Czytelnicy mojego bloga zdają sobie zapewne sprawę, że nie jestem bynajmniej wielbicielem żadnego z tych panów. Mój dość obojętny, eufemistycznie mówiąc, stosunek wobec obu polityków pozwala mi, mam nadzieję, na chłodną, niezmąconą emocjami ocenę szans Jarosława Kaczyńskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego w medialnym pojedynku.
Dlaczego zatem moim zdaniem Kwasula zmiażdży Kaczorka? Nie będę wdawał się w skomplikowane pseudoanalizy. To proste. W dobie politycznej kultury masowej, od czasów JFK, kupuje się po prostu to co ładnie wygląda. W przypadku polityka – to co ładnie wygląda i składnie gada.
Kwasula jest przecież mistrzem gładkich słówek, chwytających za serce sloganów. Nasłuchamy się zatem mnóstwo odkrywczych stwierdzeń w stylu „trzeba łączyć a nie dzielić” etc. Możemy się na to zżymać, ale nie sądzę, żeby wyborcy się na takie dyrdymały uodpornili. Jeśli Kaczorek nie ociepli swojego wizerunku, tylko nadal będzie bez synchronizacji (tj. w stylu wiecowego watażki, lecz z głosikiem smerfowego ważniaka) piszczał o układach, spiskach etc. - to przegra debatę z kretesem. Chyba, że jednak ma coś w zanadrzu. Oczywiście nie będzie to sygnalizowany w mediach pomysł wręczenia Kwaśniewskiemu alkomatu. Ośmieszenie obu uczestników debaty byłoby prezentem dla Tuska, który jest w tej chwili dla Kaczorka najgroźniejszym przeciwnikiem. Mojej tezy o wygranej Kwasuli nie zamierzam dalej udowadniać – przekonamy się wszyscy za niecałą godzinę.
Zresztą, zdaniem Kaczyńskiego ewentualna wygrana lub przegrana w debacie nie ma decydującego znaczenia. I dlatego się tą porażką nie przejmie. Najważniejsze dla premiera jest zaprojektowanie dwubiegunowej sceny politycznej – z jednej strony PiS, z drugiej LiD, na której w dłuższej perspektywie nie będzie miejsca na PO. W tych wyborach podstawowym celem jest zmarginalizowanie (do kilkunastu procent) a po wyborach zwasalizowanie Platformy. Nawet kosztem odrodzenia postkomuchów. Co jest dla mnie trochę smutne. I mam nadzieję, że przynajmniej troszkę zastanawiające dla wyznawców PiS-u.
Żeby było jasne - nie żałuję Platformy. Sami są sobie winni – za szefa mają bezbarwnego karierowicza. W szeregach jeszcze bardziej bezbarwnych karierowiczów. Żar, dzięki któremu Platforma uzyskała tak znaczne społeczne poparcie i prawie wygrała wybory dwa lata temu, gdzieś zgasł po drodze. Wypalił się w ciągu prawie dwóch lat zasiadania w ławach opozycji. Kontestowania wszystkiego co nosiło znamię PiS-u. W ciągu dwóch lat obrażania się na głupie społeczeństwo. Ten żar, który pozwalał wierzyć jeszcze pół kadencji temu, że możliwa jest zmiana Polski w nowoczesny, sprawiedliwy kraj gdzieś się ulotnił. Nie tylko zresztą u sympatyków i działaczy Platformy. Ulotnił się też (jeśli kiedykolwiek był) gdzieś u liderów PiS-u, którzy w chwili obecnej przygotowują nam powtórkę z 93 roku.
20:59 Przestaję ogladać debatę. Oj słabiutki ten Kwaśniewski. Przed chwilą powiedział, że jest za liberalną polityką karną i powtórzył to kilka razy. Zastanawiam się kto mu doradza. Kaczyński rozluźniony i naprawdę w dobrej formie. Gdyby tylko nie ten głosik i miny... Dyskusja kulturalna, bez specjalnie agresywnych wycieczek wobec drugiej strony. Chyba obie strony rozumieją, że tak naprawdę przeciwnikiem jest PO. I to o głosy jej wyborców w tej debacie walczą. Nieznaczna wygrana Kaczyńskiego lub co najmniej remis ze wskazaniem na Kaczyńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)