pwilkin pwilkin
146
BLOG

Paliwoda i polityczna analiza osobowości

pwilkin pwilkin Polityka Obserwuj notkę 18

    Dzisiejsze faux pas, jakiego popełnił pan Paliwoda swoim wpisem o Galopującym Majorze, jest tylko symptomem pewnego szerszego zjawiska, które przybrało, zwłaszcza na Salonie (ale nie tylko, bo właściwie takie stanowisko zaczął w sposób radykalny promować Jarosław Kaczyński i szerzej PiS podczas swoich rządów) niebezpieczne rozmiary. Zjawiskiem tym jest przypisywanie takich, a nie innych cech moralnych bądź charakterologicznych osobom wyłącznie na podstawie deklarowanych przez nich poglądów.

    Tego typu zjawiska są niezwykle powszechne. Zaczynając od p. Paliwody i jego analizy osobowościowej Majora, przez Venissę, która potrafi wystawić psychologiczną laurkę dowolnemu prawicowcowi na Salonie i równie mocno wartościującą, tylko o przeciwnym biegunie diagnozę dla dowolnego lewicowca, nawet po Nicponia, dla którego każdy wyznający ideologię lewicową to mentalnie złodziej.

    Coś takiego miałoby oczywiście jakikolwiek sens, gdyby istniało jakiekolwiek przełożenie poglądów politycznych na prywatnie wyznawaną sferę wartości. Z reguły osoby dokonujące tego typu przejść opierają swoje entymematyczne wnioskowanie na dwóch ukrytych przesłankach: po pierwsze, że poglądy polityczne danej osoby wyznaczają w jakiś sposób jej ogólny światopogląd, po drugie, że ogólny światopogląd danej osoby ma przełożenie na jej cechy charakteru i sposób bycia. Niestety, z reguły jedna z tych przesłanek nie jest spełniona, a bardzo często nie są spełnione obie.

    Na początek kwestia przejścia od sfery polityki do sfery moralności. Przejście to jest o tyle wątpliwe, że polityka wyznacza pewien zbiór minimum zasad moralnych, do których przestrzegania zmusza obywateli. I od razu pojawiają się tu dwa problemy. Po pierwsze, określone rozwiązania mogą wywodzić się z często skrajnie różnych koncepcji światopoglądowych, ostrymi antyklerykałami (rozumianymi jako osoby sprzeciwiające się ingerencji Kościoła w działalność państwową) bywają zarówno radykalni ateiści, jak i osoby głęboko wierzące. Zwolennikiem lustracji może być zarówno osoba, dla której istotną wartością jest przejrzystość życia publicznego i sprawiedliwość dziejowa, jak i zawistny naukowiec, który chce dostać do ręki haki na kolegów z uczelni. Co więcej, dwie osoby o tym samym systemie wartości mogą wyprowadzać z tego skrajnie różne rozwiązania polityczne, czego najdobitniejszym przykładem jest podejście chrześcijan do kary śmierci. Dlatego też zarówno zakładanie, że osoby popierające podobne rozwiązania polityczne do naszych mają zbliżony do nas system wartości, jak i założenie, że osoby popierające rozwiązania przeciwne mają pogląd niekompatybilny, jest naiwne i powierzchowne. Po drugie, nawet osoby wywodzące podobne zasady polityczne z określonego systemu wartości mogą się istotnie różnić w zakresie owego wpływu, czego przykładem jest chociażby spór wśród chrześcijan o wymagane minimum, jeśli chodzi o kwestię regulacji prawnych dotyczących aborcji. Znów, z tego, że ktoś nie jest zwolennikiem karania za pewne przypadki aborcji nie można wnioskować tego, że sam by się w owych przypadkach aborcji dopuścił, podobnie jak nie można wnioskować, że osoba przeciwna karaniu za nieustępowanie starszym osobom miejsca w autobusach notorycznie wykazuje się takim brakiem kultury.

    Kolejną kwestią jest przejście od sfery deklarowanego światopoglądu do sposobu bycia danej osoby i jej cech charakteru. Gdyby ludzie faktycznie postępowali zawsze w pełni zgodnie z deklarowanymi poglądami, byłoby to przejście uprawnione. Niestety, skądinąd wiadomo, że z reguły od tego światopoglądu zdarzają się ustępstwa. Mają one dwa podłoża, które zresztą ze względu na mechanizm psychologiczny zwany racjonalizacją ciężko od siebie jednoznacznie oddzielić. Pierwszym z nich są zwyczajnie różnice interpretacyjne dotyczące danego stanowiska. Widać to dobrze na przykładzie słynnego nowotestamentowego przykładu o nadstawianiu drugiego policzka. Dla jednych jest to jednoznaczne potępienie jakiejkolwiek agresji, z kolei dla innych - wyklucza ono tylko reagowanie agresją na sytuację krzywdy własnej, nie rodzi jednak takich konsekwencji w przypadku krzywdy cudzej. Druga przyczyna jest nieco bardziej przyziemna - wynika ona po prostu z wewnętrznego konfliktu danej osoby, która często nie jest w stanie pewnych deklarowanych przez siebie norm (przyjmowanych z różnych powodów, np. ze względu na presję środowiskową, wychowanie albo nawet własne dążenia) wypełniać. Często wówczas pojawia się mechanizm racjonalizacji, czyli próby obrony własnego postępowania przez wtłoczenie go w ramy wyznawanego systemu poglądów.

    Wszystko to powoduje, że przejście od poglądów jakiejś osoby do jej cech charakteru jest w najlepszym razie poważnym nadużyciem metodologicznym. W najgorszym razie - po prostu narzędziem wojny ideologicznej, wyjątkowo perfidnym argumentem ad personam skrytym za zasłoną (pseudo)racjonalnej analizy. I stąd takie kwiatki, jak owa charakterystyka Majora autorstwa p. Paliwody czy też kuriozalne analizy osobowościowe Venissy.

    Jeżeli chcecie dyskutować, drodzy państwo, to walczcie z argumentami. Nie z ludźmi. 

pwilkin
O mnie pwilkin

W pewnym momencie człowiek już nie wytrzymuje i musi te parę słow napisać... Dlaczego nudny? Bo postaram się, aby nie było płomiennych mów, wielkich słów i rzucania gromami, tylko chłodne, rzeczowe analizy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka