Czesław Bielecki został kandydatem popieranym przez PiS na stanowisko Prezydenta Stolicy. Nie mogło być lepszej kandydatury. Profesjonalny planista, architekt i urbanista dobrze znający warszawskie realia, człowiek z wizją, pomysłami i z godnym życiorysem. A przy tym wyjątkowo sprawny medialnie, co może przy poziomie kwiatu polskiego dziennikarstwa nie jest najtrudniejsze, ale bez wątpienia cenne.
Jak zdradził dziś Marek Migalski, do wystawienia tej kandydatury skłoniła Jarosława Kaczyńskiego Jadwiga Staniszkis (brawo Pani Profesor!). Chyba zwolennicy rządzącej koalicji poczuli jakieś zagrożenie, bo pojawiły się pierwsze ataki na Czesława Bieleckiego. Od typowych i bezpardonowych, po subtelne i zawoalowane. Te pierwsze polecam tym, którzy lubią się trykać z baranem. Ciekawsze są te drugie. Na razie mają formę rozmiękczania - interesujacy kandydat, ale przecież wiadomo, że i tak nie wygra. Tu pojawiają się, często sprzeczne argumenty dlaczego nie wygra. Podobał mi się zwłaszcza jeden - nie wygra, bo stolicy potrzebny jest gospodarz (jak Hanna Gronkiewicz- Waltz), a nie wizjoner. Stolicy potrzebny jest zatem, jak rozumiem, osoba bez jakichkolwiek pomysłów i wizji, za to umiejąca je sprawnie realizować. A ja pamiętam, że zero nie wiem jak sprawnie monożone i tak da zero.
Wspomniany już wyżej Marek Migalski zdradza przy okazji tej kandydatury nieco poltycznej kuchni PiS. Lubię Marka Migalskiego, ale tekst pokazuje dobrze, dlaczego został przez Jarosława Kaczyńskiego dość obcesowo usadzony. Armaty przerzuca się tam, gdzie przeciwnik atakuje, a nie tam, gdzie chwali. Uderzenie przyjmują na siebie ponurzy z natury, ale zaprawieni w boju wojacy. Lepsi w obronie niż w radzie. Przykro mi Panie Marku, ale na własne życzenie obsadził się Pan w roli Papkina. I tak jest Pan traktowany. Na pocieszenie dodam, że to piękna rola.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)