Jak tu przeżyć ten nadchodzący rok?
Nie, dzięki Bogu, nie chodzi o jakiekolwiek moje problemy.
Chodzi o oczekiwanie.
Na co?
Na teksty.
NA TEKSTY!
Na teksty naszej salonowej braci pisane z perspektywą pięciu lat prezydentury Tuska, podczas której nie da się już obrażać, przynajmniej tu w Salonie 24, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W obawie przed nieuchronnym zbanowaniem przez Igora Janke i administrację Salonu 24 nasza rozbuchana i nieopanowana w języku brać – będzie zmuszona zgrzecznieć i nawet najmniejszej aluzji do wilczych oczu, Słońca Peru czy Ryżego, nie da się zastosować, bo zaraz samasłodycz zacznie się dopominać usunięcia komentarza, w którym Głowa Państwa jest obrażana.
Gdzie się podzieją panowie Migalski, Czarnecki i Chłopek? Czy nadal będą pisać swoje blogi?
Czy zamienią je w nudnawe dzienniki swoich prac parlamentarnych? No, jeszcze do wyborów parlamentarnych zapewne będą podtrzymywać morale swoich komputów, chociaż i to wcale nie jest takie pewne.
Jakaż rozpacz, jakież przygnębienie zapanuje. Ilu „pieprznie” tym całym blogowaniem, obrazi się na tę beznadziejną większość rodaków, którym już teraz głupotę i ślepotę w popieraniu tej „bandy złodziei i matołów” z PO wytykają, samych siebie uważając za kwiat intelektualny i moralny narodu z trwałym przylistkiem patriotyzmu, sobie tylko przynależnym.
Jakiż ruch zapanuje w mediach, jak zaczną się ustawiać frontem do dzielących kasę, dziennikarze, porzucający z rozkoszą dotychczasową partyjną lojalność i witający z ulgą nową ustawę medialną.
Co zrobią nasi salonowi celebryci, ci na czerwono i zielono, gdy okaże się, ze proroctwa większości z nich, to nie żadne analizy polityczne ale trochę propagandy plus zwykłe wróżbiarstwo, do czego zresztą także talentu nie mają.
Uśmiech sam pojawia mi się na twarzy, gdy sobie o tym pomyślę.
Nie spodziewam się niczego zaskakującego po samej kampanii wyborczej.
Będzie taka, jak zawsze.
Tylko nie da się już nabierać ludzi na „szeryfa” ani na „wszechstronnie wykształconych” - pozostała odkryta po dziecięciu latach Lula i jakiś jeden czy dwa koty. Słowem sympatyczność. Sympatyczne heheheee...i przyklejone uśmiechy i słowa, które absolutnie nic nie znaczą. Zwykła, powtarzalna, bełkotliwa, znana na pamięć przez wszystkich nawalanka w przeciwnika politycznego.
Wiem, że pojawi się mnóstwo tekstów analizujących każdy gest i każde słowo, z których emanować będzie jedna podstawowa myśl: Jak na garbatego, to całkiem prosto się trzyma.
I gasnąca nadzieja..
Wiem czego się mogę spodziewać po kampanii wyborczej.
Zagadką jest to, co będzie po wyborach.
Zagadką, której rozwiązywanie jest już teraz świetną zabawą.
I tej zabawy sobie i Państwu bardzo serdecznie życzę na cały Nowy 2010 Rok!


Komentarze
Pokaż komentarze (103)