182 obserwujących
639 notek
1020k odsłon
1823 odsłony

"SPRAWA SZYMBORSKIEJ"

Wykop Skomentuj27

 

Nie istnieje taki byt, jak „socrealizm”, pisząc precyzyjnie – nie istnieje coś takiego jak „wierność socrealizmowi”. Żył Stalin, służono Stalinowi, jemu przysięgano wierność (dosłownie), po śmierci przyrzekano, że z jego życia nic nie pójdzie w zapomnienie, był komunizm, można mówić o wierności komunizmowi, była Partia – to właśnie ona literatom rozgarniała mrok. Ale, socrealizm i wierność jemu?” – do Adama Zagajewskiego.
 
Tytuł okropny, przyznaję. Nie na miejscu, a raczej nie na czasie. Zapożyczony, to próba usprawiedliwienia. Zapożyczyłem od Gazety Wyborczej. Jak zawsze w środę o świcie, zaglądam na jej stronę internetową i czytam: List otwarty ws. Szymborskiej”.
„My, niżej podpisani, czujemy się poruszeni i oburzeni…” płyną słowa oburzenia, i jest nadtytuł - „Po wypowiedzi posłanki PiS”. Czyżby nagonka na nieprawomyślny pogląd i jego autorkę? Zapewne posłanka nie tylko inaczej myśli, ale ośmieliła się własne zdanie wypowiedzieć na głos. A to już jest zbrodnia, zbrodnia naruszenia autorytetu „autorytetu”.
Nie zmienia to faktu, że za sam tytuł, za samą „sprawę” ktoś może na Czerskiej stracić premię, albo jajecznicę na drugie śniadanie.
Na początku konieczna uwaga. Ten tekst nie jest tekstem o Wisławie Szymborskiej. Jest polemiką z Gazetą Wyborczą, jest opisaniem metody, którą wielokrotnie stosowano. Ile razy tak było (Kuroń, Kołakowski, Miłosz i białe plamy w życiorysie)?. Kolejny raz stosuje się atak prewencyjny, by uniemożliwić dyskusję, by zastraszyć myślących inaczej.
 
Klikam link i czytam:Kilka dni po śmierci Wisławy Szymborskiej posłanka PiS Krystyna Pawłowicz w Programie 1 publicznego Polskiego Radia powiedziała (…), a środowisko literackie zareagowało na te wypowiedzi listem otwartym, który przedrukowujemy poniżej”
I czytam „list otwarty w sprawie Wisławy Szymborskiej”. A podpis pod nim jest iście orwellowski - „redkult”. Już chciałem zagłębić się w teść, ale dostrzegam „ZOBACZ TAKŻE”: „Szymborska i partyjna linia PiS” oraz poniżej „Prawica nie płacze po Szymborskiej”, klikam na „Szymborska i linia partyjna” pojawia się twarz nasrożonego Pawła Smoleńskiego (bez charakteryzacji, mógłby zagrać  Wielkiego Brata – link) i z leadu artykułu dowiaduję się o kłopotach prawicy z pamięcią i oblataniem w historii najnowszej. Redaktor z GazWyb miałby być wzorcem oblatania w historii najnowszej i wzorcem pamięci (raczej miarą amnezji)?
Za chwilę się przekonam, jakie wy (lewica kawiorowa) macie kłopoty z pamięcią i jak jesteście oblatani w historii najnowszej, gdyż dostrzegam – „ZOBACZ TAKŻE” i kolejny link kieruje mnie do artykułu „Szymborska i stalinizm”. Za przeproszeniem (skromności), w stalinizmie jestem doskonale oblatany. Widzę, że czytelnika prowadzą za rączkę po rewirach Czerskiej. Przecież z tego się robi aż cała konstrukcja perswazyjna – jest sprawa (czyja, Szymborskiej) – jest linia partyjna (oczywiście PiS-u) – prawica czegóż nie czyni, a jakże, śmie nie płakać – i na końcu łańcuszka jest stalinizm i … zanim zobaczę, do czego ma mnie doprowadzić stalinizm, cytat i uwaga na marginesie.
„To, co się w Polsce stało i działo od roku 1945, jest naszą historią; mamy prawo, i obowiązek, przetrząsać i badać wszystkie jej zakamarki. To, co się z pisarzami polskimi stało i działo od roku 1945, należy do dziejów naszej literatury; nie widzę powodu poruszania się po nich krętymi ścieżkami, z omijaniem terenów wyłączonych. Na Zachodzie wyznania „eksów" przyczyniły się najbardziej do poznania istoty komunizmu” – Gustaw Herling-Grudziński.
Zanim poczynię uwagę na marginesie jednak zajrzę do stalinizmu GW.
Klikam „stalinizm”, a tam w punkcie pierwszym „zobacz także” jest link do „Szymborska i partyjna linia PiS”, czyli zrobiłem kółeczko, wróciłem do punktu wyjścia – a więc dygresja numer jeden.
Jestem świeżo (świeżo, tzn. wczorajszy wieczór i ćwierć nocy spędziłem w towarzystwie literatów) po lekturze tekstu Wiesława Pawła Szymańskiego „Uroki dworu” (esej „Bezwonny niebyt”), a także tegoż autora z tomiku „Cena prawdy” przeczytałem tekst „Kompromis za trzydzieści srebrników”. Następnie przypomniałem sobie rozważania Jana Prokopa na temat „stalinizm i …”, a więc m.in. „Sowietyzacja i jej maski” (hasłowo – „dwa słowa o amnezji”, „zawiłe dróżki”, dylematy pisarki), a także kilka esejów z opracowania „Wyobraźnia pod nadzorem” („bat i marchewka albo o polityce kulturalnej”, „pokusa niepamięci”, grzechy i zasługi PRL-owskich literatów) i końcowe - „Powinności literatury polskiej”. Zastanawiałem się, kiedy był ten właściwy moment (po 1989 roku), by poważnie porozmawiać na temat „hańby domowej”, a właściwie, znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego każdy termin był zły, by dokonać rachunku sumienia (przed społeczeństwem).
Przykład. Gustaw Herling Grudziński pisał o tym problemie dawno temu w liście do poety Jacka Bierezina i postscriptum listu czytamy:
 „Mój „Szkielet w szafie” w majowej „Kulturze" (o potrzebie „rozrachunku pisarza — dziś chorążego liberalizmu — z samym sobą, z komunistyczną opcją w Polsce powojennej, przez pryzmat własnych książek", w podwójnym interesie, czytelnika i swoim: usunięcia ze współczesnej literatury polskiej „białych plam" kłopotliwej i dla wielu młodszych mglistej przeszłości oraz „odtrucia" i uładzenia własnej, indywidualnej biografii twórczej) wywołał kilka odgłosów”.
 
Wywołał kilka odgłosów – Kisiel i Wirpsza się odezwali. Wina i odkupienie, chorążowie pokoju, a przede wszystkim jednostkowe relacje: „stalinizm i Konwicki”, „stalinizm i Kołakowski”, „stalinizm i Miłosz”, „stalinizm i właśnie Szymborska” – inżynierowie dusz, a więc hańba domowa.
Jan Prokop pyta od dwudziestu przeszło lat, i nie tylko on – o powinności literatury polskiej, obywatelskie obowiązki poetów i pisarzy, o relacje ”klerk i diabeł”:
 „Inna zupełnie będzie funkcja „klerkizmu" po ustanowieniu rządów komunistycznych. Ustawicznie przypominaną normą zachowania wymaganą od pisarzy stanie się zaangażowanie. Literatura wstępuje na służbę polityki i ideologii narzucanej wszelkimi sposobami przez nowe władze. Po której stronie barykady opowiadasz się, o poeto, malarzu, profesorze uniwersytetu?”
I pierwotnie zamierzałem właśnie kilka słów o tym napisać, o białych plamach w naszej historii najnowszej – i osoba wyśmienitej poetki, miała tylko mignąć w tle, ale napatoczyła się GazWyb ze swoją prewencyjną nagonką.
Oto jej szablon (nagonki) - kilka artykułów w Gazecie Wyborczej i w jakiejś zaprzyjaźnionej, i oczywiście LIST OTWARTY, niby „literatów”.
O cóż poszło? Jakiego kija znaleźli?
W radio Krystyna Pawłowicz zapytana o poezję Wisławy Szymborskiej powiedziała:
 „Ja w jej wierszach nie gustowałam, bo dla mnie ważniejsze jest, aby poeta towarzyszył Polakom w trudnych chwilach narodu”
i kontynuowała – o zgrozo:
„Wisława Szymborska kojarzy mi się z Noblem, ale nie kojarzy mi się z Polską, z polską wierzbą, nie kojarzy mi się ani z polską przyrodą, ani polską historią. (…) Poeta ma swoje obowiązki wobec kraju i narodu”.
I właśnie te słowa spowodowały medialną ofensywę. Beata Stasińska natychmiast w radio pouczyła posłankę PiS:
„Poeta, proszę pani, nie ma żadnych obowiązków wobec narodu”.
Zamknęła dyskusję. Żadnych obowiązków!
Dwie setki lat zastanawiania się najwybitniejszych umysłów kilku literackich epok, tysiące tekstów, debatowanie i się kłócenie, jakie są te obowiązki, powinności literatury, a więc obowiązki pisarzy i poetów, przestroga Czesława Miłosza:
 Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy
Spisane będą czyny i rozmowy
 
Słowa Zbigniewa Herberta …. – wiele jego wierszy przychodzi do głowy, niech będzie tak oto sformułowany (jeden z wielu) obowiązek poety:
Powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy,
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
 powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem.
 
A tymczasem – „poeci piszta co chceta”. Oto pouczenie saloniku literackiego z Czerskiej. 
A może cofniemy się? Mamy z jednej strony zamykające trylogię Henryka Sienkiewicza wyznanie, że pisał ją „dla pokrzepiania serc”, a z drugiej strony słowa z dramatu Stefana Żeromskiego „Sułkowski”: „trzeba rozrywać polskie rany, żeby nie zabliźniły się błoną podłości”.
A w radio pojawia się paniusia, i twierdzi – „Poeta, proszę pani, nie ma żadnych obowiązków wobec narodu”.
A czas niewolenia narodu, sowietyzacji społeczeństwa? Żadnych obowiązków pisarza wobec współrodaków? Wobec narodu?
A wobec władzy ludowej? Mieszanka gorliwości z żarliwością?
Pod ręką mam Stanisława Murzańskiego „Między kompromisem, a zdradą”, a także „Sojusz nieczystych sumień”, „Czerwoną mszę” – monografię stalinizmu Bohdana Urbankowskiego, całego Wata, Miłosza, przede wszystkim to, co najważniejsze, bywał czasem szczery:
 „nie zdajecie sobie sprawy, jaką siłę miał stalinizm. Intelektualną. Fantastyczną... nie było żadnej intelektualnej przeciwwagi, żadnej obrony..."
oczywiście rozmowy z pisarzami Jacka Trznadla z „Hańby domowej” i wszystko co napisał, mam pod ręką prawie wszystko o intelektualistach pod Sowietami, poczynając od Lwowa i mam (znam) z drugiej strony (precyzując – drugiej strony próbę obrony zaangażowania w komunizm) „Spętaną naukę” Herczyńskiego, „Pułapki zaangażowania” Hirszowicz, publicystykę Marty Fik, a także ostatnie „Kawior i popiół” Marci Shore, „Lawina i kamienie” – wiadomo czyje, i całego Michnika i ta druga strona, szukała usprawiedliwienia (jak to zgrabnie ujmuje Michnik, zrozumienia) dla kolaboracji z komunistycznym reżimem.
Coraz więcej ukazuje się „Dzienników”, wspomnień pisarzy, czytamy oczywiście między zdaniami, a w gazecie czytam – „żadnych obowiązków”.
 A jak się już zostanie tą inżynierką dusz, to ma się tylko prawa pani Stasińska?
Piszę o tym dość rozwlekłe (podaję nazwiska i tytuły) z dwóch powodów, po pierwsze wskazuję tropy do poszukiwań w antykwariatach czy bibliotekach, a po drugie ….
Jeżeli napiszę – tak nie było, to niech red. Smoleński się nie obrusza, a po prostu przyjmie, że tak jak twierdzi „nie było”. I ma fragment bibliografii do poduszki.
I kolejna dygresja (a może nie dygresja) – wędruję po stronach internetowych Gazety Wyborczej i jeden z linków prowadzi do tekstu Adama Zagajewskiego, w którym czytam o Szymborskiej:
„Prawica, jak wiemy, zarzuca jej, niekiedy bardzo brutalnie, krótki okres wierności socrealizmowi. W tego rodzaju rzeczach ważniejsze jest to, jak się wychodzi z takiego zaułka, a nie jak się do niego trafia. Każdy z nas, zwłaszcza we wczesnej młodości, może popełnić błąd. A Wisława Szymborska wyszła ze swojego błędu wspaniale. W całej jej późniejszej twórczości znajdujemy niegasnące nigdy echo tamtego błędu. Była osobą i pisarką spragnioną prawdy, uczciwości intelektualnej i to, że zawiodła za młodu, stało się dla niej nie tylko nauczką, jak mówimy w nadmiernym zdrobnieniu, ale też wielką nauką”.
I zwracam się do autora – zapewne retorycznie, jak rozumie zwrot „wierność socrealizmowi” – i od razu kategorycznie stwierdzam, nie istnieje taki byt, jak socrealizm, pisząc precyzyjnie – nie istnieje coś takiego jak „wierność socrealizmowi”. Żył Stalin, służono Stalinowi, jemu przysięgano wierność (dosłownie), potem przyrzekano, że nic z jego życia nie pójdzie w zapomnienie, był komunizm, można mówić o wierności komunizmowi, była Partia – to właśnie ona literatom rozgarniała mrok. Ale, socrealizm i wierność jemu? I napomknę, że czytałem, co tam czytałem – przestudiowałem prawie wszystko, co napisano o „socrealizmie” i niech autorytet GW spróbuje polemiki. Argumenty na stół poeto.
Po co czepia się prawicy, po cóż przesadnie pisze „wyszła z tego błędu wspaniale”? Czy myśli o tomiku wierszy z 1957 roku „Wołanie do Yeti”: 
„Obmyślam świat, wydanie drugie,
wydanie drugie, poprawione”.
Wyszła z błędu wspaniale? Czyli jak? Rymowanym szeptem do Yeti? Czyżby Zagajewski nie wiedział jak wyglądał PRL? Lata 1949 – 1956 to jest kulminacja komunistycznego reżimu, to wówczas był totalitaryzmem w czystej postaci – i to wówczas – robiono błyskawiczne literackie kariery. Grafomani stawali się „pisarzami” obsypywanymi państwowymi nagrodami.
Wyszła z partii w 1956 roku? Nie. Z czerwonego Parnasu spadali nieliczni. Zagajewski zaprzeczy?
Czynię olbrzymi przeskok, brak miejsca na prześledzenie kroku po kroku wychodzenia z błędu (jakiż eufemizm, „błąd” – tkwienie w błędzie lat dziesięć, aż stalinizm się rozsypał, a potem przedłużony o lat kolejne dziesięć – co czyni lat dwadzieścia). Może nie opierajmy się na wikipedii i obiegowych faktach, a weźmy do ręki „Twórczość obca nam klasowo” wydawnictwo IPN. Czytam na s. 257, że z partii robotniczej PZPR zostali wywaleni (w oryginale „wyrzuceni”) Paweł Beylin, Jacek Bocheński, Tadeusz Konwicki i w geście solidarności z nimi legitymacje partyjne oddała cała liczna grupa literatów – w tym Brandysowie, Stryjkowski, Woroszylski oraz Wisława Szymborska. Tak to się odbyło, salonowo. To nie było zerwanie z komunizmem, to nie było zerwanie z partią, często był to tani gest współodczuwania z wydalonym  z partii kolegą.
Jeszcze jedna dygresja. Zacytuję Wiesława Pawła Szymańskiego – a jakże z Krakowa, który prostując mit o poetce, jako filarze quasi-podziemnej aktywności pisze:
„Wystarczy jeden rozmówca, aby zapewniać z pełną bufonadą o faktach. Powstaje z takich quasi-informacji portret tak przelukrowany, że nikt się nie rozezna, gdzie prawda, półprawda, a gdzie po prostu fałsz. Chyba, że znowu znajdzie się kolejna Joanna Siedlecka”.
I na koniec - Adam Zagajewski stwierdza:
„Myślę, że jednym z jej wielkich wrogów - poza tymi największymi, ideologią totalitarną, zbrodnią polityczną - była nuda”
to aż się prosi o rozminięcie tego zdania, o wielkim wrogu poetki – ideologii totalitarnej. Ale konkretnie – źródła, cytaty, daty.
Gdyż są dwie prawdy. Jedna medialna, dla maluczkich, kształtująca opinię publiczną, puszczanie oka i druga dla wtajemniczonych.
Co innego pisze się w gazecie czy mówi w telewizorze, a co innego głosi na naukowym sympozjum. Biorę do ręki Anny Zarzyckiej „Rewolucja Szymborskiej” i cytuję zaledwie dwie konkluzje o poetce – „zupełny brak dystansu do marksizmu i komunistycznej rzeczywistości”, i że temu bezkrytycznemu stosunkowi towarzyszy „szczere uwielbienie do komunistycznych przywódców”. Zagajewski ma rację pisząc o wczesnej młodości.
To częściowo usprawiedliwia, naiwne, nieumiejące się oprzeć indoktrynacji serce, które było wykorzystywane „sprawie budowania socjalizmu” – parafrazuję myśl autorki naukowej pracy. Ale błąd? Dziesięcioletnia kariera była błędem?
Miałem pisać o czymś całkowicie innym, chciałem napisać kilka słów o Szymborskiej i jak ją widziano na tle XX wieku, łagodnie – ale prewencyjna awantura wszczęta przez środowisko Wyborczej zmieniło plany.
Z kronikarskiego obowiązku, w błyskawicznym tempie – przecież miałem odbyć wędrówkę po artykułach w następującym porządku „jest sprawa, a jakże Szymborskiej – jest linia partyjna, oczywiście PiS-u – jest prawica – która co robi, a właściwie czego nie robi, nie płacze – no i jest stalinizm”. I ten stalinizm pań Szczęsnej i Bikont spowodował wykolejenie narracji.
Odfajkowuję. Szanowne panie redaktorki, czytam:
„Wtedy mało się wiedziało, co robili bolszewicy”
i pytam, to jakiś żart, nieprawdaż? W Polsce się wiedziało od lat dwudziestych o Sowietach i w nich (tych Sowietach) zbrodniach prawie wszystko. W Krakowie wiedziało się wszystko. Wystarczyło chcieć wiedzieć.
Redaktorze Smoleński, proszę rozwiń myśl:
„Oznacza to, że literacko-historyczne opinie Krystyny Pawłowicz nie są dla PiS wersją kanoniczną”.
Jaka jest ta wersja „historyczna”? Ale konkrety, nie ślizgajcie się redaktorze po faktach, nie omijajcie prawdy.
A list kilkudziesięciu „młodych literatów” to istne kuriozum. Czytamy:
„Pragniemy wyrazić nasz sprzeciw przed wartościowaniem dokonań jakiegokolwiek twórcy wyłącznie w oparciu o jego światopogląd oraz sztucznie, doraźnie kreowany wizerunek wywiedziony z przesłanek biograficznych i pozbawionych kontekstu fragmentów wierszy”.
Otóż szanowni młodzi literaci. Cała twórczość poetki, jest umieszczona w kontekście. Od wiersza o nienawiści „Z Korei” po wiersz „Nienawiść” drukowany na pierwszej stronie Gazety Wyborczej kilkadziesiąt lat później. I aż się prosi o rozwinięcie wasza myśl druga:
„Uważamy za oczywiste, że każdy ma prawo do posiadania i wyrażania swoich poglądów politycznych - o ile nie nawołują one do agresji wobec innych, niezależnie zaś od tego, jak bardzo okazują się "nienormatywne" i odbiegające od rozpowszechnionych wzorców”.
Otóż poglądy poetki były jak najbardziej normatywne, wpisujące się w główny nurt, a czy były wychwalaniem agresji? Pozostawiam to do rozstrzygnięcia waszej poetyckiej wrażliwości, tudzież rozumowi. Wcielcie w życie myśl wyrażoną w liście: „Nie uchylamy się od rozmowy o polityczności literatury”. Ujmijcie w rozważaniach - Polityczność poezji w państwie totalitaryzmie.
I nie ma sprawy Szymborskiej, jak chciałaby Wyborcza. Jest sprawa prawdy i jest wielkość poezji Szymborskiej. Ale, na polskiej ziemi poeci rodzili się na kamieniu.
Zadedykować można młodym sygnatariuszom listu słowa Zbigniewa Herberta:
czuję ciężki wyrzut
kiedy go trzymam w dłoni
 i ciało jego szlachetne
przenika fałszywe ciepło
Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym.
(KAMYK)
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie
Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale