Pokolenie JPkota ma też swoją religię: modlą się przed krzyżem, który dał im ich bożek Jotpekot.
Krzyżem ulepionym z puszek piwa Lech.
Jaka religia taki krzyż.
A na tych, co czuwają na Krakowskim Przedmieściu - skrzykują bojówki.
A elity domagają się pokłonów przed tym bożkiem i jego drugą połową.
Bardzo dobrze, że JK nie ulega temu szaleństwu.
Kaczyński mówił podczas sobotniej konferencji prasowej, że poseł PO Janusz Palikot jest "niszczycielem polskiego życia publicznego", który "wykonuje coś, co było zawsze oczekiwaniem naszych wrogów - wrogów Polski, zaborców, tych wszystkich, którzy chcieli doprowadzić do barbaryzacji Polski".
"Pan Komorowski jest promotorem i przyjacielem pana Palikota. Moja obecność byłaby akceptacją dla tego wszystkiego, ja tego nie akceptuję, ja to dezaprobuję z całą mocą i takie będzie moje stanowisko w trakcie całej kadencji prezydenta" - powiedział prezes PiS, pytany o powody swojej nieobecności podczas posiedzenia Zgromadzenia Narodowego, przed którym w piątek Komorowski złożył przysięgę prezydencką.
W odniesieniu do Palikota oświadczył także: "Mamy do czynienia z degradacją polskiego życia publicznego, której winien jest obecny prezydent, obecny premier i wielu innych czołowych polityków, bo oni by mogli znieść tego pana w ciągu paru sekund. Albo nie mogą, bo są w jakiś sposób uzależnieni albo to akceptują; niezależnie od tego, która z wersji jest prawdziwa, jest to wielki skandal i o tym skandalu będziemy mówić".
Prezes PiS dodał, że "polityka powinna się odbywać na poziomie ludzi kulturalnych, a nie lumpenproletariatu". Pytany o zmianę języka w porównaniu do tego, jakim się posługiwał w kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckiego, stwierdził, że język ten jest adekwatny do rzeczywistości.
"Pan Komorowski przywitał wybór Lecha Kaczyńskiego na prezydenta Rzeczypospolitej słowami szkoda Polski"
Kaczyński mówił też, że zaprzysiężenie Komorowskiego było "wynikiem śmierci jego brata, bratowej, wielu przyjaciół", dlatego - jego zdaniem - trudno mówić o "święcie demokracji" (takiego sformułowania użył Komorowski w orędziu, które wygłosił przed Zgromadzeniem Narodowym). Prezes PiS ocenił też, że pytanie go o przyczynę nieobecności na zaprzysiężeniu było niestosowne.
Podkreślił także, że jedną z przesłanek jego nieobecności w Sejmie podczas piątkowych uroczystości były wypowiedzi Bronisława Komorowskiego o Lechu Kaczyńskim. "Pan Komorowski przywitał wybór Lecha Kaczyńskiego na prezydenta Rzeczypospolitej słowami szkoda Polski. Pan Komorowski mówił później jaka wizyta, taki zamach, z 30 metrów to ślepy snajper by nie trafił" - mówił Jarosław Kaczyński.
Jak dodał, gdyby taka sytuacja, jaka miała miejsce podczas wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w 2008 r. (kiedy w pobliżu kolumny prezydenckich samochodów rozległy się strzały) przydarzyła się prezydentowi Francji, a podobne zdanie wypowiedział przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, "już dawno by go nie było na scenie politycznej". "To są obyczaje upadłych państw afrykańskich" - oświadczył.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)