Post ten jest pewnego rodzaju kontynuacją mojej wypowiedzi z wczoraj. Nie jestem zwolennikiem masowego produkowania postów, ale dzisiejsza sprawa jest dla mnie zbyt gorąca, abym mógł nad nią przejść do porządku dziennego. Chodzi mianowicie o słynny już "List 41", napisany w proteście przeciwko uchwale Senatu UW, który już doczekał się grupki propagatorów i orędowników.
Przyznam, że bardzo nie podoba mi się postawa "Rzeczpospolitej", która ów protest nagłośniła, czyniąc z niego przeciwstawne Senatowi UW, równoważne stanowisko. Jest to woda na młyn tych wszystkich, którzy widzą w uchwale Senatu działanie postkomunistycnych aparatczyków, bojących się ujawnienia ich niecnych postępków, utraty przywilejów. Teraz mają swoich reprezentantów - grupę bohaterskich 41 wykładowców, którzy, narażając się na środowiskowy ostracyzm, stoją na straży demokracji i pluralizmu na uczelni.
Trudno o większą bzdurę. Przypominam, że Senat UW uchwalę przyjął jednogłośnie i że jest to instytucja demokratyczna, stanowiąca reprezentację ogromnej większości pracowników naukowych uczelni. Oczywiście w takiej kwestii nigdy nie będzie jednomyślności, bo pracowników naukowych na UW jest kilka, a może i kilkanaście tysięcy i pewna grupa zawsze będzie miała zdanie odmienne. Problem polega na tym, kiedy owe kilka procent kreowane jest na bohaterów i obrońców nowego ładu, a jednocześnie przykleja się reszcie implicite etykietki czerwonych aparatczyków i obrońców postkomunistycznego status quo.
Jeszcze raz, prosta analiza faktów. Można spokojnie, na podstawie uchwały Senatu UW, stwierdzić, że stanowisko senatu podziela grubo ponad 80% pracowników akademickich tej uczelni. Dla zwolenników lustracji wynikają z tego dwa możliwe wnioski - oba średnio przyjemne. Jeden jest taki, że większość protestuje, ponieważ posiada ideowe racje przeciw lustracji. Drugi jest taki, że większość środowiska akademickiego na UW to komunistyczna sitwa, uwikłana we współpracę z UB.
Ponieważ w kwestiach politycznych większość ludzi nie lubi przyznawać przeciwnikom żadnych racji, obstając przy stanowisku, że są oni albo zwodzeni, albo są po prostu łajdakami, więc siłą rzeczy znaczna część przyjmie wniosek nr 2. Jest on wnioskiem absurdalnym (jeżeli ktoś naprawdę wierzy, że przeszło połowa pracowników UW była uwikłana we współpracę z SB, to naprawdę sugeruję mu wizytę u psychiatry). Ze względu na prezentację tematu przez "Rzeczpospolitą" jednak, większość czytelników nie widzi sprawy w ten sposób - wolą oni baśniową wersję o owych 41 wspaniałych jako reprezentantach cichej większości, która jest tłumiona przez skompromitowaną, rządzącą mniejszość. Że takie widzenie sprawy jest zwyczajnie sprzeczne z faktami? Tym gorzej dla faktów.
Na koniec, ważna kwestia metodologiczna. Chciałbym raz na zawsze rozprawić się z typem rozumowania, którym zazwyczaj wali się jak młotem po głowie przeciwników obecnej ustawy lustracyjnej (nie mylić z przeciwnikami lustracji w ogóle). Rozumowanie to przebiega następująco (patrząc na przykład z Senatem UW):
-> byli TW protestują przeciwko ustawie lustracyjnej
-> Senat UW zaprotestował przeciwko ustawie lustracyjnej
tak więc -> Senat UW składa się [w całości, w większości] z byłych TW
Jest to typowy przykład błędnego rozumowania logicznego, często jednak używanego, także przeciw przeciwnikom lustracji w ogóle (tzw. "cios z Maleszki"). Byli TW będą siłą rzeczy przeciwnikami ustawy lustracyjnej, jednak to w żaden sposób nie przesądza o intencjach innych osób, będących jej przeciwnikami. Mógłbym przeprowadzić analogiczne rozumowanie w drugą stronę, na przykład:
-> beznadziejni nauczyciele akademiccy chcący skompromitować swoich lepszych naukowo kolegów mających w przeszłości epizod z komunistycznymi służbami są zwolennikami ustawy w obecnym kształcie
-> sygnatariusze "Listu 41" są zwolennikami ustawy lustracyjnej w obecnym kształcie
tak więc -> sygnatariusze "Listu 41" są nieudolnymi nauczycielami akademickimi, którzy chcą wykorzystać ustawę, aby skompromitować często znacznie lepszych naukowo kolegów
Rozumowanie to nie jest ani trochę bardziej prawdziwe niż rozumowanie wcześniejsze i opiera się na dokładnie tym samym błędzie logicznym. Mam cichą nadzieję, że przynajmniej część osób to sobie kiedyś uzmysłowi i przestanie walić na lewo i prawo "z Maleszki", bo robi się to już powoli nieznośne i irytujące.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)