Jako, że nowy sondaż Rzeczypospolitej nt. pijaństwa Kwaśniewskiego wpisuje się w pewien obecny już od dawna w polskiej publicystyce trend, a ja już mam owego trendu serdecznie dość, to chciałem zwrócić uwagę na pewną kompletnie absurdalną kategorię sondaży, mianowicie sondaże "czy uwazasz, że".
Proponuję zrobić sobie mały eksperyment, np. zastanowić się, czy jest sens pytać na przykład:
- osoby nieposiadające zwierząt domowych o to, czy ich zdaniem zamiana zwierzęcia domowego z kota na kanarka zwiększa ogólny poziom zadowolenia w życiu
- osoby niestudiujące o to, czy uważają, że wprowadzenie internetowego systemu obsługi studiów ułatwia załatwianie formalności na uczelni
- osoby niegrające na gitarze o to, czy uważają, że dany utwór gra się łatwiej w jednej tonacji niż w innej
Przykłady są oczywiście dobrane całkowicie losowo, podobnych każdy może pewnie wymyślić po kilka. Odpowiedź na te pytania również wydaje się jasna: no oczywiście, że nie ma sensu. Przecież co może powiedzieć osoba, która nigdy nie miała zwierzęcia domowego, o tym, co daje posiadanie takiego zwierzęcia, tudzież osoba niegrająca na gitarze o tym, w jakiej tonacji dany utwór zagrać jest łatwiej, skoro nie wie nawet, jak wyglądają poszczególne akordy? Tymczasem na podobnej zasadzie robione są liczne sondaże i jakoś mało kto przeciwko temu protestuje.
Problem z owymi sondażami, powodującymi, że nie widzimy od razu ich absurdalności, jest taki, ze nie pyta się teoretycznie osób niezaangażowanych w dany temat. tylko pyta się wszystkich. Łatwo jednak zauważyć, że grupa osób, których problem dotyczy stanowi często jedynie niewielki procent całej grupy badanej, co w istotny sposób wypacza wyniki. I tak na przykład ów sondaż Rzeczypospolitej ma sens wyłącznie w wypadku wyborców LiDu, których (wedle sondaży przedwyborczych) jest w statystycznej grupie około 15%. Cała reszta na rzeczone pytanie może całkowicie dowolnie odpowiedzieć sobie "tak", "nie" albo "pomidor", bo ich problem zwyczajnie nie dotyczy - nie głosują na LiD, więc nie muszą w ogóle rozpatrywać tej kwestii. Od biedy tego typu sondaże mają jeszcze sens w przypadkach "migracyjnych", czyli takich, w których dane zdarzenie może przysporzyć głosów pewnej partii (ale i tak wtedy pytanie powinno się formułować inaczej i na innej próbce: np. wśród osób nie głosujących dotychczas na daną partię powinno być zadane pytanie - czy takie a takie zdarzenie może cię skłonić do zagłosowania na tę partię). W przypadkach "emigracyjnych", czyli takich, w których jakieś zdarzenie może wyłącznie odstraszać ludzi od danej partii, robienie tego typu sondaży jest absolutnie bez sensu.
Najgorsze jest jednak to, że tego typu sondaże traktuje się poważnie, robi się z nich jakiś istotny argument, sugeruje się, że mogą faktycznie zwiastować odpływ elektoratu LiD. Tymczasem odpływ elektoratu LiD mógłby zasugerować tylko taki sam sondaż zrobiony... pośród zwolenników LiDu. Gdyby w tamtej grupie procent osób, które rozważa zrezygnowanie z głosowania na LiD w związku z tym incydentem przekroczył np. 30%, wówczas można by było mówić o poważnych konsekwencjach. W obecnej sytuacji ten sondaż jest kompletnie bezwartościowy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)