pwilkin pwilkin
37
BLOG

Spojrzenie z Włoch

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 11

Siedzę sobie wesoło na konferencji we Włoszech i patrzę z oddali, co w naszym kraju się dzieje. I muszę przyznać, że Włosi chyba pozazdrościli by nam tym razem temperatury politycznych sporów.

Z tej odległości bawi mnie jednak coś innego - ilość postów w Salonie24, mających wykazać czytelnikom, że tak naprawdę nic się nie dzieje, tylko media urządzają nagonkę na biedny PiS. Dochodzi już do wypowiedzi kuriozalnych, jak choćby gremialnego zaklinania, że Marcinkiewicz nic nie powiedział o żadnych podsłuchach i całość to manipulacja złośliwych mediów. Nic nie pomoże, że jako nielojalność odebrał wypowiedz byłego premiera nawet sam Kaczyński.

Z drugiej strony bawią mnie porównania do Orwella, krzyczenie o Watergate etc., widać, że kampania wyborcza w toku i obie strony nie przebierają w srodkach. W tym całym zgiełku chciałbym zwrócić uwagę na pragmatyczny aspekt całej sprawy, czyli taki, który umyka zarówno jednej, jak i drugiej stronie sporu. Jak mianowicie logicznie "zsumować" zeznania Kaczmarka i Ziobry oraz towarzyszące im, wypływające gdzieniegdzie fakty?

Otóz bez sensu jest według mnie patrzenie na naszą scenę polityczną jak na świat rodem z Władcy Pierścieni, gdzie albo są dobre ludy Śródziemia i zły Sauron i jego sługusy, albo na odwrót (kto nie wie, o co chodzi z "na odwrót", ten niech znajdzie gdzieś w bibliotece książeczkę o wdzięcznym tytule "Ostatni Władca Pierścienia"). Cała ta układanka zaczyna mieć dużo większy sens, gdy się na nią spojrzy z punktu widzenia czysto ludzkich motywacji.

Nie ulega wątpliwości, że Kaczyński i Ziobro działają w podobny sposób. Obu do władzy wyniosła frustracja zastanym patologicznym układem i przekonanie, że wiedzą, co z tym zrobić. Obaj są niezmiernie aroganccy i niezmiernie uparci w dążeniu do celu, do tego przekonani, że za przeciwników mają wszystkich dookoła, czyli szeroko pojęty "układ".

W takiej sytuacji nie powinno dziwić ewentualne szukanie haków na przeciwników politycznych czy też nawet ich podsłuchiwanie lub inwigilowanie. Zresztą większość zastanych na Salonie24 zwolenników PiSu prezentuje w tej sprawie zabawne dośc dwójmyślenie - z jednej strony media prowadzą nagonkę na PiS i zarzuty są falszywe, z drugiej strony otacza nas przecież układ, do którego należy cała opozycja i część byłej koalicji, a z układem trzeba przecież walczyć metodami policyjnymi, czyli m.in. prowokacjami i podsłuchem. Myślenie robi się więc nieco spartańskie - niech podsłuchują i szukają haków tak długo, jak nikt im niczego nie udowodni i będzie można się wszystkiego wyprzeć w mediach.

Za absurd uważam porównywanie Kaczyńskiego czy Ziobry do bolszewików, sytuacji Kaczmarka do Berii etc. Kaczyńskiemu czy Ziobrze trudno zarzucić łamamie prawa - to jest raczej to, co za prezydentury Wałęsy, za sprawą śp. prof. Falandysza, nazywało się "falandyzacją prawa". Jeżeli obciąć medialne oburzenie, to tak naprawdę okaże się, że większość zarzutów dotyczy łamania żelaznych co prawda, ale jednak niepisanych obyczajów państwa demokratycznego, a nie łamania prawa. Bo sytuacja, w której prokurator generalny pyta podległych mu prokuratorów, czy mają coś ciekawego na posłów opozycji tudzież sugeruje delikatnie, że warto im się przyjrzeć, sama w sobie karalna nie jest, choć dla mnie osobiście jest wysoce nieetyczna. Podejrzewam jednak, że dla większości obecnych tutaj zwolenników PiSu wpisuje się bardzo dobrze w przyjęty przez tę partię schemat pt. "cel uświęca środki".

Wszystko tak naprawdę rozbija się tu o kwestię wiary. Jeżeli ktoś wierzy w to, że Kaczyński i Ziobro potrafią poradzić sobie z patologiami w naszym kraju, to wybaczy im to i jeszcze więcej. Jeżeli nie, to pewnie już dawno (jak ja) uznał, że miarka się przebrała. W tym miejscu przypomina mi się bardzo ładna analogia autorstwa św. Augustyna, który, mówiąc o drodze człowieka do Boga, na której potrzebna jest wiara, nadzieja i miłość, stwierdził, że przypomina ona wędrówkę człowieka do górskiego schroniska - wiara podobna jest do zauważenia, że schronisko tam jest, nadzieja - do znalezienia drogi, którą można tam dojść, zaś miłość - do energii, która jest potrzebna, aby podjąć wędrówkę. Przenosząc tę sytuację na polsą politykę, gdzie owo schronisko stanowi mityczną IV RP i patrząc na kierownictwo PiSu, nie mam wątpliwości, że widzą schronisko i że bardzo chcieliby do niego dojść - tak bardzo, że nawet jeśli idą w zupełnie niewłaściwym kierunku, to wszystkich, którzy chcieliby ich z tej drogi zawrócić traktują jak wrogów bądź sabotażystów. Jeżeli idą dobrą drogą, to chwała im za to. A jeżeli idą złą?

Symptomatyczne jest to, jak krytyka PiSu traktowana jest przez jej kierownictwo i zwolenników niejako z "automatu" jak ten zlośliwy przechodzień, który próbuje zawrócić nas z właściwej drogi. Problem w tym, że tak samo traktuje się zarówno tych faktycznie złośliwych, których jedynym interesem jest sprowadzenie nas na manowce, jak tych życzliwych, którzy po prostu nie chcą, abyśmy wpadli w przepaść. To też niejako wynika z wiary - jeżeli aksjomatycznie przyjmiemy, że nasza droga jest tą własciwą, to zawracający nas z drogi należą do jednej z dwóch kategorii - albo wrogów, albo "pożytecznych idiotów". Stąd też biorą się porównania Kaczyńskich do komunistów - nie na poziomie ideologii, czego wielu ludzi nie rozumie, tylko podejścia. Komuniści też diagnozowali problem i też wierzyli, że znaleźli jego rozwiązanie. I też szli po trupach (w tamtym przypadku - nawet dosłownie), nie zważając na objawy. Możemy oczywiście zakładać, że Jarosław Kaczyński tak nie skończy, bo on naprawdę wie lepiej - ale to już jest ślepa wiara w zdolności jednego przywódcy, a to się z reguły źle kończy.

Oczywiście ta wiara nie bierze się znikąd, bierze się stąd, skąd zwykle w historii brała się wiara społeczeństwa w przywódców - z nagromadzonej frustracji, tak wielkiej, że ludzie gotowi są położyć wszystko na jedną kartę, żeby tylko rozwiązać problem. Taką sytuację wykorzystują ludzie tacy jak Kaczyński, zdeterminowani i gotowi iść do końca bez względu na wszystko. Jedni i drudzy zapominają z reguły, że rozwiązania trudnych problemów rzadko bywają proste i bezbolesne. Tutaj potrzebna jest długa, mozolna praca, ale z konkretnymi rozwiązaniami. A nie szybkie zrywy z brakiem konkretów. Oczywiście, to boli i wiele osób zwyczajnie nie chce w coś takiego wierzyć. Tym osobom dedykuję cytat ze "Shreka", który także jeśli chodzi o oczekiwania wobec polityków jest bardzo aktualny:

"Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w wieży siedzi uwięziona królewna. Siedzi i czeka na księcia z bajki, który przybędzie na białym koniu i wybawi ją z opresji.

...

No to sobie jeszcze poczeka."

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka