Od wczorajszego wieczoru, nieoczekiwanie, los zadbał o mój dobry humor. Media , „niezależni” dziennikarze, a w ślad za nimi publicyści i tacy którym wydaje się, że są publicystami, a także blogerzy i komentatorzy, także tacy, ktorym tylko wydaje się , że mają coś do powiedzenia – krótko mówiąc, kto tylko potrafi stukać w klawiaturę, niekoniecznie po polsku – zmówili się by wprawić mnie w dobry nastrój.
Poczynając od przytaczania prokomunistycznych wierszyków Brzechwy przygotowujących dziatwę do pogardzania konserwatywnym myśleniem zaplutych karłów reakcji, którzy za nic mają sowieckie wzorce zabłoconych butów na wypastowanych, burżujskich podłogach i wyżej stawiają tradycję polskiej kultury i dobrego obyczaju od plucia po kątach i walenia kup gdzie popadnie, na publicznym widoku – dzielni PiSowcy w osobach niejakiego moherowego wprawdzie ale fightera – dali popis własnej, przesiąkniętej sowieckimi ideałami mentalności – prawdziwych ludzi robotniczej rewolucji – prawie październikowej, co to była w listopadzie – czy tez odwrotnie.
Swoją droga ten październik czy listopad, okres wyborów w Polsce leży naszym szczerym patriotom na wątrobie , jakoś tak szczególnie od 21.X 2007 roku.
A niech im leży.
Skoro dostarczają mi tyle uciechy – wyciągając sztandarowe w nauce literatury polskiej za komuny, dzieło mocno lewicującej naturalistki – Gabrieli Zapolskiej Moralność Pani Dulskiej”, którym to dziełem karmiona młodzież licealna, miała het, precz porzucić zapyziałe wzorce konserwatywne, z tym tam uczęszczaniem na pensję dla panienek, nauką i nie daj Boże porządnym ćwiczeniem na fortepianie. Słusznie przyjmując za nowoczesność: nieposłuszeństwo rodzicom, pogardę dla jakichś tam obowiązków religijnych, głupiego odmawiania pacierza i wolną miłość – wprawdzie jedynie na etapie obu płci, czyli heteroseksualnym, ale przecież znana ze swojej niechęci do mężczyzn Zapolska była jedną z pierwszych w Polsce kobiet opowiadających się za równymi prawami dla związków homoseksualnych - o czym wspominają między innymi Ryszard Matuszewski i Maria Dąbrowska.
Tak to nasi „konserwatywni” pisowscy intelektualisci ( nie mylić ani z konserwatystami, ani z intelektualistami bez przymiotników) - dali popis rozumienia idei konserwatyzmu, sprowadzając swoje enuncjacje do wcześniej wspomnianej chorej w okresie jesiennym zwłaszcza wątroby - nieoczekiwanie komplementując mnie pojęciem „dulszczyzny” – przeciwstawionym ich nowoczesności i postępowi w zdrowym sowieckim wydaniu.
Nic więc dziwnego , że uzyskując bez żadnego własnego wysiłku dowody tego, co się w pisowskich głowinach roi i jak bardzo są sami PRLem w najczystszej formie, także intelektualnej, co do czego, nie miałam już wcześniej najmniejszych wątpliwości – wspomniałam moja niedawną dyskusję z panem podpisującym się „jes”, który użył trafnego określenia na pewien typ mentalności, twierdząc , że charakteryzuje ją „syndrom absolwenta PRL” i uznając zarazem dość powszechne występowanie tegoż syndromu w populacji współczesnych Polaków.
Mimo, że nadal nie zgadzam się z moim interesującym rozmówcą co do powszechności owego syndromu, uznając takie twierdzenie za krzywdzące dla większości Polaków – to muszę przyznać, ze niewątpliwie występuje on z pewnością u znacznej części moich rodaków, tych, którzy utożsamiają się i odbicie swojej mentalności odnaleźli w demagogii braci Kaczyńskich i postPZPRowskiej ideologii PiS. Z calym balastem postkomunizmu od żywcem przejętego z PZPR statutu partii i roli Prezesa PiS – do niemal identycznie gwarantowanej pozycji Prezesa partii, jaką miał I Sekretarz PZPR.
Potwierdzeniem dodatkowym, pieczętującym ostatecznie moje doskonale samopoczucie stały się komentarze o ewentualnej współpracy PO z PiS.
Lista postulatów pod adresem PO, warunków do spełnienia, żądań natury ogólnej i szczególnej a przede wszystkim personalnej – rozbawiła mnie do łez.
I to wszystko, jak najbardziej serio. Jakbym czytała komiczny komiks ( no, literatura to nie jest) z jakiejś wyimaginowanej, wirtualnej Wolski.
Pomijam to, że los milionów Polaków ma zależeć od faktu czy w partii rządzącej jest Niesiołowski czy Palikot czy jakikolwiek inny poseł, którego przecież wybierało społeczeństwo – to jazda FYMa ( wyjątkowo doczytanego dziś przeze mnie do końca) w dążeniu do realizacji pisowskich marzeń – wzbudziła we mnie coś na kształt niekłamanego współczucia.
Bo jakże nie współczuć ludziom, którzy poczuli właśnie pierwsze oznaki gorąca pod stopami i czepiają się jak tonący brzytwy tej absurdalnej nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone.
Zeznania Kaczmarka, dzisiaj Leppera, za chwilę Ziobry i wreszcie BYŁEGO premiera Kaczyńskiego – tak, nadchodzi czas rozliczeń. Zaczyna parzyć w stopy.
I chociażby przyszło tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem , jak się natężał – to nie udźwigną... taki to ciężar.
Ciężar gatunkowy rządów obecnie szeregowego posła z klubu 300-złotowych obrońców moralności – jest nie do udźwignięcia przez naszych natężających się atletów, zwlaszcza, że i ta ich atletyczność jakaś taka bardziej rachityczna jest.
Te popiskiwania żałosne, które w zamierzeniu miały być tubalnym głosem siły – śmieszą okrutnie i wywołują politowanie. Zamiast dostrzec szansę na być może ocalenie resztek swojego stanu posiadania w organach przedstawicielskich – okazję, jaka jest wyciągnięta ręka PO – marzy im się coś, co jest niemożliwe, w myśl zasady: daj świni palec – urwie ci całą rękę.
Szanowni publicyści – czyż ten mijający rok nie nauczył was, że rząd Tuska z uporem realizujący własne plany i zamierzenia, mimo przeszkód stawianych na jego drodze – WIE JAK popstępować z partią Kaczyńskich i z nimi samymi? Czyż nie widzicie, że tylko akceptacja , poważne przyjęcie oferty i późniejsze wywiązywanie się z zobowiązań – jest tym co może was uratować przed odejściem w niebyt polityczny?
Że zbyt dobrze znane są zagrania i nieuczciwości Kaczyńskich – by Tusk i jego ekipa szli wobec was na ustępstwa?
Przecież poza wszystkim – PiS rządowi PO nie jest do niczego potrzebny. Współpraca PO z PiS potrzebna byłaby Polakom, by szybciej zrealizować to co dla Polaków może być dobre i korzystne.
Ale jeśli wasi przywódcy nie potrafią tego zrozumieć i postawić ponad swoim prywatnym interesem – to Platforma Obywatelska potrafi przeprowadzić Polskę do najbliższych wyborów w ustawowym terminie i potrafi zadbać o to by Polacy podjęli taką decyzję, która usunie z polityki przeszkody w realizacji dobrych dla Polski spraw.
Czy naprawdę w waszej sowieckiej mentalności nie mieści się pojęcie wspólnych, polskich korzyści? I jak myślicie, kto dostanie w tyłek? Kto zbierze kolejne żniwo tego natężania się, nadymania, tego buńczucznego podbijania sobie wzajemnie bębenka, tej tandetnej prywaty i tej śmiesznej „drole de guerre”?
Wprawiliście mnie w doskonały humor – bo jeśli dostrzegam szkodliwość „syndromu absolwentów PRL” w Kaczyńskich i ich akolitach – to nikt lepiej niż wy nie pokazał mi bliskiej perspektywy końca tego rodzaju mentalności w polskiej polityce.
I za to wam serdecznie dziękuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (71)