S. kręcił się niespokojnie w swoim fotelu. Od pamiętnego 21 X dręczył go ciągły niepokój i obawa o swój los. Miało być tak wspaniale - Antek miał zostać nadal na stanowisku, przecieki miały iść nawet lepiej niż przed wyborami, a jego gazeta miała szansę wreszcie wyjść na prostą. Tymczasem wszystko wyglądało na to, że Antek odejdzie, skończy się napływ świeżych informacji, a do tego sprzedaż gazety ciągle spadała. Niedobrze...
"A może by zacząć pisać coś na swoich?" - przemknęło mu przez głowę. Kwity przecież miał. Niestety, wiedział, że to nierealne. Taka współpraca z politykami działała w obie strony. Ty miałeś kwity na nich, oni - na ciebie. Gdyby tylko spróbował ujawnić jakieś materiały na odchodzący rząd, natychmiast dobraliby mu się do skóry.
I nagle S. wpadł na iście szatański pomysł.
Chwycił za telefon, wybrał numer do Z.
- O co chodzi? - odezwał się głos z drugiej strony słuchawki. Z. był w kiepskiej formie - wszystko w jego resorcie waliło się i paliło, prokuratorzy ośmieleni zmianą władzy zaczynali już zbierać na niego haki - do tego stopnia, że S. usłyszał już dowcip, jakoby to pewna wiodąca gazeta organizowała akcję społeczną pt. "Twoje haki na Z.". No, ale ciągle jednak był ministrem i ciągle swoje mógł.
- Mam do ciebie prostą sprawę - rzucił S. - Pamiętasz może ten mój proces, co mi wytoczyli o zniesławienie?
- No tak, a co? Wiesz, że nic w tej sprawie nie mogę zrobić, nawet moje uwagi rzucane na korytarzu półgębkiem ktoś tam notuje w notesie.
- No kiedy to akurat nic podejrzanego, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Nie przyjdę na proces i chciałbym po prostu, żeby mnie aresztowali przed następną rozprawą - S. wyłuszczył swoją prośbę.
- Nie no, stary, nie ma mowy. Nie tym razem. Sam widzisz, w jakim jestem bagnie... - usiłował perorować Z. S. był jednak bezlitosny:
- To jeszcze nic, poczekaj, aż podrzucę komuś to, co na ciebie zebrał Antek. Wtedy dopiero będziesz miał bagno.
- Antek?! Na mnie?! - głos Z. był mieszanką oburzenia i bezsilnej frustracji.
- No pewnie. Znasz Antka, on nikomu nie ufa, więc zbiera materiały na wszystkich. Na swoich też.
S. nie wiedział, czy się przesłyszał, czy faktycznie z drugiej strony słuchawki doszły go jakieś stłumione przekleństwa na temat "cholernych psycholi". Puścił to mimo uszu. Antek był, jaki był, ważne, że użyteczny. Z drugiej strony słuchawki usłyszał krótkie westchnienie, po czym zrezygnowanym głosem Z. oznajmił:
- No dobra, zrobię to dla ciebie. Coś jeszcze?
- Tak - jakbyś mógł mi załatwić, żeby mnie aresztowali 13 grudnia, to będzie wiesz. Symbolicznie - uśmiechnął się pod nosem S. Sprawa zaczynała jakoś wyglądać.
- Dobra, odezwę się jeszcze, jak wszystko załatwię - rzucił Z. i rozłączył się pospiesznie.
...
Dwa tygodnie później zadowolony S. siedział przed komputerem, wpatrując się w SMS'a od Z. Widniało na nim tylko jedno słowo - "załatwione". Teraz pozostała ta łatwa część. Jakiż ten internet jest przydatny... trzeba teraz tylko siąść i napisać notkę...
Powyższe wydarzenia są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo osób i zdarzeń do rzeczywistości jest absolutnie przypadkowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)