Będzie trzy w jednym. O profilu socjologicznym wyborców PiSu, przegranej tej partii w związku z mobilizacją młodego i wykształconego elektoratu oraz walce o media. Zapyta ktoś pewnie, co ma piernik do wiatraka? Otóż powszechnie wiadomo, że w wiatraku się miele mąkę, z której robi się potem pierniki. Nie inaczej jest w tym przypadku.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Platformę popiera głównie wyborca raczej młody, wykształcony i wielkomiejski. PiS - na odwrót - w większości popierają wyborcy starsi, z małych miast i wsi, niewykształceni. To są zwyczajnie fakty, nie ma co tutaj kręcić nosem, bo to nie ma żadnego przełożenia na jednostkowe przypadki - ot, statystyka. Ale ta statystyka ma istotne znaczenie dla analizy roli rynku medialnego podczas tych wyborów.
Przede wszystkim sprawa mobilizacji elektoratu. Wiele osób wspomniało tutaj kontrowersyjne teksty w sobotniej "Gazecie Wyborczej", które stanowiły pewnego rodzaju zakamuflowaną agitację wyborczą. "Gazecie" i części zbliżonych do niej profilem mediów udało się wytworzyć swoisty kod - hasło "idź głosować" czy "idź wziąć los kraju w swoje ręce" było jednoznacznie kojarzone z namową do głosowania na Platformę. Co do tego większość nie miała wątpliwości, podobnie, jak w przypadku reklamy "łódki Bols" mało kto uwierzył, że faktycznie chodzi o reklamę transatlantyckiego rejsu.
Nie da się ukryć, że dużo wyraźniejszą propagandę da się uprawiać w gazetach. Tam można dowolnie sterować wymową informacji, nagłówkami, a nawet ich usytuowaniem (wszyscy pewnie pamiętają ową sławetną "8 stronę" z GW). Telewizyjna propaganda, co pokazał przypadek PiSu dominującego niepodzielnie nad TVP (która to telewizja ma dużo większy zasięg niż jakiekolwiek telewizje prywatne, więc akurat w tej kwestii mówienie o medialnej przewadze PO to zwykłe zaklinanie rzeczywistości) jest dużo mniej skuteczna - bo albo trudno ją uprawiać tak, aby kogoś przekonała, albo razi swoją nachalnością i ostentacyjnością.
No i teraz zasadnicze pytanie - kogo owa reklama mogła przyciągnąć? Odpowiedź wydaje się banalna - czytelników. No i tu wracamy do kwestii zasadniczej. Wbrew pozorom, czytanie gazet to nie jest u Polaków działalność powszechna. Największe gazety, czyli "Fakt" i "GW" mają raptem po 500 tys. nakładu. Warto też zastanowić się, kto właściwie czyta gazety? Odpowiedź jest jasna - raczej mieszkańcy miast i generalnie ludzie lepiej wykształceni. Coś Ci to przypomina, drogi czytelniku?
Kampania poparcia dla PO udała się głównie dlatego, że została wycelowana we właściwy "target". Taka sama kampania PiSu, mająca zmobilizować swój elektorat do pójścia na wybory, nie miała szans, bo wyborcy PiSu zwyczajnie w dużym stopniu gazet nie czytają. Dlatego jęczenie o dysproporcji medialnej w przypadku PiSu jest bezsensowne - podobne poparcie mediów PiSowi by niczego nie dało. Poza tym taki rozkład rynku medialnego jest nierealny.
Zaraz - oburzy się pewnie jeden z drugim - jak to nierealny? Czyżby autor chciał, żeby wróciły czasy monopolu medialnego Wyborczej? Skądże znowu. Ale mówiąc o monopolu GW, należy wspomnieć jedno - GW wygrała nie tylko dlatego, że zły Michnik sekował całą konkurencję. Wygrała, bo najlepiej trafiła w czytelniczy target. Smutna prawda dla naszej rodzimej prawicy jest taka, że zwolennicy "prawicy w wydaniu PiS" nie stanowią zbyt dużej grupy czytelniczej. Dlatego w takich krokach, jak zamiana redaktora naczelnego "Dziennika" na Lisa, nad czym tak lamentuje Jacek Łęski, nie ma żadnego "zamachu na pluralizm" - to po prostu najzwyczajniejsze w świecie kierowanie się prawem popytu i podaży. A ja chwilami mam wrażenie, że zwolennicy PiSu chcieliby rozwiązań rodem z komunizmu - żeby "pluralizm" mediów był zagwarantowany jakoś ustawowo, żeby przynajmniej polowa mediów prywatnych była "prawicowa".
Jeśli chcecie mieć pluralizm medialny, drodzy Państwo, to zaproponujcie polskiemu czytelnikowi jakąś ofertę. Coś takiego, czym było zaplecze intelektualne idei IV RP, które na pewien czas zapewniało "Dziennikowi" pozycję na rynku. Bo płomienne przemówienia Jarosława Kaczyńskiego to można publikować na stronie internetowej PiSu, ale czytelników to one nie przyciągną. A jeśli polska prawica (ta bardziej na prawo od Platformy, rzecz jasna) zaproponuje jakiś intelektualny program, to poparcie medialne samo się znajdzie. Tak, jak się znalazło w postaci "Dziennika" dla koncepcji IV RP. Proste.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)