Częstym obiektem zażartych kłótni pomiędzy osobami o szeroko pojętych poglądach prawicowych i lewicowych jest kwestia wolności. Prawicowe (konserwatywne) rozumienie wolności jest z reguły oparte na nauczaniu chrześcijaństwa, w którym wolność rozumie się inaczej, niż w myśli liberalnej pochodzącej z tradycji oświeceniowej. Wydaje mi się, że warto skupić na tej kwestii więcej uwagi.
Otóż w tekstach prawicowych, zwłaszcza publicystów związanych z Kościołem, można często znaleźć sformułowania takie jak "zniewolenie przez grzech". Równocześnie pojawiają się tam zastrzeżenia, że np. dobrowolna aborcja na życzenie wcale nie jest przejawem wolności. Rozumienie takie wydaje się być sprzeczne z naszym intuicyjnym pojęciem wolności - wszak wolność rozumiana jest jako jak najszersza możliwość wyboru, a wszelkie zakazy tę możliwość wyboru zawężają, zatem są ograniczeniem wolności, nieprawdaż? Otóż nie do końca. W takim prostym rozumieniu kwestii wolności gubi się subtelność chrześcijańskiego rozumienia tego terminu, subtelność, która ugruntowana jest w wielowiekowej tradycji filozoficznej i zdecydowanie na odrzucenie nie zasługuje. Postaram się przedstawić ową alternatywną wizję wolności.
W sytuacji, w której wolność w rozumieniu oświeceniowym sprowadza się raczej do niestawiania człowiekowi zewnętrznych barier, wolność w rozumieniu chrześcijańskim (i szerzej - konserwatywnym) sprowadza się do niepoddawania się wewnętrznym barierom. Aby rzetelnie omówić kwestię barier wewnętrznych, warto rozważyć na początek inną kwestię - stopni wolności.
Z reguły wolność jesteśmy skłonni traktować zero-jedynkowo - albo nam coś wolno, albo nie. Nawet w przypadku zakazów zewnętrznych nie jest to jednak prawdziwe, czego doświadczył chyba każdy, jeżeli przechodził kiedykolwiek na czerwonym świetle. Faktem jest, że istnieją przymusy mniej lub bardziej obligujące - jeżeli ktoś nam przystawi pistolet do głowy, to zakres naszej wolności zaczyna być dużo bardziej ograniczony. Nie istnieje jednak coś takiego, jak zakaz absolutny i absolutne ograniczenie naszej wolności. Owe stopniowanie staje się bardzo istotne w sytuacji, w której rozważamy owe 'wewnętrzne ograniczenia wolności'.
Czy wolność człowieka, który bierze narkotyki, jest w jakiś sposób ograniczona? Nie będziemy mieli wątpliwości, że tak. A wolność hedonisty, dla którego przyjemności zmysłowe stały się drugą naturą - jest ograniczona, czy nie? Czy człowiek, który ma dużo łatwo zdobytych pieniędzy i przywykł do łatwego i przyjemnego trybu życia, potrafi nagle zmusić się np. do życia w klasztorze, czy też do ciężkiej pracy po 8 godzin dziennie, czy też chociażby do wyrzeczenia się jakiejś przyjemności, żeby pomóc innym? Instynktownie raczej czujemy, że nie. Ograniczają go nie zewnętrzne zakazy - ogranicza go wewnętrzny system wartości i światopogląd. W świecie, w którym psychologia coraz lepiej ujawnia tajemnice ludzkiej psychiki, powinniśmy tym bardziej zdawać sobie sprawę, że tego typu czynniki potrafią być często bardziej ograniczające, niż fizycznie nałożone więzy. Nie potrzebujemy jednak do tego psychologii - już Epikur, starożytny filozof, którego imię stało się synonimem właśnie "lekkiego i przyjemnego trybu życia", który wiązany jest z hasłem "carpe diem", głosił coś dokładnie przeciwnego. Zdawał sobie mianowicie sprawę z tego, że niektóre przyjemności zniewalają człowieka, czynią go od nich uzależnionym, zaś prawdziwymi przyjemnościami są właśnie te, które człowieka nie wiążą - czyli głównie te związane z życiem kontemplacyjnym, ale także te, które dziś wiązalibyśmy z realizacją chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego.
Wolność w rozumieniu chrześcijaństwa to właśnie tego rodzaju wolność. Posługując się tutaj wygodnymi kategoriami Freuda, wolność chrześcijańska to wolność od granic narzuconych nam przez id, zaś wolność rozumiana współcześnie (oświeceniowo) to raczej wolność od ograniczeń narzucanych przez superego. Posługując się przykładem z platońskiego Fedona, w dowolne miejsce dojedzie raczej ten woźnica, który umie podporządkować konie swojej woli, nie zaś ten, który daje się koniom porwać tam, gdzie one prowadzą.
Paradoksem wolności chrześcijańskiej jest to, że teoretycznie działanie idealnie wolne redukuje nas zawsze do postępowania w jeden, określony sposób. To jednak tylko pozorna sprzeczność. Ten sposób jest bowiem tym sposobem postępowania, który najmniej ogranicza nasze dalsze wybory. Pod tym względem jest właśnie "najbardziej wolny" - człowiek, który nie jest przyzwyczajony do luksusów, tanich przyjemności i realizowania własnych zachcianek może zacząć zarówno prowadzić życie mnicha, jak i życie rozpustnika, natomiast ów rozpustnik jest tak mocno uwiązany swoim sposobem postępowania, że życia mnicha raczej prowadzić nie zacznie. Podsumować ów paradoks można następująco: jest wiele dróg realizowania naszej wolności, ale tylko jedna droga, która owej wolności, przy okazji jej realizacji, nie ogranicza. A raczej byłaby tylko jedna droga, gdybyśmy byli wszechwiedzący. W naszej ludzkiej sytuacji mamy wiele dróg czynienia dobra i trudno jest z góry uznać, która z nich jest tą właściwą. Nie ulega jednak wątpliwości, że każda droga prowadząca do grzechu, taka, w której poddajemy się naszym słabościom i bez namysłu ulegamy naturalnym bądź społecznie wymuszanym popędom, ogranicza naszą wolność.
Nie odrzucajmy więc z góry owego chrześcijańskiego rozumienia wolności - ma ono za sobą tradycję kilku tysięcy lat filozoficznego namysłu, a dodatkowo w sukurs przychodzi mu niejednokrotnie współczesna psychologia. Zanim zaczniemy mówić, że owo rozumienie wolności w rzeczywistości ogranicza naszą wolność, zastanówmy się nieco, czy konkurencyjne rozumienie wolności w istocie nie ogranicza go jeszcze bardziej, acz być może w bardziej niezauważalny sposób.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)