182 obserwujących
639 notek
1020k odsłon
198 odsłon

Rocznica „Solidarności” i jej VI postulat

Wykop Skomentuj30

 

„Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu" - VI Postulat Gdański z Sierpnia 1980.
 
1 lipca 1980 roku strajk w Ursusie i Mielcu, 8 lipca bardzo duży strajk w Świdniku i potem w Lublinie, i dołączają następne zakłady w kolejnych miastach na Lubelszczyźnie – Puławy, Kraśnik, i w dziesięć dni później strajkuje ich ponad siedemdziesiąt.
Taki był prapoczątek jednego z „polskich miesięcy”, ale był i drugi bezpośredni powód wybuchu „sierpnia”. 8 sierpnia 1980 roku dyscyplinarnie zwolniono z pracy Annę Walentynowicz. Ta decyzja spowodowała, że 14 sierpnia zaczyna strajk Stocznia Gdańska im. Lenina, dołącza do niej gdyńska Stocznia im. Komuny Paryskiej, 16 sierpnia powołany zostaje Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a dnia następnego przy bramie głównej stoczni prałat gdańskiej parafii św. Brygidy ksiądz Henryk Jankowski odprawia Mszę świętą.
Zachód oniemiał, Msza święta, modlący się i publicznie spowiadający stoczniowcy, robotnicy?
 
A na placu przed główną bramą staje drewniany krzyż upamiętniający ofiary Grudnia 70. Dlaczego krzyż? Gdyż walka z komunizmem, była walką o krzyż, a strajki sierpniowe były formą protestu społeczeństwa, gdyż to był ruch społeczny - ruch antykomunistyczny.
 
18 sierpnia Komitet Strajkowy skupia już 156 zakładów Wybrzeża, a 30–ego strajkuje prawie milion Polaków, co w końcu owocuje „Solidarnością” liczącą 10 milionów członków.
Na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego stał wówczas Lech Wałęsa, mija trzydzieści lat i właśnie obchodzimy okrągłą rocznicę narodzin NSZZ „Solidarność” i rozglądamy się wokół i pytamy. Czy tę Polskę budowała i zbudowała „Solidarność”, budował naród, czy raczej jego elity, elity solidarnościowe przede wszystkim?
I dopytujemy, kto odpowiada za stan Państwa?
 
W styczniu tego roku Lech Wałęsa zapewniał, że chce uczynić wszystko, by obchody 30. rocznicy powstania "Solidarności" przygotować godnie. Mówił, że trudno sobie wyobrazić, by "Solidarność" mogła świętować bez niego. Czy były to kolejne słowa Wałęsy rzucone na wiatr?
 
Tyle się w tym roku wydarzyło, tak tragiczny dla narodu jest to rok, że miesiąc styczeń zdaje się był wieki temu. W katastrofie pod Smoleńskiem zginęła bohaterka „sierpnia” Anna Walentynowicz, zginął Prezydent Lech Kaczyński, który wielokrotnie dowiódł, że „Solidarność” może na niego liczyć, zawsze był jej wierny i zginęło wielu wybitnych patriotów. A 12 lipca umarł kapelan „Solidarności”, ksiądz Henryk Jankowski. Smutna to będzie rocznica, smutna i gorzka.
W marcu śp. Janusz Kurtyka – pomimo pomyj na niego wylewanych z rewirów Czerskiej - mówił publicznie: „Pan prezydent Lech Wałęsa jest zawsze mile widzianym gościem na każdej imprezie Instytutu Pamięci Narodowej. Z całą pewnością będą do niego wysłane zaproszenia.” Podkreślił, że jest "bardzo ważną postacią dla Solidarności - kiedyś i obecnie".
I dzisiaj, w sierpniu, z ust Lecha Wałęsy płyną słowa, że nie zamierza uczestniczyć w obchodach rocznicy powstania "Solidarności", a swoją decyzję uzasadnia następująco: „W związku z tym, że tak daleko wszystko popsuto, tak daleko mnie poobrażano, zostawiam to, niech to dogorywa”.
 
Wszystko popsuto, a Wałęsę poobrażano. Słowa te przeszły w mediach bez większego echa, „Solidarność” ma dogorywać, gdyż nie spełniła i nie spełnia oczekiwań Wałęsy. A jakie są to oczekiwania? Czy przez te dwadzieścia lat Wałęsa przedstawił jakąkolwiek spójną wizję czegokolwiek? Wyartykułował jakiś program?
 
Przypomnę literalnie trzy pierwsze punkty postulatów „Solidarności”, wpisane przez UNESCO na międzynarodową listę najważniejszych zbiorów archiwalnych świata. „1. Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych. 2. Zagwarantowanie prawa do strajku. 3. Przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji”. Czy można powiedzieć, ze dzisiaj w Polsce właściwy sens tych postulatów jest dobrze rozumiany, a ich treść ma się dobrze?
 
Lech Wałęsa twierdzi, że wszystko popsuto, gdy … on co robił? Budował? Może spróbuje odpowiedzieć sobie na pytanie – jaki jest jego udział w budowie demokracji?
Oto krótkie i jednocześnie subiektywne przypomnienie dokonań ostatnich dwudziestu lat Wałęsy. Czy w czasie gdy był prezydentem, jego Bezpartyjny Blok Wspierania Reform cokolwiek zreformował? W 1995 roku mówił, że jest człowiekiem przyszłości, ale po przegranych wyborach zapowiedział powrót do pracy w stoczni. W połowie roku zmienił decyzję, do stoczni nie wrócił, gdyż postanowił stworzyć „nową drużynę”.
Zakłada w dość specyficzny sposób Chrześcijańską Demokrację III RP - do której przystępuje 10 posłów Akcji Wyborczej Solidarności, ale pod koniec roku przestaje już popierać AWS. Zapowiada, że z Krzaklewskim wygra, potem stawia na Ikonowicza, a w końcu na Tuska.
W kwietniu 2005 roku Lech Wałęsa żegna się z „Solidarnością”, a miesiąc później mówi: „znów nie chcę, ale muszę kandydować”. Gazety informują, że zbiera podpisy i czeka. Nie wiadomo ile podpisów zebrał, po co i co z nimi zrobił, gdyż w sierpniu prasa donosi, że „Wałęsa idzie z Ligą Rodzin”, a we wrześniu, że jednak pomoże Tuskowi. Już nie przypominam Olechowskiego i Tomaszewskiego, wielu nazwisk, które przewinęły się w koncepcjach Wałęsy, ale przecież gołym okiem widać, że jego droga polityczna jest nader kręta, od ściany do ściany, raz lewa noga, raz liberalna.
 
W maju 2006 roku, chce skonsultować się z narodem i podobno (tak zapewniał) objeżdża kraj, a potem już formalnie występuje z „Solidarności”. W następnym roku stwierdza, że sprawy w Polsce pod rządami braci Kaczyńskich idą w złym kierunku i w związku z tym rozważa powrót do czynnego życia politycznego: "Usunąłem ich (Jarosława i Lecha Kaczyńskich) z mojej kancelarii, ponieważ niszczą więcej, niż osiągają budując”.
 
Czy przez ostatnie dwadzieścia lat Wałęsa coś zbudował, oprócz swojego rozdmuchanego ponad miarę ego? Przecież nie bez powodu nazywano go w 1981 roku Bokassą.  
Czy interesował go los byłych kolegów z Solidarności? Solidarność niech dogorywa, mówi Wałęsa, zapominając, że przecież, bez Solidarności nie byłoby Wałęsy.
 
Nie ma polskich filmów fabularnych o „Solidarności”, nie ma o jej bohaterach, gdy tymczasem Niemcy nakręcili film o Annie Walentynowicz, przedstawiając ją jako analfabetkę i matkę zomowca. Czytam, że polscy celebryci i przedstawiciele mediów przypną sobie znaczek Solidarności 14 sierpnia, i nosić go będą do końca miesiąca, do momentu podpisania Porozumień Sierpniowych. Cieszy to, ale gdy w pierwszym rzędzie padają nazwiska – w niczym nie umniejszając intencjom tych osób – takie jak Anna Mucha, Hubert Urbański oraz Aleksandra Szwed, to widać w jakim stanie jest świadomość tzw. „elit” artystycznych, jak daleko odeszły one od ideałów Solidarności.
 
Zresztą widać to, gdy spojrzymy na inny Krzyż, nie ten spod bramy Stoczni z 1980 roku, upamiętniający ofiary roku 1970, a na Krzyż z Krakowskiego Przedmieścia, sprzed Pałacu Prezydenckiego. Symbol tragedii i żałoby, i jednocześnie „znak sprzeciwu”.
 
Jakże ponownie jest aktualny szósty postulat Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1980: Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu”. Gdyż Polska jest w kryzysie, Państwo jest w kryzysie i świadomość ogromnej części społeczeństwa przeżywa (przechodzi) swój własny kryzys. W październiku 1956 roku pytano, czy zegarek mają naprawiać ci, którzy go zepsuli. Dzisiaj to pytanie jest ponownie aktualne, czy ci którzy psują zegarek, mogą go jednocześnie naprawiać?
 
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie nr 33.
 
PS. Czas dopisał puentę. Tekst pisany był we wtorek, a w środę – po wydarzeniach w Szczecinie, media zaczęły rozliczać „Solidarność” z tego kogo zaprosiła, a kogo nie. Dobre sobie. Ta co ma dogorywać, jest rozliczana.
Kalendarium obchodów, dzień po dniu, jest na stronach niezawodnego Instytutu Pamięci Narodowej.
Wykop Skomentuj30
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale