pwilkin pwilkin
37
BLOG

A dobrze im tak!

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 15

    Z reguły powstrzymuję się od dowalania rządowi, gdy dzieje się coś obiektywnie trudnego. Mimo wszystkich wad jest to mój rząd, a cieszenie się z tego, że władzy państwowej coś nie wychodzi, uważam za, delikatnie mówiąc, szczeniackie. Ale w przypadku obecnej sytuacji z pielęgniarkami i sugerowanymi przez Jarosława Kaczyńskiego podwyżkami podatków od najbogatszych nie mogę powstrzymać się od odrobiny złośliwej satysfakcji. Satysfakcji z tego, że rzeczywistość wreszcie dopadła naszego lawirującego niczym wytrawny slalomista między przeszkodami nieomylnego Prezesa.

    Dotąd Jarosław Kaczyński postępował bowiem według maksymy "zjeść jabłko i mieć jabłko", czyli konsekwentnie odmawiał zdeklarowania się, czy chce prowadzić politykę konserwatywno-liberalną, czy socjalistyczną. W razie trudności wyciągał teczki i układ, które pełniły rolę uniwersalnego zagłuszacza i pozwalały mu zachowywać wierność wyborców wierzących w obie wersje. Dobre czasy się jednak skończyły w momencie, kiedy protestować zaczęły środowiska naprawdę pokrzywdzone, które trudno już zaliczyć do "układu" i zarzucać im, że bronią przywilejów, których "dochapały" się w III RP. Lekarzy jeszcze od biedy udało się, dzięki znakomitej propagandowo (i niezmiernie skądinąd szkodliwej społecznie, o czym swojego czasu pisałem) akcji CBA, do takiej roli zredukować, ale nie widać na horyzoncie aresztowania pod zarzutami gigantycznej korupcji żadnej pielęgniarki ani żadnych atrakcyjnych teczek. Wygląda na to więc, że tradycyjna zasłona dymna się skończyła. I może dlatego Jarosław Kaczyński wygląda na podirytowanego.

    Zagrożona jest bowiem jego piękna konstrukcja, dzięki której dotychczas spajał ze sobą elektoraty gospodarczo liberalne i socjalne, czyli łączył ogień z wodą. Jak każde połączenie ognia z wodą, także i to nie mogło przetrwać próby czasu. Nie oznacza to oczywiście, że prorokuję jakieś raptowne odwrócenie się wyborców od PiSu - od dłuższego czasu w polskiej polityce obowiązuje raczej zasada selekcji negatywnej i większość wyborców wybiera daną partię nie dlatego, że im doskonale pasuje, tylko dlatego, że pozostałe pasują im jeszcze mniej. Ucierpieć na tym jednak Jarosław Kaczyński może głównie wizerunkowo - wbrew tezom o tym, jak to jego wizerunek nie może być już gorszy w związku z agresywną propagandą niechętnych PiSowi mediów, wizerunek Kaczyńskiego dotąd utrzymywał się raczej bez większych rys. Teraz pierwsza rysa zaczyna się tam pojawiać.

    Spytacie pewnie, drodzy Czytelnicy, skąd moja dzika satysfakcja z tego powodu? Otóż bynajmniej nie dlatego, że (jak pewnie skądinąd w niejednym komentarzu usłyszę) pałam genetyczną nienawiścią do Kaczyńskich, tęsknię za Preziem, Czarzastym i Millerem oraz widzę w obecnej władzy zagrożenie demokracji w Polsce. Bynajmniej. Chodzi po prostu o to, że taka sytuacja obnaża i dekonstruuje pewną szkodliwą dla demokracji tendencję - do rządzenia hasłami, a nie czynami. Innymi słowy, zaistniała sytuacja jest wystawieniem rachunku za agresywny populizm i chowanie reform systemowych za SBckimi teczkami. Gdyby Jarosław Kaczyński rok temu zdecydował się na niezbędne reformy, teraz mógłby przynajmniej patrzeć z nadzieją w przyszłość i pokazywać strajkującym pielęgniarkom, jakie decyzje zostały podjęte, aby chory system zreformować. On jednak nie zrobił nic, zasłaniając się teczkami i układem i redukując reformy do wprowadzenia wszędzie wiernych sobie ludzi. I teraz płaci za to cenę - bo okazało się, że to nie ludzie są niewydolni, tylko system - korupcjogenny, niewydajny, uznaniowy, czyli to, co akurat ja jestem właśnie skłonny nazwać Układem.

    Może (o ile zaowocuje to spadkiem w sondażach) będzie to przestroga dla kolejnych polityków chcących budować karierę w naszej niedojrzałej demokracji dzięki podobnym chwytom: Panowie (czy też Panie), spychologia nie popłaca. Odsuwanie problemów i stosowanie zasłony dymnej nie działa w nieskończoność. Kiedyś trzeba wreszcie coś zacząć robić. I jak nie zaczniecie robić tego wystarczająco wcześnie, to możecie się ocknąć z przysłowiową "ręką w nocniku".

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka