Poczekałem, aż kurz nieco opadnie po wydarzeniach związanych z poprawkami antyaborcyjnymi do konstytucji, aby już nieco bardziej na chłodno ocenić wydarzenia tamtych dni. Chciałbym skupić się tutaj na wątku, który przy wszystkich dywagacjach o możliwych przyspieszonych wyborach (czy to się niektórym już nie nudzi?), o tym, czy Jurek będzie miał 8, 14 czy 44 posłów w swojej partii czy wreszcie, ile % nowa partia Jurka dostanie w sondażach i z kim pójdzie do wyborów, został nieco pominięty. Warto się mianowicie zastanowić nad tym, dlaczego akurat konflikt aborcyjny stał się dla obu polityków Rubikonem, tą ostateczną barierą, po której porozumienie przestało być możliwe.
Większość opinii, jakie przeczytałem w tej kwestii, była mocno jednostronna - przedstawiała albo Jurka jako ostatniego prawdziwego ideowca IV RP, który przeciwstawia się cynicznemu do bólu Kaczyńskiemu, albo na odwrót - sugerowano, że Jurek jest "pożytecznym idiotą" czy wręcz sabotażystą i jego brak znajomości realiów polityki przyczyni się do rozpadu polskiej prawicy i powrotu SLD. Tymczasem rzeczywistość jest tutaj bardziej złożona - mamy bowiem do czynienia z konfliktem dwóch fundamentalnie różnych wizji prawicy.
Przedstawianie Jurka jako naiwnego ideowca, Don Kichota, który walczy z wiatrakami ignoruje parę prostych faktów - chociażby to, że tenże sam Jurek znosił przez długi czas koalicję z amoralną do cna Samoobroną tudzież z LPRem, który tak istotne dla niego hasła wykorzystywał jako przykrywkę do swoich gierek politycznych (odmowa Jurka przystąpienia do LPRu i deklaracja, że z Giertychem mu nie po drodze jasno pokazuje, że Jurek zdaje sobie z tego doskonale sprawę). Innymi słowy, jako gracz polityczny Jurek jest nie mniej cyniczny, niż Kaczyński. Po prostu to Kaczyński rządzi obecnie w PiSie i to on zdecydował się na o jeden kompromis za dużo. Nie chodzi tutaj jednak o starcie cynika z ideowcem, tylko o starcie dwóch ideowców, dla których inne idee są nadrzędne, jak trafnie na swoim blogu zauważył Sędzia.
Dla Jurka ideą, o którą walczy jest przeforsowanie w Sejmie moralności katolickiej jako podstawy ideowej państwa. Dla Kaczyńskiego tą ideą jest oczyszczenie państwa z wpływów postkomunistycznych. Obaj byli skłonni dla owych idei czynić różne kompromisy - nieuchronny konflikt zdarzył się wówczas, gdy jeden z nich w ramach kompromisu zdecydował się poświęcić ideę, fundamentalną dla tego drugiego. Nie da się ukryć - Jarosław Kaczyński robił wszystko, żeby zamieść sprawę pod dywan. Zdawał sobie sprawę z nierozstrzygalności tego konfliktu i dlatego robił wszystko, żeby sprawy aborcji nie podnosić. Niestety dla niego, widział to także Giertych, któremu bardzo zależało na rozbiciu PiSowskiego monolitu - dlatego kwestię aborcji cały czas rozgrywał i nie dawał jej upaść, wiedząc, że musi dojść do wewnątrzPiSowego konfliktu, który być może uda mu się wygrać dla siebie. Niewykluczone zresztą, że mu się to jeszcze uda - Marek Jurek, pozbawiony zaplecza finansowego i organizacyjnego dla swojej partii, może zostać zmuszony do zawiązania sojuszu z LPRem. Będzie to dla niego podobne "mniejsze zło", jak dla Kaczyńskiego koalicja z SO - przynajmniej w przypadku LPR ma pewność, że nikt za niego nie będzie dokonywał kompromisów w kwestiach dla niego najważniejszych.
Cała sytuacja jest niestety pokłosiem naszego chorego systemu parlamentarnego, w którym z jednej strony istnieją wyłącznie partie "hasłowe", pozbawione jednolitego programu i będące zlepkiem rozmaitych często skonfliktowanych środowisk (bo tylko takie partie mogą dostać dostateczną ilość głosów), a z drugiej strony ordynacja nie pozwala na wyłonienie jednego zwycięzcy i na samodzielne rządzenie nawet takiemu dużemu "zlepkowi", jakim jest PiS czy PO, zmuszając tego typu partie do dokonywania podwójnej ilości "zgniłych kompromisów" - zarówno wewnątrzpartyjnych, jak i koalicyjnych. Gdyby bowiem PiS rządził samodzielnie, to tego typu sytuacja nie miałaby miejsca - przy braku LPRu podnoszącego temat aborcji nie miałby kto sprowokować Marka Jurka do postawieniu tematu na ostrzu noża. Gdyby z kolei PiS był partią jednolitą zarówno pod względem światopoglądowym, jak i gospodarczym, tego typu konflikt również nie miałby miejsca. Niestety, w przeciwieństwie np. do Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, obecna ordynacja partyjna premiuje raczej partie, których atutem jest silne przywództwo, dobra medialność i sprawność organizacyjna niż wspólnota światopoglądowa czy gospodarcza. W takich partiach rozmaite stronnictwa nie działają na zasadzie partnerskiej - muszą podporządkować się linii naczelnej i "siedzieć cicho". Do tego są ciągle podmywane i podgryzane przez pomniejsze partie "okoliczne", które zawsze chętnie przyłączyłyby do siebie fragment organizmu silniejszego sąsiada i tym samym zyskały większy udział przy podziale sejmowego tortu.
Niestety, na horyzoncie nie widać rozwiązania. PiS jest zdecydowanie przeciwny JOWom, słusznie chyba zakładając, że w obecnej sytuacji bardziej przysłuży się to Platformie. Platforma też w tej kwestii raczej milczy, świadoma tego, że za chwilę sondażowe wahadło może się odwrócić i owo poparcie dla JOWów może stać się dla niej gwoździem do trumny. W taki sam sposób na porażkę skazane są wszelkie próby stworzenia ordynacji budującej system dwupartyjny - tu dla odmiany protest podniosą "przystawki", których Jarosław Kaczyński potrzebuje do kontynuowania swoich rządów. Symptomatyczne jest to, że niestety obie główne strony konfliktu, czyli PiS i PO, uwikłały się tak dalece w konflikt o władzę, że chyba niestety zgubiły gdzieś interes kraju. Widać to chociażby przy lustracji, której celem stało się, zamiast eliminowania groźnych agentów z życia publicznego, dowalanie przeciwnikom obecnej władzy, którzy mają cokolwiek na sumieniu. Widać po retoryce władzy, dla której PO jest ilustracją tego, co w Polsce najgorsze (a coraz to zuchwalsze przekręty Samoobrony kwitowane są dyskretnym milczeniem), oraz po retoryce opozycji, która tak dalece zapędziła się w krytyce PiSu i porównywaniu Kaczyńskich do PZPRowskich genseków, że zaczyna rozważać nawet wejście w alians z lewicą.
I tylko Polski żal.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)