Nie muszę przez jakiś czas pisać.
Mogę z przyjemnością czytać.
Mogę czytać coraz bardzie zastrachane i coraz bardziej przekonywające samych siebie, umacniające się wzajemnie w resztkach swojej wiary, coraz bardziej niepewne własnych racji i przez to coraz bardziej pełne krzyku i jęku zawodu, teksty wyznawców PiS.
Tych salonowych pogromców wszelkich „wrogów Polski”.
Tych, których Polska w osobach Kaczyńskiego, Ziobro, Kaczmarka, Kornatowskiego, Leppera i tylu innych okazała się brudnym, śmierdzącym bagnem.
I mogę czytać teksty tych, którzy nie stracili własnych zasad moralnych i nie odeszli ani od własnych poglądów, ani od uczciwego oglądu polskiej rzeczywistości, a którym ostatnie dni dostarczają potwierdzającej ich racje, czasem gorzkiej satysfakcji.
I którym wciąż przyświeca Polska jasna, Polska prawdziwie prawa i prawdziwie sprawiedliwa.
Stracone dla Polski dwa lata, to jednak zawsze lepiej niż stracone cztery lata.
Mogę spokojnie zadowolić się własnymi słowami: „ A nie mówiłam”...
I konstatacją:
Zobaczyć upadek Giertycha – to przyjemność.
Zobaczyć upadek Leppera – to duża przyjemność.
Zobaczyć upadek Ziobro - to bardzo duża przyjemność.
Zobaczyć upadek Kaczyńskiego – BEZCENNE!




Komentarze
Pokaż komentarze (180)