183 obserwujących
639 notek
1018k odsłon
591 odsłon

Smoleńsk: Przekaz nikły czyli żaden - 8 LĄDOWAŃ

Wykop Skomentuj17

 

Cisza wyborcza, a więc cicho sza, ale mam przed oczyma ankietę salonu 24.

I wyniki ankiety są – dziękuję temu, który jest jej autorem – wstrząsające.

 

Największa tragedia narodowa po wojnie, śledztwo prowadzone przez dwie prokuratury i jedną komisję lotniczą, ilość gazet i tygodników ukazujących się w Polsce dość znaczna, ilość stacji telewizyjnych oraz czysto informacyjnych największa w historii i 92 % ankietowanych uważa, że przekaz medialny jest „żaden” (gdyż uwzględniając okoliczności tak naprawdę przekaz „nikły” znaczy „żaden”).

Ankietowani nie stanowią byle jakiej próbki - osoby, które zaglądają do salonu 24 w większości stanowią najlepiej poinformowaną część opinii publicznej – chyba nie muszę uzasadniać tego sądu - oraz taką, która chce być dobrze poinformowaną.

Dlatego zsumowałem dwie liczby – przekaz nikły oraz żaden.

Godz. 6:10 przedstawiają się tak:

 

Ankieta
 
Czy wg Ciebie przekaz medialny, dotyczący śledztwa ws. "katastrofy smoleńskiej" jest:
wyczerpujący -  4% 
dostateczny -  4% 
nikły -  33% 
żaden -  59% 
nie mam zdania   0% 
 
Łączna ilość oddanych głosów: 1283

 

Codziennie czytam każdą napotkaną informację na temat katastrofy smoleńskiej. Najwięcej dowiedziałem się dzięki artykułom w Naszym Dzienniku, Gazecie Polskiej oraz Rzeczpospolitej. Te pisma podawały informacje oraz fakty, docierały do pilotów którzy dzielili się wiedzą zawodową, stawiały hipotezy.

Inne redakcje bezkrytycznie przedrukowywały "wieści" napływające z Moskwy lub też, rozmawiały z naszymi pilotami i ekspertami, którzy dzielili się opiniami – podkreślam OPINIAMI -  opowiadali co by zrobili, a raczej czego by nie zrobili pilotując samolot i wyobrażali sobie co się działo w kokpicie.  

Posługując się szczątkową wiedzą stawiali śmiałe hipotezy, a jednocześnie nie zdradzali (nie potrafili ujawnić) jakiejś wyjątkowej wiedzy, która byłaby dla czytelnika zaskoczeniem – znaczący przykład na końcu mojego wpisu.

Bo jakież to informacje, „nie było warunków do lądowania”, „gdy ja pilotowałem to nikt nie wchodził do kabiny” (praktyka jest zupełnie inna) albo też, mgła była taka, że …  – a przecież w dalszym ciągu nie wiemy jaka była mgła, jaką wiedzę mieli piloci, i nie znamy pełnego stenogramu rozmów z wieżą i wewnątrz kokpitu.

Mijają trzy miesiące od katastrofy i w Naszym dzienniku – dzisiaj ukazały się dwa artykuły – czytam taką informację.

 

„Augustynowicz uważa, że komenda wieży, aby samolot zszedł do 50 m, nie mogła paść, ponieważ to sugeruje, że kapitan samolotu nie wiedział, że przed lotniskiem jest jar o głębokości kilkudziesięciu metrów. - Kapitan Arkadiusz Protasiuk lądował w Smoleńsku ośmiokrotnie w ciągu ostatnich 6 lat, w tym przynajmniej dwa razy jako dowódca załogi Tu-154M. Znał więc dobrze topografię lotniska - stwierdza były pilot”.

 

I jaka jest nowa – bardzo ważna - informacja? Kapitan Protasiuk ośmiokrotnie lądował w Smoleńsku.

 

Do tej pory było wiadomo, że kilka dni wcześniej lądował na tym lotnisku. Ale 8 razy?

Kierowca samochodu, jeżeli przejeżdża dwukrotnie w odstępie kilku lat przez jakieś miasto doskonale pamięta drogę i każdy kluczowy moment trasy. Pamięć własna jest pewniejsza niż GPS. Dlaczego? Gdyż przy fatalnym oznakowaniu polskich dróg jest skoncentrowany, ponadto przed podróżą przegląda mapę.

A major Arkadiusz Protasiuk był człowiekiem i pilotem nietuzinkowym.

Ukończył z wyróżnieniem Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych w Dęblinie, był pilotem klasy mistrzowskiej, posiadał pierwszą klasę pilota wojskowego, uprawnienia do wykonywania lotów w dzień i w nocy, a ponadto – świadczy to o jego innych predyspozycjach - był absolwentem politologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz ukończył studia podyplomowe na Wydziale Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej.

A więc był pilotem wyjątkowym?

 

O czym to świadczy? Że doskonale wiedział o kilkudziesięciometrowej głębokości jarze. Dlaczego taką informacją  czytelnicy nie dysponowali wcześniej? Przecież ileż analiz pilotów, którzy w studiach telewizyjnych dzielili się OPINIAMI, nie uwzględniała tego faktu. Wpisuję w wyszukiwarkę kluczowe słowa i mam –Klich: Piloci świadomie zeszli poniżej wysokości decyzji” i czytam „Nie wiadomo, czy załoga wiedziała o jarze”

Artykułu z 26 maja: „Klich zastrzegł, że nie wie, na ile załoga zdawała sobie sprawę z pofałdowania terenu przed lotniskiem”.

 

Przepraszam bardzo, prawie półtora miesiąca po katastrofie, a ekspert Klich nie dysponuje informacją, ile razy lądował dowódca samolotu na lotnisku?

Powtórzę – z trasy kilkusetkilometrowej pamięta się każdy kluczowy zakręt, który można przegapić, a ileż lotnisk ma pofałdowany teren na ścieżce lądowania? W informacjach o lotnisku, a może na mapie ten fakt jest utajniony?

 

Jeszcze jeden artykuł – szybko znaleziony:

 

Płk PIOTR ŁUKASZEWICZ: – To jest moment, kiedy wszyscy musieli zrozumieć, że są bardzo nisko. Lotniska nie widać, więc jedynym wyjściem jest odejście na drugi krąg. (…)  Są spokojni, bo wierzą, że mają nadal w zapasie co najmniej 30 metrów. Nie wiedzieli, że samolot jest w jarze, dużo niżej, niż wskazują instrumenty. Do pasa startowego mają ponad kilometr.

 

Czytam to w Newsweeku, i słowa powyższe padają podczas analizy lotu przez kilku ekspertów  „Głosy Tu-154: Eksperci rozszyfrowują ostatnie chwile”.

 

PIOTR ŁUKASZEWICZ, pilot, pułkownik rezerwy, były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa sił powietrznych

 

ARKADIJ SZURIN, wieloletni pilot rosyjskich linii lotniczych S7 (Siberia Airlines). Ma na koncie wylatane tysiące godzin w Tu-154.

 

Major rezerwy MICHAŁ FISZER, pilot i ekspert lotniczy

 

TOMASZ HYPKI, ekspert ds. lotnictwa, wydawca „Skrzydlatej Polski”

 

Eksperci - których nazwiska i kompetencje podałem powyżej - analizują przyczyny katastrofy, rozmawiają, padają słowa – „nie wiedzieli, że są w jarze” i żadnej próby polemiki? Żadnyc wątpliwości? 

Bardzo wątpliwa przesłanka podstawą do stawiania kolejnych wielopiętrowych hipotez o winie pilotów?

 

A więc jeszcze raz – jaki jest przekaz medialny?

 

Zaznaczyłem – ŻADEN – gdyż przekaz jest pozorny. Każdy kolejna informacja, która napłynęła z Moskwy, powodowała, że ilość pytań na które nie znałem odpowiedzi się powiększała.

 

I dzisiaj czytam (LINK):

 

„Po nieudanym lądowaniu rosyjskiego samolotu Ił-76 na lotnisku Siewiernyj powinno ono zostać zamknięte” - uważają eksperci ds. lotnictwa.

 

Ale to inni eksperci, nie z Newsweeka.

 

Blogerzy salonu 24 przez wiele lat, będą wracali do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tragedii. Należy się to polskim pilotom, ich dobremu imieniu.

 
 
Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale