Prezydent powiada, ze willę w Klarysewiez przeznaczeniem na pobyt w niej Jarosława Kaczyńskiegow wynajęło „Prawo i Sprawiedliwość’, płacąc (słono, zdaniem prezydenta) za wynajęcie 35 000 złotych. Prezydent powiada, że willa w Klarysewie „i tak stoi przeważnie pusta”
No i mamy klops.
Prawny galimatias z kilkoma przestępstwami prawdopodobnie popełnionymi przy okazji tej pozornie błahej sprawy.
Pozornie błahej – bo korzystanie z nienależnych przywilejów i darmochy – wynikających jedynie z faktu bycia prezydenckim bratem - stawia Jarosława Kaczyńskiego, szeregowego posła, nie tylko w sytuacji „bananowego książątka” z rodziny „bananowych dyktatorów w bananowych republikach – ale stawia go wobec polskiego prawa w sytuacji szalenie skomplikowanej.
Niewątpliwie mamy do czynienia z nadużyciem i przekroczeniem ( który to już raz ) uprawnień przez obu panów braci.
Mamy przykład marnotrawienia pieniędzy przez Kancelarię Prezydenta, która domaga się przyznania jej dodatkowych środków z budżetu państwa – podczas, gdy utrzymuje „przeważnie puste” obiekty, które pochłaniają znaczne kwoty z przyznawanych Kancelarii publicznych pieniędzy. Czemu więc willi w Klarysewie prezydent nie sprzeda lub nie przekaże w użytkowanie komuś, kogo na nią stać? Dlaczego my mamy płacić za prezydenckie fanaberie?
Ale ważniejszą sprawą jest to, że willa w Klarysewie nie znajduje się na liście obiektów przeznaczonych do wynajmowania osobom z zewnątrz, spoza Kancelarii Prezydenta.
A skoro tak – dlaczego złamano prawo i wynajęto ją partii „Prawo i Sprawiedliwość” – która wszak z Kancelarią Prezydenta nie ma nic wspólnego?
I dlaczego akurat za 35 000 złotych? Czy istnieją w Kancelarii Prezydenta jakieś kryteria cenowe takich wynajmów? Czy to cena rynkowa? Czy zawyżona czy też zaniżona?
Prezydent powiada, że „słona” – czyli Prezydent ( bo nie łudźmy się wszak chodzi o nepotyzm) oznajmia ni mniej ni więcej, że sobie z bratem, szeregowym posłem postanowili naciągnąć partię „Prawo i Sprawiedliwość” na zapłacenie zawyżonej kwoty za luksusy dla Jarosława . No ale PiS jest utrzymywany z subwencji państwowych. A więc Jaroslaw Kaczyński – jako prezes PiS nie tylko działa przeciw interesowi swojej partii, ale marnotrawi dla własnych korzyści państwowe pieniądze. I każe opłacać sobie luksusowe pobyty w roli prezesa tejże partii – o czym w żadnym miejscu statut PiS nie wspomina – wymieniając co jest działalnością statutową PiS.
Panowie Lech i Jarosław Kaczyńscy działając wspólnie i w porozumieniu dokonują aktu czystej korupcji – którą powinny zająć się Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura z urzędu dołączając do wszczętego postępowania w sprawie wyłudzenia 300 złotych nienależnych diet poselskich oraz poświadczania nieprawdy.
Bo oto Prezydent Państwa świadczy wbrew przepisom i wbrew prawu, nadzwyczajne korzyści szefowi jednej z partii politycznych – w zamian za poparcie jego kandydatury w najbliższych wyborach prezydenckich. Za owe korzyści płaci się pieniędzmi podatnika..
Gdyby sprawa miała być zgodna z prawem – to rozwiązanie było w zasięgu ręki. Otóż Jarosław Kaczyński, jako członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego – jest powiązany z Kancelarią Prezydenta i mógłby wynająć willę w Klarysewie – ale....płacąc za wynajęcie własnymi, prywatnymi pieniędzmi.
Tylko, że takie rozwiązanie braciom Kaczyńskim, ani też nikomu z ich otoczenia, przyzwyczajonego do bizantyjskiego stylu bycia obu panów i nieograniczonego wręcz korzystania z darmochy, czyli z pieniędzy państwa, czyli naszych pieniędzy - ani przez moment nie przyszło do głowy. A powinno – bo przecież pobyty Jarosława na Helu pod nieobecność brata-prezydenta – są od dawna uprawianym, dokładnie takim samym przekraczaniem prawa i dobrego obyczaju.
Pani Małgorzata Subotić pisząc na kolanach swój tekst o twórczym wysiłku „Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego” i publikując w „Rzeczpospolitej” zachwyconej powstawaniem Dzieła, które rzuci Polskę do stop protektorów gazety – niechcący, absolutnie niechcący rozpętała burzę.
I jeszcze bardziej niechcący pokazała Polsce w jaki sposób nasza, „kaczyńska elita” żyje i baluje za wydzierane podatnikom pieniądze – swoje prywatne starannie, co do grosza, odkładając na własne konta, ewentualnie na konto mamusi.
A już najbardziej, jak tylko się da niechcący – ujawniła towarzyszące temu życiu ponad stan i „za państwowe”, ordynarne nadużywanie władzy, prymitywne machlojki i łamanie prawa.
No, no.....Pani Subotić.....no...no....


Komentarze
Pokaż komentarze (46)