianie jeden??? Mógłbyś się, miłośniku zwierząt, powstrzymać przed takimi tekstami w kraju, w którym setki tysięcy psów jest barbarzyńsko całe życie trzymana na łańcuchu. W ostateczności napisać i umieścić na stronie internetowej, na którą pewnie i tak nikt nie zagląda. Ale po kiego wała to wydawałeś w formie książkowej? Ilu dzieciakom chciałeś popaprać psychikę? Jak tu zmieniać mentalność wiejską, tłumaczyć, że pies nie powinien być traktowany jak tani system alarmowy na łańcuchu, tylko myśląca i czująca istota, kiedy mamy takich polityków - "miłośników zwierząt"? Szkoda gadać...

PS. Jeśli "Wprost" dał ciała i podał nieprawdziwe informacje, gotów jestem oczywiście odszczekać cały wywód i kupić dla Saby w formie przeprosin pyszne wędzone owcze kopytko (najnowszy przysmak mojej suni). Jest tylko jeden warunek. Zakończenie wiersza zamieszczonego na stronie internetowej ma brzmieć: "A Saba w ogródku duma nad swym błędem".

Zwykły, szary trzydziestolatek. Facet, któremu wydaje się, że zachował jeszcze w szczątkowej formie tak rzadką dzisiaj umiejętność samodzielnego myślenia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka