Na wstępie - uwaga oczywista. TVP zachowała się karygodnie. Wystąpienie Kaczyńskiego nadała tuż po prognozie pogody, a jeszcze wcześniej prezenterka TVP powiedziała, że zaraz będzie orędzie i żeby na nie zaczekać. Orędzie Borusewicza nadano po chyba trzech blokach reklamowych i bloku zapowiedzi programowych TVP, czyli na szarym końcu.
Dla mnie ta konfrontacja pokazała jedno. Pokazała, jak wygląda twarz władzy w przypadku PiS i w przypadku PO. Premier, który nie mógł się powstrzymać przed tym, żeby zrobić ze swojego orędzia tanią wyborczą agitkę. I Borusewicz, który, mimo że ewidentnie był wzburzony i przemawiał na żywo, nie z nagrania - zaprezentował orędzie, które powinno było paść udziałem premiera. Nie zniżył się do agitowania za Platformą, nie zasugerował niedwuznacznie, na kogo powinniśmy głosować. Zbeształ tylko Kaczyńskiego za jego przedwyborczą agitkę. I słusznie. Pokazał się jako prawdziwy mąż stanu, a nie ogarnięty manią władzy furiat.
Zbliża się cisza wyborcza. Za 3 godziny już wszystko będzie zamknięte i będziemy czekać do niedzieli rano. Poczekamy, zobaczymy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)