Dlaczego goebbelsjada? No cóż, chyba nikomu nie trzeba przypominać owego sławnego zdania, które wygłosił minister propagandy III Rzeszy: Kłamstwo, dostatecznie wiele razy powtórzone, staje się prawdą. Wygląda na to, że ową maksymę bardzo mocno wziął sobie do serca Jarosław Kaczyński (trudno mu się zresztą dziwić, bo wszak Goebbels, przy całej mojej pogardzie dla propagowanej przez niego ideologii, był jednak wybitnym manipulatorem), nie tylko w kwestii Trybunału Konstytucyjnego zresztą, ale akurat w tej kwestii - stosując ją wyjątkowo konsekwentnie.
Mało kto już dziś pamięta, że Trybunał Konstytucyjny za wszystkich rządów uwalał ustawy akurat najbardziej dla rządzących prestiżowe, a jednocześnie mocno kontrowersyjne. Trybunał stoi bowiem na straży jednej zasady, o której wielu prawicowych publicystów, gardłujących dziś o rzekomej polityczności sędziów i wydawanych przez nich decyzji (jeszcze zanim jakakolwiek faktyczna decyzja została podjęta!) zdaje się zapominać - zasady mówiącej mianowicie o tym, że w momencie, kiedy zaczyna pisać się prawo, na progu należy zostawić wszelką żarliwą ideologię i gorącą retorykę i wolno posługiwać się wyłącznie twardą logiką i zasadami prawa.
Tego testu w oczywisty sposób nie wytrzymuje obecna ustawa lustracyjna - nowelizowana na kolanie, w ostatniej chwili, ewidentnie niedostatecznie przygotowana i sprawdzona pod kątem zgodności z konstytucją. Niestety dla Trybunału, w naszej społecznej mentalności ciągle zdaje się dominować myślenie z kategorii chciał dobrze, wedle którego krytykowanie kogoś, kto ma dobre intencje, ale spartaczył robotę, działa na niekorzyść krytykującego, a nie krytykowanego.
Za absolutnie kuriozalne uważam wyciąganie obecnym sędziom Trybunału jakichś wypowiedzi do prasy sprzed 15 lat, jako argumentu, że skoro są "przeciw lutracji", to należy ich odsunąć od rozstrzygania sprawy. Nic z tych rzeczy. Non sequitur. Trybunał nie rozpatruje bowiem słuszności ustawy lustracyjnej - nie jest on instytucją powołaną do tego, aby wygłaszać sądy moralne. Trybunał rozpatruje zgodność konkretnej ustawy lustracyjnej z konstytucją. Obecny werdykt Trybunału nie jest zatem werdyktem za bądź przeciwko lustracji, tylko oceną jakości prawnej przygotowanej przez rządzącą koalicję ustawy.
Naiwniak - powiedzą krytycy. Przecież cała sprawa o to właśnie się rozchodzi - że sędziowie Trybunału nie kierują się czynnikami merytorycznymi, tylko ideologicznymi. I tutaj wracamy, w ramach spinającej całe rozumowanie klamry, do tytułowego Goebbelsa. Nie mamy przecież żadnych powodów, aby stwierdzać, że sędziowie Trybunału kierują się czynnikami niemerytorycznymi. Żadnych, oprócz - no właśnie, oprócz podsycanej przez całą swoją kadencję nieufności braci Kaczyńskich do decyzji owej instytucji. Innymi słowy, poparciem tezy o polityczności Trybunału ma być... zdanie osób, które ów Trybunał ze względów koniunkturalnych najostrzej krytykują.
Tymczasem wszelkie fakty temu przeczą. Nie słychać ani o żadnej merytorycznej krytyce poprzednich decyzji TK (chociażby ze strony środowisk prawniczych), nie widać, aby teoretycznie proPiSowski prof. Stępień wspominał coś o nieformalnych naciskach, ba! jak zauważył ostatnio na Salonie jeden z komentatorów, ostatnie decyzje Trybunału były podejmowane jednogłośnie, poza jedną, w której po stronie obecnie rządzących stanął m.in.... prof. Safjan.
Nie dajmy się więc zmanipulować, nie dajmy się wziąć na Goebbelsowskie metody. Dzięki temu łatwiej jest trzymać większy dystans do politycznych gierek i zamiast przekrzykiwać się na hasła, można walczyć o meritum - bo przecież jest o co walczyć. Lustracja czeka...


Komentarze
Pokaż komentarze (18)