(archiwum 20 listopada 2009)
Większość z nas zastanawia się, co zrobić, żeby było lepiej? W większości przypadków chodzi o to, żeby zarabiać więcej, awansować w strukturze firmy lub urzędu, zmienić pracę na lepszą, w ogóle mieć jakąkolwiek pracę, czy rozwijać własny biznes. Inne sprawy, jak wiara, ekologia, rozwój demokracji, wojna na Bliskim Wschodzie schodzą na plan dalszy (choć, dla części kielczan ta wspomniana ekologia jest właśnie tym, czym się zajmują; chodzi mi o wyodrębnienie tego co można nazwać "koszulą bliższą ciału").
Jak zrealizować te cele, czyli poprawić jakość życia i rozwijać się zawodowo? Na obecnym etapie, gdzie wiele decyzji podejmowanych jest nie w gabinetach prezesów firm, którzy inwestują pieniądze w jakieś rozwiązania - budowa nowego zakładu pracy, dróg dojazdowych, mediów, budowa sklepu, deweloperka, etc. - a w urzędach, nie można bezradnie walić głową w mur i czekać, aż pęknie. Bo nie pęknie.
Kielcom potrzeba - zamiast walki między urzędnikami, a przedsiębiorcami - porozumienia. Nie zmienimy tego, ani w jedną, ani w drugą stronę. Będą i urzędnicy z coraz większą władzą, bo mają coraz więcej uprawnień do wydawania decyzji administracyjnych i przedsiębiorcy, którzy mają (jednak!) coraz więcej pieniędzy, bo to szybszy rozwój PKB, bo to "unia", bo to nowe kontrakty (nie ma co porównywać obecnej sytuacji, do tej sprzed 10, czy 15 lat).
Dlaczego to porozumienia na linii urzednik-przedsiębiorca jest takie ważne? Otóż, obecna walka pierwszych z drugimi i drugich z pierwszymi nie przyniesie żadnych pożytecznych skutków. Przeciwnie - kielczanie tylko na tym stracą.
Parę przykładów. Brak zgody na budowę osiedla domów jednorodzinnych na Psich Górkach już spowodował, że inwestor nie zatrudni podwykonawców do realizacji, a tym samym już kielecki rynek pracy ponósł wymierne straty. Wyodrębnienie Miejskiego Urzędu Pracy spowodowało, że jedna z firm nie otrzymała dofinansowania etatów dla 4 osób (udowodnienie tej tezy jest o tyle proste, że Powiatowy Urząd Pracy ma jeszcze pieniądze na ten cel). Skutek - kolejna strata dla rynku pracy.
Wszyscy stracili - i mieszkańcy Psich Górek, bo będą wyprowadzać pieski na niezabezpieczony teren, i urzędnicy, bo nie mogą pochwalić się skutecznym działaniem i oczywiście przedsiębiorcy, którym podstawiono nogi. A przede wszystkim straciło miasto i jego mieszkańcy, bo wykonaliśmy wspaniały, od nikogo niewymagany, krok... w tył.
A gdyby tak przedsiębiorcy zorganizowali konferencję (nie prasową!), na której opowiedzieliby urzędnikom o tym, jakie są ich bolączki i oczekiwania, że to im się nie podoba, że tamto jest do poprawy, że wystarczy zrobić parę gestów, żeby było lepiej? Oczywiście wszystko na spokojnie, bez uprzedzeń, na luzie.
Okaże się, że urzędnicy nie wiedzieli, że coś (jakiś przepis, czy procedura) jest nie tak. Zakładam ich dobrą wolę. Może się przecież okazać, że bolączka skrywana przez przedsiębiorcę wynika tylko z nieporozumienia. I vice versa. Urzędnicy wyjaśnią, czego oczekują od przedsiębiorców. Przecież część kieleckich przedsiębiorców też może być niedoinformowana z czego wynikają kłopoty.
I tak, krok po kroku, można wyeliminować te kłody, które de facto nie istnieją, a rzucamy je sobie sami nie rozmawiając ze sobą.
Jak zrealizować te cele, czyli poprawić jakość życia i rozwijać się zawodowo? Na obecnym etapie, gdzie wiele decyzji podejmowanych jest nie w gabinetach prezesów firm, którzy inwestują pieniądze w jakieś rozwiązania - budowa nowego zakładu pracy, dróg dojazdowych, mediów, budowa sklepu, deweloperka, etc. - a w urzędach, nie można bezradnie walić głową w mur i czekać, aż pęknie. Bo nie pęknie.
Kielcom potrzeba - zamiast walki między urzędnikami, a przedsiębiorcami - porozumienia. Nie zmienimy tego, ani w jedną, ani w drugą stronę. Będą i urzędnicy z coraz większą władzą, bo mają coraz więcej uprawnień do wydawania decyzji administracyjnych i przedsiębiorcy, którzy mają (jednak!) coraz więcej pieniędzy, bo to szybszy rozwój PKB, bo to "unia", bo to nowe kontrakty (nie ma co porównywać obecnej sytuacji, do tej sprzed 10, czy 15 lat).
Dlaczego to porozumienia na linii urzednik-przedsiębiorca jest takie ważne? Otóż, obecna walka pierwszych z drugimi i drugich z pierwszymi nie przyniesie żadnych pożytecznych skutków. Przeciwnie - kielczanie tylko na tym stracą.
Parę przykładów. Brak zgody na budowę osiedla domów jednorodzinnych na Psich Górkach już spowodował, że inwestor nie zatrudni podwykonawców do realizacji, a tym samym już kielecki rynek pracy ponósł wymierne straty. Wyodrębnienie Miejskiego Urzędu Pracy spowodowało, że jedna z firm nie otrzymała dofinansowania etatów dla 4 osób (udowodnienie tej tezy jest o tyle proste, że Powiatowy Urząd Pracy ma jeszcze pieniądze na ten cel). Skutek - kolejna strata dla rynku pracy.
Wszyscy stracili - i mieszkańcy Psich Górek, bo będą wyprowadzać pieski na niezabezpieczony teren, i urzędnicy, bo nie mogą pochwalić się skutecznym działaniem i oczywiście przedsiębiorcy, którym podstawiono nogi. A przede wszystkim straciło miasto i jego mieszkańcy, bo wykonaliśmy wspaniały, od nikogo niewymagany, krok... w tył.
A gdyby tak przedsiębiorcy zorganizowali konferencję (nie prasową!), na której opowiedzieliby urzędnikom o tym, jakie są ich bolączki i oczekiwania, że to im się nie podoba, że tamto jest do poprawy, że wystarczy zrobić parę gestów, żeby było lepiej? Oczywiście wszystko na spokojnie, bez uprzedzeń, na luzie.
Okaże się, że urzędnicy nie wiedzieli, że coś (jakiś przepis, czy procedura) jest nie tak. Zakładam ich dobrą wolę. Może się przecież okazać, że bolączka skrywana przez przedsiębiorcę wynika tylko z nieporozumienia. I vice versa. Urzędnicy wyjaśnią, czego oczekują od przedsiębiorców. Przecież część kieleckich przedsiębiorców też może być niedoinformowana z czego wynikają kłopoty.
I tak, krok po kroku, można wyeliminować te kłody, które de facto nie istnieją, a rzucamy je sobie sami nie rozmawiając ze sobą.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)