Kiedyś za komuny było tu podobno pojedyncze krzesełko, i ludzie czekali godzinami by zjechać kilka razy w ciągu dnia. Dziś żadnych kolejek nie ma, ba, było pusto. Jeżdżą tu oprócz Polaków także Szwedzi, Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy. Poniżej, na Hali Goryczkowej bodajże, już wystają czarne płaty czubków roślinności spod śniegu. Im bliżej Kuźnic, tym mniej śniegu. Już przed samymi Kuźnicami ostał się jedynie w postaci śnieżno-lodowej brei na nartostradzie- nie ma go nawet w lesie. Porysował mi się od tej mazi ślizg na deku.
O tym, że wiosna w zasadzie już zapanowała w dole Zakopanego, przekonał mnie ptasi śpiew gdy wchodziłem do Kuźnic. Zakopane odwiedziłem mimochodem z okazji bytności w Krakowie, i możliwe że to był mój jedyny wypad na śnieg tej zimy, która jakoś nie chce mi się wierzyć że jeszcze wróci. Klimat, obawiam się, uległ dramatycznej zmianie. Ptaków trelających w połowie stycznia jak żyję jeszcze nie słyszałem, a już u podnóża Tatr to w ogóle.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)