Koniec posła Palikota jest niewątpliwie bliski. Ów koniec oznacza, że znów będzie sobą - nadzianym, oczytanym, ale diabelnie nudnym i nadętym facetem. Jego rola w serialu zakończyła się 10 kwietnia, zostały tylko na siłę wymyślane, drugoplanowe epizody. Nie jest potrzebny odkąd nie ma ś.p. Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego. Na koniec warto więc może przyjrzeć się ostatni raz tej wykreowanej, medialnej postaci. Może inaczej - warto porozmawiać o plagiacie. Nikt chyba, nawet nasze media, nie zajmowałby się dłużej niż dzień - dwa posłem który udaje Myszkę Miki, Spidermana, Indianę Jonesa, Supermena, Kaczora Donalda, Tolka Banana, Pipi Langstrum czy Koziołka Matołka. Ale była jedna postać literacka, na którą istniało w kraju społeczne zapotrzebowanie, tęsknota sięgajaca czasem powyżej 50% elektoratu. Zapotrzebowanie "młodych, wykształconych, z dużych miast", ale i staruszek i zasłużonych emerytów. Miętus. Poseł Janusz Palikot posunął się do plagiatu i został Miętusem z Ferdydurke Witolda Gombrowicza. Uznał, że z konserwatywnymi, katolickimi wartościami walczyć można tylko poprzez pokazywanie antywartości. Na palec uniesiony ku niebu odpowiedzią jest palec zanużony w spluwaczce i następnie oblizany, na hasło Honor i Ojczyzna, a zwłaszcza Bóg, Honor i Ojczyzna odpowiedzieć można tylko gwałtem (gwałt przez ucho - pomówienia i gwałt przez oko - sztuczny penis). A wszystko to z uwielbienia inteligenta dla Parobka. Jego siły, chamstwa i dominacji. Nic nowego, zwykły plagiat. Ale dla Parobków Obywatelskich (PO) była to ambrozja. O, przepraszam - grochówka na boczku!
Janusz Palikot odchodzi. Nie podam mu ręki na pożegnanie. Nie dlatego, żebym był nietolerancyjny. Nikt mi jednak nie zagwarantuje, że dokładnie wylizał palec zanurzony w spluwaczce.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)