Podobnie jak wielu użytkowników Salonu24 posługuję się nickiem. Jest to wygodne, bezpieczne, a poza tym sprawia mi frajdę i już. Gdybym podał swoje nazwisko, nie zmieniło by to nic. Jest zwykły NIP. Czytam prasę prawie każdego dnia. Od dłuższego już czasu czytając artykuły spotykam takie ot zwroty: „powiedziała nam osoba z kręgów zbliżonych do resortu skarbu”, „tłumaczy nam jeden z polityków PO”, „wyjaśnił urzędnik ministerstwa skarbu”, „powiedziała osoba z bliskiego otoczenia premiera”. W piątkowym Dzienniku, w dwóch wybranych na chybił trafił artykułach o polskiej polityce, znalazłem łącznie 8 (słownie osiem) takich wypowiedzi. Pamiętam jeszcze jakiś czas temu zawsze dodawano „zastrzegający sobie anonimowość”. Teraz zrezygnowano z tego dodatku. Widać był zupełnie zbędny.
Skoro w jednym artykule cztery razy dziennikarz powołuje się na wypowiedź anonimową, to jest to dość istotna kwestia, nieprawdaż? Można powiedzieć, że teza takiego tekstu jest oparta właśnie na wypowiedziach anonimowych. Dawno, dawno temu, między niejaką Kataryną a dziennikarską bracią powstał pewien spór, w którym to sporze anonimowość była dość istotna. Nie będę streszczał, wszyscy pewnie słyszeli.
Po mojemu to jest tak: dziennikarze, którzy zajmują się wybranym tematem, w kręgach poselskich, urzędniczych, czy jakich tam jeszcze bywają bardzo często. Nie sposób więc nie znać się na TY lub co najmniej bardzo dobrze. Ktoś coś komuś szepnie, coś podpowie, news jest, wystarczy tylko opisać. Osoba podpowiadająca, szepcząca coś dziennikarzowi zapewne nie życzy sobie ujawniania nazwiska bo przecież mogłoby to zaszkodzić w kręgach zawodowych. Wszyscy się zgodzą, prawda? Jest news, jest tekst, jest wierszówka. Fantastycznie. Jest tylko jedno ale. Otóż każde słowo powiedziane na ucho, a potem powtórzone przez tego co usłyszał, bez podania nazwiska i źródła nazywa się chyba plotką. Mogę się mylić bo to dość trudna terminologia. Ale taka plotka niekoniecznie musi się okazać prawdziwą.
Jeden z argumentów w wojnie blogerzy – dziennikarze był taki, że pod pseudonimem można napisać wszystko bez odpowiedzialności. Coś jakby sedno sprawy bo przecież skoro dziennikarz w jednym artykule powołuje się aż na cztery anonimowe wypowiedzi, to czytelnik musi naprawdę dziennikarzowi ufać żeby takiego newsa kupić. Ja rozumiem, że dziennikarz musi mieć anonimowe źródła, i że wszystkie informacje (podobno) sprawdza, ale sprawa sprowadzona jest do tego, że czytelnik ma po prostu w to wierzyć i już. Każdy może sobie napisać dowolną bzdurę opierając się na rzekomych wypowiedziach ważnych osobistości, oczywiście anonimowych i jeśli w tekście nie będzie pomówień, to właściwie kogo będzie obchodziło źródło informacji?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)