Publius Cornelius Publius Cornelius
69
BLOG

Układ znowu zaatakował

Publius Cornelius Publius Cornelius Polityka Obserwuj notkę 7

Właśnie wróciłem do mojego pokoju z pracowniczego baru, w którym posiliłem się całkiem smacznym i sycącym obiadkiem. Włączyłem wodę na kawę, zasiadłem przed ekranem monitora, przymrużyłem oczy i oddałem się leniwym rozmyślaniom nad sensem życia, sensem pracy. „Dzień jak co dzień” powiedziałby jeden. „Uroki pracy na cudzym” rzekłby drugi. Zgodziłbym się w pełni z takim stwierdzeniem, gdyby nie jeden szkopuł, który uciążliwie odwracał moje myśli od sennych marzeń o wieczornym piwie i weekendowym wypoczynku.

Padłem dzisiaj mianowicie ofiarą układu. Przed chwilą – w pracowniczym barze. Nie pierwszy raz zresztą i nie ma sensu obwiniać o to kogokolwiek innego oprócz mnie samego. Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie wspomnieć, że układ uśpił moją czujność – już od kilku tygodni mnie nie atakował, pani w barze uśmiechała się, ceny też jakoś tak się ustabilizowały. Ja jednak powinienem wiedzieć, że to wszystko ma swój ukryty sens. I cel – uśpienie naszej czujności. Mojej i setek innych krawaciarzy pracujących w Firmie. Dzisiaj układ załatwił mnie kapuśniaczkiem. Kilka tygodni temu, zdaje się, ogórkową (doskonale wiedział, że uwielbiam ogórkową i będę w związku z tym bezbronny). Sposób dotarcia do celu nie ma tutaj wszak większego znaczenia, wiadomo, że układ specjalnie rozszerzył asortyment zup żeby dotrzeć do możliwie jak największego kręgu potencjalnych ofiar. Wiadomo też, że układ wymienił stare, głębokie łyżki do zupy na nowe, płytkie. Obniżył stoły i podwyższył krzesła. Jednym słowem układ zrobił wszystko, żeby zmaksymalizować swoje szanse na oskubanie nas z naszych pieniędzy. Chwila zamyślenia, dekoncentracji, podmuch wiatru, niezauważalne dla oka drgnienie ręki – wystarczy jeden z tych elementów, żeby spowodować kapnięcie cieczy z niesłychanie płytkiej łyżki do zupy. Nieszczęśliwe kapnięcie powoduje nieuchronne pacnięcie. Upuszczona z łyżki ciecz rozbija powierzchnię zupy w talerzu, która frunąc następnie na wszystkie możliwe strony ochlapuje, dzięki ustawionej wcześniej relacji wysokości stołu do wysokości krzesła, w centralnym miejscu krawat bezbronnej ofiary układu.

Znamy zatem mechanizm ochlapywania krawatów oraz, w skrajnych przypadkach, marynarek i spodni od garnituru. Jakie jednak mam dowody na to, że mój pracowniczy bar działa w układzie? Na razie jeszcze nie dysponuję niepodważalnymi dowodami, które mógłbym wykorzystać w sądzie. Mam jedynie głębokie przeświadczenie, że to co mówię jest oczywistą prawdą. Że bary pracownicze są w układzie z pralniami chemicznymi i dystrybutorami krawatów. Zresztą wystarczy porównać dynamikę przychodów barów pracowniczych, pralni i sklepów z krawatami. I to, kto zakładał pierwsze w Polsce bary, pralnie i sklepy z krawatami.  

 

PS. Tak naprawdę moje dzisiejsze przemyślenia na temat zup i krawatów, które (nie przesadzam) co ok. dwa tygodnie udaje mi się w ten sposób poplamić, były jednak troszkę mniej wyszukane. Nie będę ich werbalizować, gdyż niechybnie skończyłoby się to banem w salonie. Swoją drogą zawsze zastanawiałem się kto i po co wymyślił coś tak niepraktycznego, odpornego na wszelkie sposoby czyszczenia, i jednocześnie drogiego jak te (fuj!) krawaty?

Zwykły, szary trzydziestolatek. Facet, któremu wydaje się, że zachował jeszcze w szczątkowej formie tak rzadką dzisiaj umiejętność samodzielnego myślenia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka