Szkoda mi straszliwie Władysława Bartoszewskiego. Konkretnie w kontekście tej wypowiedzi. Bartoszewski jest człowiekiem, którego darzę niebywałym szacunkiem, który jest jednym z ostatnich żyjących prawdziwych bohaterów walki o wolną Polskę, który całym swoim życiem dawał przykład patriotycznej postawy i inteligenckiego etosu - tego prawdziwego, tego przedwojennego, tego charakterystycznego dla "pokolenia Kolumbów", z którego się wywodzi.
Z tym większą przykrością odnotowałem jego wypowiedź na ostatniej konwencji PO. Przykrością, a nie irytacją czy potępieniem, bo doskonale Profesora rozumiem. Rozumiem emocje, które nim targają, rozumiem, jak musi się czuć, kiedy ktoś przekreśla jego pracę dla wolnej Polski, kiedy mali ludzie, którzy swoją działalnością nie sięgają mu do pięt pozwalają sobie wobec niego na niewybredne traktowanie. Ale moment i miejsce na skanalizowanie tych emocji wybrał najgorsze z możliwych. Mógł napisać na ten temat książkę, felieton - cokolwiek, gdzie bardziej byłby w stanie zapanować nad rzucanymi w świat słowami. Zamiast tego wykrzyczał swój nagromadzony protest na konwencji wyborczej głównej partii opozycyjnej.
Chcąc nie chcąc, postawił się jednoznacznie po pewnej stronie barykady. Tylko że tym razem, w przeciwieństwie do Powstania Warszawskiego, nie jest to, jak chcieliby nam niektórzy wmówić, barykada walki o wolną Polskę. Jest to barykada brudnej walki dwóch sił politycznych, w której bardziej niż dobro Polski liczą się ambicje politycznych liderów. Profesor decydując się na takie wystąpienie postawił się w roli politycznego pomagiera.
Dla mnie nie zmieni to w niczym oceny Władysława Bartoszewskiego. Jak już napisałem wyżej - rozumiem go. Obawiam się za to, że inni mogą nie zrozumieć. Że dla nich ów akt będzie aktem upadku, dowodem na to, że wielki autorytet ostatecznie upadł. I z tego powodu właśnie jest mi najbardziej przykro. Przykro mi jest, że atmosfera obecnych politycznych sporów powoduje, że wypalają nam się ostatnie wielkie autorytety. Bartoszewski, który naprawdę mógł być żyjącym pomnikiem, zostanie po tym wystąpieniu zdegradowany do roli pionka na politycznej szachownicy. Pionka wyjątkowo dystyngowanego, eleganckiego, ale jednak o określonej barwie i stojącego w określonym miejscu tej szachownicy. I nawet nie chce mi się bawić w dokładną analizę, kto za taki stan rzeczy odpowiada. Jest mi zwyczajnie po ludzku przykro.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)