To nie będzie ustrukturyzowany post, tylko taka sobie luźna notka zawierająca moje ogólne refleksje o najistotniejszych elementach naszej wyborczej układanki. Refleksje, dodam, całkowicie subiektywne, na obiektywność silić się nie zamierzam, wszak mamy kampanię wyborczą.
Zaczynamy od rządzących, czyli PiSu. PiS postawił sobie za cel jedno - rządzić samodzielnie przy wsparciu swoich żelaznych wyborców plus grupki "spadkowiczów" po LPR i Samoobronie, co razem może dać upragnione 40% poparcia i samodzielną większość. Kampanię, trzeba przyznać, zaczął dużo lepiej od Platformy, co zresztą dla obserwatorów naszej sceny politycznej nie jest chyba nowością. Dużym problemem PiSu jest to, że nazbierał sobie też naprawdę liczną grupę ludzi, która na niego głosować nie będzie (tak na oko, patrząc na wyniki różnych sondaży nt. nieufności społecznej etc., jakieś 60% społeczeństwa). Strategia polaryzacyjna jest jednak niezła, ale ma jedną istotną wadę - jakiekolwiek większe sukcesy (U|L)?PRu i w mniejszym stopniu pewnie PSL oraz niedobitej do końca SO mogą znacząco uszczuplić poparcie partii Jarosława Kaczyńskiego. PiS ma bowiem zarówno twardy elektorat, jak i twardy antyelektorat, który w ostateczności (czyli skompromitowaniu jakimiś informacjami w kampanii wyborczej swojej ulubionej partii) do wyborów nie pójdzie, ale na PiS nie zagłosuje w żadnym wypadku. 40% jest jednak w zasięgu ręki, zakładając oczywiście bezbłędną i genialnie poprowadzoną kampanię, w której PiS zmiażdży zarówno byłe przystawki, jak i PO.
No i przechodzimy do "głównej siły opozycyjnej", czyli Platformy właśnie. Platforma jest jak ta lokomotywa z wiersza Tuwima: "Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyła maszyna po szynach ospale (...)". Nie wierzę, że Platforma nie wyciągnęła kompletnie żadnych wniosków z porażki 2 lata temu, możliwości są zatem dwie - albo wyciągnęła wnioski niewystarczające bądź błędne, albo trzyma wszystko wzorem PiSu w poprzedniej kampanii na sam koniec na mocne uderzenie. Za pierwszą ewentualnością przemawiać może zupełnie nieporadna kampania negatywna (zamiast wziąć przykład z PiSu, którego kampania negatywna nigdy nie była dosłowna, zawsze operowała aluzjami i sugestiami, z których odbiorca sam odczytywał odpowiednią treść, stosuje nachalną kampanię propagandową, z której na dodatek mogą wyniknąć problemy natury prawnej). Za drugą ewentualnością - świetne propagandowo zagranie Tuska dzisiaj. Nieważne, czy haki są, nieważne, czy ktoś faktycznie przejdzie do PO - grunt, że zostało zasiane ziarno niepewności, że teraz wszyscy mówią o PO a nie o PiSie i że pewnie w samym PiSie panuje teraz nieco nerwowa atmosfera, która pewnie utrzyma się do soboty.
Dalej mamy LiD. Przedziwny sojusz postkomunistów i "lewej nogi" Solidarnościowego okrągłego stołu. "Koalicja z rozsądku", która najwyraźniej nie jest w stanie odnaleźć własnej tożsamości, co zresztą nie powinno dziwić. LiD jest mocny głównie ilością znanych osób w swoich szeregach oraz okolicach, programu nie ma żadnego, pomysłu na kampanię chyba też nie i jest mocny chyba tylko antyelektoratem PiSu. Jego aktualny poziom poparcia jest wygodny głównie dla PO, która w ostateczności będzie miała (niewygodnego, ale zawsze jednak jakiegoś) potencjalnego partnera koalicyjnego, co pozwoli jej zajmować w ewentualnych rozmowach koalicyjnych pozycję, którą poprzednio uzurpował sobie PiS. LiDu znacząco nie jest w stanie wzmocnić ani osłabić jednak nic - jeżeli kogoś nie zniechęciły skompromitowane twarze z czasów rządów SLD i wywiad Kwaśniewskiego dla "Vanity Fair", to już raczej niewiele go zniechęcić będzie w stanie, zaś trudno też oczekiwać, żeby społeczeństwo doznało zbiorowej amnezji i zapomniało, komu odebrało władzę 2 lata temu.
Dalej mamy partię/niepartię, którą najlepiej chyba opisuje wyrażenie regularne:
(U|L)?PR. Kuriozalna koalicja trzech partii "prawicowych", z których każda walczy o przetrwanie. Paradoksalnie jednak owo zjednoczenie może im dodać skrzydeł - wyborcy owego politycznego planktonu, którzy dotąd głosowali na te partie, są na tyle wiernymi zwolennikami, że raczej nie skrzywią się na nawet najbardziej kuriozalny sojusz, a może to zachęcić do głosowania tych "pragmatyków" - sympatyków jednej z trzech partii składowych, którzy dotąd uważali, że ich partia nie ma szans na przekroczenie progu. Zagrożenie to głównie dla PiSu, bo to jego zasililiby prawdopodobnie owi "pragmatycy" - i to zagrożenie pewnie większe, niż przewidywalna Platforma, bo od teoretycznie poskromionej "prawej strony". Nie zdziwię się zatem, jeżeli PiS skieruje ostrze kampanii choć na chwilę przeciw owej trójgłowej hydrze, zwłaszcza, że hydra to mało żywotna - wystarczy odciąć jedną z głów, a szanse na przeżycie całości gwałtownie maleją.
Jeszcze dalej mamy "tych, którzy jeszcze nie rządzili", czyli Samoobronę. Wygląda na to, że Samoobrona jednak już się wypaliła. W bajki Maksymiuka, że oni tak naprawdę wcale nie rządzil, uwierzą już chyba tylko najbardziej twardogłowi wyborcy Samoobrony, zaś Lepper po wieczorze u duetu S&M utracił chyba swój największy atut: medialność. Media zresztą nie interesują się ostatnio Lepperem, swoją uwagę skupiając na wojnie dwóch największych graczy.
Last, but not least, mamy na scenie PSL. Zostawiłem go sobie na koniec, bo to jeden z najciekawszych kawałków naszej wyborczej układanki. Pawlak, korzystając z tego, że wszyscy są zajęci walką ze sobą i postępując w myśl znanego powiedzenia o tym trzecim, co korzysta, robi rewolucję w swojej partii. W miastach załatwia sobie po cichu poparcie naprawdę znanych postaci, wystarczy wspomnieć plotki o możliwości startowania w barwach PSLu Radka Sikorskiego czy Nelly Rokity. Na wsi, gdzie sondaże są tradycyjnie pokryte białymi plamami z napisem "nie wiem", to właśnie PSL, a nie PiS, może przechwycić wyborców wiejskich, np. tych z Samoobrony, którzy uznają, że jednak awanturników mają dość i jednego krzykacza na drugiego krzykacza zamieniać nie zamierzają. Partia Pawlaka z partii typowo wiejskiej powoli przechodzi "witosowską" transformację i przeistacza nam się w autentyczną partię centrum, z w miarę racjonalnym programem i odnowionymi kadrami. PSL jest partią o tyle specyficzną, że odebrać wyborców może praktycznie każdemu z pozostałych ugrupowań. Potencjał odnowionego PSLu zdaje się zauważać Tusk, który już przed wyborami samorządowymi zawarł strategiczny sojusz z ludowcami. Ignorować go zdaje się Jarosław Kaczyński, co może być poważnym błędem tego wytrawnego politycznego gracza.
Tak więc wygląda nasza polityczna szachownica? A przebieg partii? No cóż, pozostaje nam obserwować. Jednego można być pewnym - nudna na pewno ona nie będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)