Dotarło do nich, że przegrali, że naród nie dał sie tak do końca ogłupić, że bohaterska śmierć prezydenta rozpoczyna nowy etap budowy IV RP, teraz mają tego swiadomość, do niedawna myśleli, że wygrali, mówili o nim: były prezydent. Tak, były, ale który na zawsze pozostanie w naszych sercach, który pokazał nam jak zwyciężać mamy! (@łużyce)
Wiedzą że trudno będzie atakować idee okopaną na Wawelu. (Yellowmonster)
Protesty antywawelskie są tak absurdalne, że nie wystarczy je przypisać dysonansowi w umysłach ludzi którzy alergię na Kaczyńskiego wyssali z mlekiem Michnika - tacy by się po prostu w duchu ucieszyli, że już go nie ma, i siedzieliby cicho.
To że poderwano Autorytety do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej - wygląda jak "dokrętka". I nie w tym sensie, że ktoś w Polsce obmyślił zamach, to niepotrzebna hipoteza.
Wprawdzie fizyczna eliminacja Tego Znienawidzonego wskutek katastrofy nie wystarczyła do jego neutralizacji politycznej, gdyż pół Polski przyjechało do Warszawy i po kilkanaście godzin czuwa w kolejce aby oddać Mu hołd. Ale to by jeszcze macherzy antykaczyzmu przeżyli, żałoba to coś ulotnego, a wiemy że umiejętni sprawozdawcy (np. przywołany tu korespondent holenderskiej gazety NRC, zob. Lchlip) potrafią w tym nieprzebranym tłumie znaleźć tylko ludzi, mówiących "nie był to mój prezydent", i innych, którzy pytani o przyczyny katastrofy dopuszczali fatalny wpływ Zmarłego który swoim zwyczajem wymusił lądowanie.
Więc z tymi rzeszami można było sobie propagandowo poradzić.
Oto jednak pojawiła się perspektywa wawelska.
"Wiadomo kto" postanowił już trzeciego dnia po śmierci, gdzie pochować prezydenta.
Przedwcześnie!
Czym ona jest, co w tej wawelskiej perspektywie takie jest niebezpieczne, że zmusiło do uruchomienia akcji moralnego dobicia Zabitego? Na czym ono polegało?
Chciano tego dokonać przez odmowę wawelskiego immunitetu.
Właśnie tego immunitetu dostojeństwaMu odmawiają, bo przecież historyczne uwiecznieniepamięci gwarantowałaby także Katedra warszawska czy Świątynia Opatrzności. Na te miejsca się wszyscy oponenci zgadzają. Tylko nie na Wawel.
Czy ten protest nie wyszedł czasem od ludzi, którzy po roku 1989 sprzeciwiali się jakimkolwiek zmianom w Alei Zasłużonych na Powązkach, dzięki czemu najokazalszy nagrobek ma tam dalej Bolesław Bierut? Taki skład narodowego panteonu im nie przeszkadza?
I oczywiście dalejże biadać, że to grozi podziałem, a przecież powinniśmy poczekać na prezydenta, który zostanie wybrany głosami 100% wyborców i do końca kadencji będzie miał poparcie 100% wyborców.
No a ostatecznie, jeśli to będzie kandydat słuszny, to on już nie będzie dzielił i będzie mógł spocząć na Wawelu, a kto się wtedy sprzeciwi, to dostanie w ryj.
Ostatecznie można dopuścić interpretację łagodniejszą, ratowanie twarzy michnixa: tumult wawelski był próbą wykazania, że Kaczyński nie jest akceptowany, a więc nikt jego wizerunku przez ostatnie lata nie fałszował i jego oceny nie zaniżał.
I jeszcze jedna życzliwa diagnoza: Mania wielkości - akcja antywawelska firmowana przez Wielkie Autorytety wynikła z konsternacji, że oto ktoś podjął taką decyzję nie dzwoniąc przedtem na Czerską.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)