pwilkin pwilkin
175
BLOG

Dlaczego nie należy strzelać do lewaków

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 32

    Temat już się nieco ustabilizował, więc pora na dłuższe rozważania. Artur Nicpoń zamieścił jakiś czas temu na blogu (w odpowiedzi na krytykę formuły "prawicowej książeczki") posta, w którym tłumaczy swoją ostrą postawę wobec lewicowców. Jak już tu parokrotnie pisałem, ideologicznie mi raczej bliżej do prawicy niż lewicy, ale prawicowcem nie jestem, właśnie dlatego, że tego typu wizja wydaje mi się cokolwiek uproszczona. No więc do rzeczy - dlaczego to właściwie nie należy strzelać do lewaków?

    Na początek krótka wędrówka w przeszłość - warto sobie przypomnieć, skąd wziął się w ogóle szeroko pojęty ruch lewicowy. Jak pewnie wiadomo wszystkim, zaczęło się od związków zawodowych, które zaczęły protestować przeciwko nieludzkim warunkom zatrudnienia w wielkich, jak na owe czasy, koncernach przemysłowych. Do tego szybko doszła szeroka ideologia, doprowadzona do skrajności przez myśl marksistowską, dla której własność prywatna i koncepcja posiadania dóbr materialnych w ogóle stała się źródłem wszelkiego zła. Jeżeli jednak sięgnąć dalej w historię, można zauważyć, że takie poglądy pojawiały się już wcześniej - pierwotny komunizm można odnaleźć już w utopijnej wizji "Państwa" Platona.

    Myśl lewicowa nie jest więc ani oderwana od rzeczywistości, ani miałka intelektualnie. Mówię tutaj oczywiście o myśli lewicowej w ogólności, nie zaś o jej indywidualnych przedstawicielach. Nie oznacza to oczywiście, że problem opisany przez Nicponia nie istnieje. Ze szlachetnych idei humanizmu, które miały każdemu człowiekowi dawać godne życie zrobiono nędzną karykaturę, w której niejednokrotnie sprytniejsze nieroby kradły i kradną pieniądze mniej sprytnym, acz uczciwie pracującym ludziom. Jak to w "Balladzie o istotkach" Kaczmarskiego:

Świat się zmienił od tego czasu:
Schudł grubas, tyrają bimbasy,
A proletariat utył
W polityce obkuty!

     W swoim fundamencie jednak myśl lewicowa jest oparta na pewnej bardzo istotnej idei, którą ciężko zlekceważyć, bo obecna jest ona chociażby w nauczaniu Kościoła Katolickiego, które jest, czy to komuś się podoba, czy nie, również mocno lewicowe. Idea ta brzmi następująco: życie i godność człowieka ma pierwszeństwo nad jakimikolwiek dobrami materialnymi. W konflikcie między czyimś luksusem a czyimś życiem powinno zawsze wygrać ludzkie życie.

    I znów - idea piękna, chociaż wielokrotnie nadużywana. Bo, jak pokazuje praktyka, dobra otrzymywane "za nic" szybko się dewaluują. Najpierw chce się chleba na życie, potem jeszcze własnego mieszkania, potem pieniędzy na rozrywki - a wszystko to ma się należeć, bo przecież jestem człowiekiem, więc zasługuję na godne życie. Problem niestety w tym, że owo "zasługiwanie" jest czyimś kosztem - kosztem człowieka, który na to wszystko zapracował, a teraz mu się to odbiera. I tego kogoś to wkurza. Tak jak Nicponia. I - nie da się ukryć - słusznie.

    Żadna skrajność nie jest jednak dobra. Mi jest bliżej do tej prawicowej, bo uważam jednak, że każda osoba pracująca i zarabiająca na siebie powinna żyć lepiej niż osoba, która żyje z cudzej pracy, niezależnie od okoliczności. Ale nie mogę się zgodzić na prymat własności prywatnej nad życie ludzkie. Praktyka wieku XIX pokazuje, że bardzo łatwo można stworzyć warunki, w których nie łamiąc żadnego prawa i wykorzystując wyłącznie mechanizmy ekonomiczne, można wyzyskiwać ludzi w nieludzki sposób i to tak, żeby autentycznie nie mieli żadnego wyboru. No bo co ma zrobić człowiek mieszkający w małej miejscowości, który może dostać wyłącznie pracę za głodową stawkę 5zł/godz., a wyjechać nie ma dokąd? Po to się wymyśla takie "lewackie" koncepcje, jak płaca minimalna, jak kodeks pracy etc. Bo wbrew temu, co czasem powtarzają skrajni gospodarczy liberałowie, umowa pracy nie jest umową między równorzędnymi stronami. Pracodawca z reguły jest silniejszy. Jeżeli się o tym zapomni, to może nam grozić powrót niepokojów społecznych z końca XIX wieku i komunizm w nowym wydaniu.

    Pozostaje jeszcze jedna opcja do rozważenia - praktyczna. Że owo "strzelanie do lewaków" jest po to, żeby zaznaczyć wyrazistość poglądów. Bo poglądy umiarkowane, koncyliacyjne, bywają zakrzyczane w dyskusji. Jest to oczywiście jakiś argument, ale moim zdaniem argument słaby. Z wojny skrajności nigdy nic dobrego nie wynika, poza polaryzacją obu stron, zejściem na pozycje ekstremalne i w konsekwencji, późniejszą katastrofą. Demokracja jest systemem bazującym na powolnej ewolucji - dzięki temu nikt nie jest do końca szczęśliwy, zmiany idą wolno, ale ciężko też wkopać się w jakieś naprawdę katastrofalne rozwiązania, które następnie trzeba długo odkręcać. Takie uskrajnienie ma też inną wadę - odbiera zdolność postrzegania problemów, które stoją za ideologią przeciwnika. A przecież, jak już we "wstępie historycznym" wspomniałem, myśl lewicowa z sufitu się nie wzięła, ona powstała jako odezwa na bardzo konkretne problemy. Strzelając do lewaków tych problemów nie rozwiążemy. Krytykując jednostkowe absurdalne pomysły, nieadekwatne rozwiązania i nielogiczne wnioski - zdecydowanie bardziej. A najlepiej jest przedstawić własną konstruktywną alternatywę i pokazać, dlaczego lepiej rozwiązuje ona owe problemy, niż rozwiązanie konkurencji. I tego potrzeba właśnie naszej "nowej polskiej prawicy".

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka