Swojego czasu dużo czasu spędziłem, żeby wyperswadować co po niektórym, że PO wcale nie chce rządzić z LiDem, a Tusk idzie po samodzielne zwycięstwo. Wyśmiano mnie wówczas, argumentując, że po pierwsze, samodzielne zwycięstwo PO jest niemożliwe, a po drugie, przecież to "widać", że Tusk chce rządzić z LiD, ba! nawet zawiązali już wstępną koalicję?
No i co się okazuje po wyborach? Nie będzie żadnego PO-LiD. Olejniczak zdecydowanie to wyklucza, sytuując się twardo w roli lewicowej opozycji wobec PO, chcącej bombardować wszelkie rozwiązania lustracyjno/dekomunizacyjne (ciekawe, czy PiS za takimi rozwiązaniami zagłosuje, czy będzie przeciw w imię starej zasady "na złość mamie odmrożę sobie uszy"). Tusk również najwyraźniej nie planuje włączać do rozmów koalicyjnych LiDu, a nawet Pawlak wyczuł antykomunistyczną koniunkturę i dziś mówił o ewentualnym rozszerzeniu rozmów koalicyjnych o... PiS. O LiDzie ani się zająknął.
Teraz mam tylko pytanie do tych wszystkich propagandzistów PiSu, którzy tutaj na Salonie jak jeden mąż powtarzali (za Kaczyńskim zresztą) - zwycięstwo PO to zwycięstwo LiDu, powrót postkomunistów do władzy, Tusk już zawarł porozumienie z Kwaśniewskim - nie wstyd wam? Jak się czujecie ze świadomością, że przez tyle czasu wciskaliście ludziom bezczelnie kit, który do tego był dla was "oczywistą oczywistością"? Pewnie dobrze, bo mało który przeciwnik PO przyznał po wyborach, że jednak się pomylił i powrotu komuny nie będzie. Wyrazy szacunku dla tych wszystkich, którzy potrafili wznieść się ponad swoje polityczne sympatie i antypatie i zauważyć, że "komuno wróć" nie będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)