182 obserwujących
639 notek
1020k odsłon
1727 odsłon

EPITAFIUM DLA CZERSKIEJ

Wykop Skomentuj12

 

Stanisław Lem stwierdził podobno, że skorzystanie z Internetu uświadomiło mu, ilu idiotów żyje na świecie. Jakże się mylił. Internet, to osinowy kołek dla fałszywych autorytetów Czerskiej.
 
Na portalu wPolityce.pl umieszczono sondaż: „Czy uważasz zarzut współpracy Lecha Wałęsy z SB na początku lat 70. (pod pseudonimem "Bolek") za jednoznacznie i bezdyskusyjnie udowodniony?”.  I zanim skończę pisać artykuł, zapewne ponad pięć tysięcy osób weźmie udział w ankiecie i na pytanie redakcji odpowie „tak”, czyli osoby te wyrażą przekonanie, że jednoznacznie i bezdyskusyjnie udowodniono współpracę Wałęsy z SB. I przecież, ich odpowiedź jest pozbawiona emocji, jest smutną koniecznością. Chodzi o prawdę.
I zauważam, że przecież ten temat powinien być dawno zamknięty. Mógłby być kilkuzdaniowym akapitem w podręcznikach historii, koniecznym uzupełnieniem biografii. W Wikipedii czytamy o „Posądzeniach o współpracę z SB” i jest mowa o oskarżeniach, zarzutach i „opiniach”. Ale jak długo jeszcze?
Cytat jest niezbędny – długi, ale dla czytelników GW autorytatywny. 4 czerwca 1992 – Jacek Kuroń notuje we wspomnieniach:
„Poszedłem do Geremka, gdzie radzili już nasi klubowi mędrcy. Tam dowiedziałem się, że są dwie listy. ” (…) „Bronek powiedział też, że Wałęsa właśnie pisze list do posłów, w którym przyznaje się, że jakieś tam deklaracje parę razy podpisał. Wiedziałem o tym od zawsze i rozumiałem młodego robotnika: nigdy nie zakapował kolegów, ale niby dlaczego nie miał czegoś podpisać? (…) Wkurzyła mnie tylko bierna postawa Lecha, bo zrozumiałem z relacji Bronka, że w liście do posłów ma być tylko przyznanie się i coś w rodzaju prośby o wybaczenie, a nie ma zdecydowanego stanowiska w sprawie lustracji. Zadzwoniłem do Belwederu i jakoś szybko mnie połączyli z prezydentem.
- Cześć.
- Cześć.
-Zanim cokolwiek podpiszesz — mówię do niego — Lechu, spotkaj się ze mną.
- Szkoda - mówi - że tak późno dzwonisz, bo ja już wszystko, co miałem podpisać, podpisałem.
- A co? — pytam. Odczytał mi swoje ostatnie oświadczenie, w którym ostro występuje przeciwko lustracji i rządowi Olszewskiego.
- No i dobrze — powiedziałem z ulgą w głosie. — Tak trzymać”.
 Tak trzymać. I tak trzymają. Ale, po co? Przecież gdyby przeprosił, jakże inaczej potoczyłaby się historia. W czasie rzeczywistym zaglądam na portal „wPolityce” – już 5000 osób odpowiedziało „Tak”. Współpraca jest bezdyskusyjna. Do wieczora będzie zapewne 10 tysięcy.
 I to jest właściwa miara klęski mainstreamowej narracji. Pięć tysięcy to niezbyt dużo, ale jeżeli liczba ta czyni prawie 95% odpowiedzi, a więc prawie wszyscy uważają sprawę za zamknięta? Oto właściwe proporcje klapy producentów mitów. Bo przecie jest to głosowanie nie tylko nad Wałęsą, to jest głosowanie czy wierzy się w zdziecinniałą wersję historii PRL tzw. „Czerskiej”, w wersję pełną cudów.
Cóż można dodać? Nic. Narracja Czerskiej poniosła klęskę. W czerwcu 1992 roku „warszawka” dokonała niezwykłej wprost ewolucji akrobatycznej, i wroga (czyżby salon zechciał zapomnieć, jak opluskwiał Wałęsę, jak z niego szydził?) postanowiła wziąć pod swe skrzydła, uczynić z niego antylustracyjny oręż.
I w tym roku minie okrągłe dwadzieścia lat. Nie chce się wierzyć. Syzyfowa dwudziestoletnia praca. I właściwie widać, że rok 2012 będzie (czy powinienem dodać zastrzeżenie – prawdopodobnie) rokiem klęski Czerskiej, nie tylko na tym froncie. I czynię to spostrzeżenie, jako od wielu lat uczestnik, a także obserwator wielu internetowych polemik, widząc, jaki jest stan świadomości internautów, jak kolejno upadają obiegowe „medialne prawdy”. Zapewne nie muszę, ale wyjaśniam, dopowiadam.
Czerska, to środowisko, wobec którego w zależności od ujęcia opisywanej rzeczywistości, od różnego rozkładania akcentów, używało się zamiennie nazw o dość nieostrym zakresie. Pisało się o warszawce, czasem była to „warszawka i krakówek”, innym razem pisało się kpiąco „salon”, obraźliwie „udecja” (od Unii Demokratycznej). Środowisko to, spuszczało kurtynę na wszystko, co było przed 1956 r., napomykano, co prawda, o wychowaniu w duchu internacjonalistycznym i komunistycznym, ale od życiorysów wara. Rewizjonista – jak najbardziej, eks-stalinista – nie. I kilka dni temu natrafiłem na epitafium „Czerskiej”, nazwanej „Inteligencją Polską”. Mało liczną inteligencję – kilkunastotysięczną.
Otóż natknąłem się na artykuł Jana Hartmana, prominentnego przedstawiciela „krakówka”. W tekście zatytułowanym „Epitafium na grób polskiego inteligenta” (tekst jeszcze cieplutki, lutowy, polecam) czytamy:
„Spoczywaj w pokoju, na wieki w swetrze, ze szklanką mocnej herbaty i „Wyborczą” w ręku. Czas inteligencji się skończył – nadszedł czas wykształconych. Oby w jakże szerokich swych horyzontach znaleźli oni odrobinę miejsca dla Jacka Kuronia, Bronisława Geremka, Leszka Kołakowskiego… A jak nie, to trudno”.
I cóż mogę odpowiedzieć? Będzie trudno. I mogę zauważyć, że grób wykopaliście sobie sami. Zasłużyliście na spoczynek z zetlałą „Wyborczą” w ręku. 
Gdyż autor, nawet nie zdaje sobie sprawy, jak swoim pesymistycznym tekstem przepełnionym goryczą obnaża fałszywe widzenie społeczeństwa, jak bardzo jest ślepy, patrząc zza swojej żółtej firaneczki na Polskę. Jak myli się, a pisze śmiertelnie poważnie, że w latach 1968–1991 (dookreśla te lata, jako okres między Marcem a upadkiem Mazowieckiego), „los polskiego społeczeństwa spoczywał w wątłych, długopalcych rękach płochliwego inteligenta, żyjącego z resztek klasowej konduity swych przodków”.
Ponoć przewodzili całemu narodowi:
„Garstka profesorów, nauczycieli, redaktorów, dyplomatów, prawników, twórców i lekarzy, marne kilkanaście tysięcy osób, wspieranych przez swoje studiujące dzieci, potrafiła zdominować intelektualnie autorytarny reżim, ukierunkować masowe ruchy społeczne … ”.
Aż się prosi o nazwiska tych dyplomatów, profesorów i redaktorów. Zresztą nazwisko jednego redaktora pada. Mieczysław Rakowski, to „autentyczny autorytet dla znacznego odłamu polskiej inteligencji”.
I jesteśmy w domu. Tylko zauważmy na koniec, poprośmy szanownego Jana Hartmana, by nie chował się za „pomnik Inteligenta Polskiego” (to jego określenie), gdyż zanadto wypiął tyłek salonowca. I niech zmniejszy kwantyfikatory. Po prostu – tak jak niespodziewanie ze sceny zeszła Unia Wolności, tak samo błyskawicznie znika postpeerelowski salon. Stanisław Lem stwierdził podobno, że skorzystanie z Internetu uświadomiło mu, ilu idiotów żyje na świecie. Jakże się mylił. Internet, to osinowy kołek dla fałszywych autorytetów Czerskiej.
I na koniec spoglądam na sondaż czytelników (gości) portalu „wPolityce” – 5778 – tak, 283 - nie.
Dwadzieścia lat obrony Twierdzy Czerskiej i takie epitafium.
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie
Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale