
Minął rok rządów Platformy Obywatelskiej w koalicji z PSL.
Podsumowanie tego roku w odczuciu opinii społecznej jest dla rządu premiera Donalda Tuska niezmiernie korzystne.
Platforma Obywatelska nie tylko w ciągu tego roku nie straciła poparcia ale wzrosło ono o 6,49 punktów procentowych czyli o 15,6% w stosunku do ilości oddanych przed rokiem na PO głosów i wynosi dzisiaj 48%.
Pocieszający się byle czym, czym tylko się da, zwolennicy PiS, piszący bełkotliwe i rozśmieszające teksty o „końcu PO” zapewne muszą zauważać, że analiza poparcia społecznego dla ugrupowania braci Kaczyńskich wypada bardzo niekorzystnie.
PiS nie utrzymał swojego elektoratu i stracił 4,11 punkta procentowego czyli 12,8% w stosunku do wyniku w wyborach 2007 roku, uzyskując 28%.
Pozornie absurdalny optymizm zwolenników PiS i wyrażane nadzieje na powrót partii Kaczyńskich do władzy znajdują jednak uzasadnienie.
Jest nim taktyka braci Kaczyńskich, którym przede wszystkim zależy na reelekcji Lecha. Temu celowi podporządkowane są wszystkie działania braci - oficjalne i nieoficjalne.
Także z użyciem cieni PRL.
Dokładnie jak w roku 2005 powtarzany jest manewr przehandlowania wzajemnego poparcia – wtedy z Lepperem – dziś z Napieralskim.
Znów aktualna jest „magdalenkowa” zasada: My wam – wy nam!
W myśl tej zasady – mamy do czynienia z dobrze rozumiejącą się i ściśle ze sobą współpracującą opozycją sejmową i zdumiewająco identycznym punkcie widzenia spraw Polski przez PiS i SLD.
Założenie jest dziecinnie proste: idziemy razem – chociaż wystawiamy dwóch kandydatów w wyborach prezydenckich. Ten z naszych kandydatów, który przejdzie do II tury z Tuskiem (bo wszystko na to wskazuje, że to z Tuskiem przyjdzie się zmierzyć reszcie) uzyska poparcie drugiego.
W myśl zasady - każdy – tylko nie Tusk!
Jeśli się uda Lechowi Kaczyńskiemu – SLD może liczyć , jak dotąd na wsparcie – od czegóż w końcu jest ich główny orędownik, szef Kancelarii Prezydenta RP, były pracownik jaruzelskiego Trybunału Konstytucyjnego w stanie wojennym – Piotr Kownacki, czy bliski przyjaciel i wspólnik braci Kaczyńskich, Wojciech Jasiński.
Jeśli zaś I turę wygra kandydat SLD Cimoszewicz – bracia wesprą go, jak kiedyś wsparli Kwaśniewskiego przeciw Wałęsie. Nie bez powodu PiS do dziś nie może PO zapomnieć wyrugowania z poprzednich wyborów Cimoszewicza – ponieważ nie udał się manewr, którego założeniem było osłabienie Tuska i trzeba było Kaczyńskim skorzystać z gorszego wizerunkowo wariantu B czyli geszeftu z Lepperem.
Nie jest jednak prawdopodobne, że Kaczyńscy ponownie pogratulują sobie, jak wtedy, gdy czerwonym winem wypijali toast za zwycięstwo Kwaśniewskiego, czym nie omieszkał się pochwalić Jarosław w wywiadzie dla „Wprost”, tym samym zapewniając „kogo trzeba” o swojej i brata lojalności.
A jeszcze mniej prawdopodobne jest by Lech Kaczyński miał ponowną okazję zameldować: „Panie prezesie – melduję wykonanie zadania”.
Do wyborów jeszcze całe dwa lata.
Jeśli rząd Tuska dobrze rozplanował swoje działania, a zapewne tak uczynił, bo przecież każdy rząd tak właśnie planowałby przedsięwzięcia, by realizacja zamierzeń szła w parze z utrzymywaniem poparcia społecznego a nawet jego wzrostem w miarę zbliżania się kolejnych wyborów – to możemy się spodziewać, ze przedsięwzięć pozytywnie odbieranych przez Polaków będzie przybywać. Takich, jak chociażby bardzo znacząca podwyżka dla nauczycieli – stażystów, wchodząca w życie od 2009 roku.
Wejście do strefy euro – musi poprzedzać okres sukcesywnego zrównywania płac, przynajmniej do średniego poziomu w Unii Europejskiej.
Towarzyszące temu rozliczanie poprzedników z ich zaniedbań , przekraczania uprawnień i łamania prawa, będzie skutkować kończącymi się dochodzeniami, procesami, wyrokami zapadającymi także za jakiś czas – bliżej wyborów.
Równocześnie kompromitacje Lecha Kaczyńskiego – ten stały już element gry – będą nieuchronnie się powtarzać i dostarczać elektoratowi rozrywki i powodów do oburzenia, jak ostatnie dopychanie się na szczyt UE po to by przez 11 minut posiedzieć na krzesełku – ale za to zaraz potem polecieć, także samolotem, na należny po takim wielkim wysiłku wypoczynek na Helu.
Jak obrażanie Moniki Olejnik i grożenie jej „wykończeniem” oraz zdradzenie posiadania „krótkiej listy” innych osób przeznaczonych do wykończenia – co niewątpliwie będzie skutkować śledztwem prokuratorskim w kwestii podejmowania przez Lecha Kaczyńskiego działań nieformalnych, sprzecznych z prawem, przeciwko wolności słowa a także co do tworzenia list proskrypcyjnych.
Jak sprawa balu i owego założenia Michała Kamińskiego, któremu marzyła się sytuacja: „koronowane głowy, prezydenci, szefowie państw i wśród nich BRYLUJĄCY Lech Kaczyński” – a skończy się, jak zawsze - na typowej, okolicznościowej, identycznej, jak organizowały wszystkie „Estrady” za komuny – składance „artystycznej” z nieśmiertelną i obowiązkowo obecną i dawniej i dziś, Marylą Rodowicz w roli gwiazdy.
Gdybym mogła doradzać Donaldowi Tuskowi – doradziłabym mu, by podtrzymywał obecną prezydenturę, by dostarczał Lechowi Kaczyńskiemu jak najczęstszych okazji do obecności w mediach, by prowokował zdarzenia z udziałem prezydenta, by ułatwiał mu bezpośredni kontakt z społeczeństwem - a skutki będą takie, jakie przynosi obecne prezydenckie tournee, czyli gorzej niż mizerne.
Nikt lepiej nie pracuje na sukces Tuska niż bracia Kaczyńscy i ich otoczenie.
Ten rok 140 uchwalonych ustaw i prawie 300 złożonych w sejmie, z których wiele jest już po I i II czytaniu – to rok niewdzięcznej i mało zauważalnej pracy. Bez fajerwerków ale i bez porażek. Niewielkiej, ale jednak zauważalnej poprawy sytuacji Polaków. Porządkowania spraw i sprzątania bałaganu po poprzednikach. To rok potrzebnej i opłacalnej pracy.
Ten rok, właśnie ten rok jest skutecznym przejściem z kredytu do solidnego kapitału zaufania społecznego.
Ten rok będzie doskonale procentować.


Komentarze
Pokaż komentarze (171)