Właśnie wróciłem z klubu. Straszne rzeczy dzieją się w państwie polskim. Za sok przy barze płaciłem bankotami, półlitrowa szklanka soku tyle kosztuje. Tłok i ścisk jak w tramwaju w godzinach szczytu. Ludzie idąc przez klub non-stop się przeciskają. Bluzę adidasa oldskulową za jakieś 400-500 złotych ktoś mi zwędził z palarni dżointów gdzie za kilkadziesiąt złotych (tak! płaci sie nawet za rezerwację stolika czy salki!) mieliśmy własny kąt, na który zrobiliśmy zrzutę gdy przyszło płacić.
Występują jakieś chyba komercyjne densholowe wokalistki, śpiewajace o "ambasadzie Jamajki" która niby jest dziś tu w tym klubie. Płytkie to cholernie nie szedłbym gdyby znajomi nie szli. Ludzie tańczą na stołach, na podestach. Tłok, ścisk, bezustannie czyłem czyjeś łokcie w moim boku albo czyjąć nogę pod moim kolanem.
Najpierw przez dwie-trzy godziny rozmawialiśmy w palarnii. Kumpel który się wychował na holenderskiej proiwincji opowiadał mi jak tam się żyje, ile mają coffeshopów (5-10 na 40-tysięczne miasto), i co oni jako szczyle robili w wolnym czasie (grali na gitarach ojca kumpla który był starym rockersem i miał ich kilka). Rozmawiałem z innym kolesiem o sporcie, z jeszcze innym o tym że w Polsce nie ma demokracji i wolności słowa, z jakąś młodą laską o tym ze jest ona pełna uprzedzeń, z jakimą rugbistą o tym że ludzie w Polsce podzielili się na małe grupki i myślą że ta inna grupka to frajerzy etc. Jego lubią, bo do żadnej subkultury nie należy. I niestety było to po nim nieco poznać, bo zbyt głębokich filozoficznych przemyśleń to on nie miał. Radziłem mu coby się wreszcie jakąś ideologią zainteresował. Takie tam gadki.
Do palarnii zeszli się też ludzie nie-rasta. A teraz nie mam bluzy. I jestem oburzony co to za ludzie na imprezę rasta przychodzą, tacy co potrafią wziąć nieswoją rzecz. Jeden nastoletni rastamanek pytał się mnie jaki kamień szlachetny symbolizuje jego miesiąc urodzenia wg filozofii jakiegośtam odłamu rasta (zagiął mnie tym zupełnie, nie pamiętałem jaki kto z was potrafi wymienić z nazw 12 biblijnych plemion Izraela i przypisac im odpowiednie kamienie?) a inna młoda laska nie-rasta zdejmowała mi bez pytania czapkę z głowy i kładła ją sobie na kolanie rozmawiając ze mną.
Oj, źle się dzieje w państwie polskim. Nie jesteśmy krajem gdzie można zostawić komórki na stole w palarnii dżointów i pójść się bawić. Dziwiłem sie że laski brały ze stołu ze sobą komórki gdy szły na parkiet, a teraz już się nie dziwię. Impreza fajna, ale ludzie okazali się jakby mniej fajni.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)