Radoslaw Purski Radoslaw Purski
182
BLOG

O subtelności spłuczki

Radoslaw Purski Radoslaw Purski Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Przeczytałem gdzieś kiedyś, że rodzaj ludzki dzieli się następująco: na orłów i na tak zwanych dziobaków. Pojęcie orła wydaje się być wystarczająco jasne – dziobak natomiast jest to taki drób, który dziobie sobie równo wszystko to co mu podsypie życie. Bez wyjątku i z pokorą. Średniak, czyli.

Jest trzecia w nocy a ja pomimo pory tkwię dzielnie w fotelu i oglądam program o nieruchomościach. O nieruchomościach dla orłów, rzecz jasna – bo kogóż rajcują gniazda dziobaków, he?

Chata, którą właśnie raczy się zajmować szykownie odziany i cudnie pachnący prezenter, ma kosmiczną cenę – ale okazuje się, że nadzienie chałupy uzasadnia nakład środków.

Oto kible na ten przykład. W domu dziobaka sracz to urządzenie proste a funkcjonalne a tu, proszę bardzo, to prawie fizyka kwantowa. Skomplikowany system przekładni, sprzęgieł i pokręteł pozwala zamienić zwykłą wannę w prysznic z biczami szkockimi lub nawet w odkurzacz z hydromasażem.

A oto kuchnia, proszę publiczności. By skompilować sobie posiłek, statystyczny dziobak potrzebuje noża, deski i ochłapu, który daje się pokroić. Cóż za nędza wymagań! Bo wiadomo przecież powszechnie: żeby żarcie prawidłowo wchodziło w przełyk, orzeł musi mieć, uwaga! „subtelną grę świateł ponad blatem kuchennym”.

Pokusiłem się o półśrodki i zafundowałem sobie zmysłową orgię stroboskopów. Lekka lipa, szczerze mówiąc – okazało się, że przy tego rodzaju oświetleniu jest mi dokładnie wszystko jedno czy kroję akurat kaszankę czy własne palce.

Ach! I słowo o kranach kuchennych. Bo w temacie kranów rasowy orzeł zostawia daleko w tyle przeciętnego dziobaka. Oprócz tradycyjnej, w każdym gospodarstwie, wody ciepłej i zimnej, król ptactwa potrzebuje bowiem też kranu z wodą oligoceńską.

Prosto ze złóż!

Siedzę i zastanawiam się – co to jest, do ciężkiej cholery, woda oligoceńska?!

I rozmyślam też nad sobą samym. Długo i forsownie. Jakiś dziwny jestem, jasny gwint! Bo zawsze wydawało mi się, że do pełni szczęścia potrzebni mi są tylko właściwi ludzie. Czyli tacy, w których towarzystwie czuję się kapitalnie a świetnie i którzy dają mi parę tudzież kopa, bym dalej dziobakował po swojemu i z dziką radością.

A tu okazuje się, że by być wystarczająco szczęśliwym, muszę mieć przede wszystkim kosztowne fetysze.

Nie nadążam. I nie dorastam do tego. Bo pomimo całej potęgi mebli kuchennych i subtelnej konstrukcji spłuczek w luksusowym sraczu ja cały czas, największe nadzieje pokładam w bliźnich. Ot, takie durne a nieżyciowe podejście do rzeczy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości