Ucieleśnić ludzką krzywdę.
Jakąkolwiek krzywdę.
Spersonifikować w sobie.
Nadać jej własne imię i nazwisko.
Stać się ofiarą i mścicielem .
I poprowadzić lud na barykady.
Że nie ma barykad? Nie szkodzi,
Przecież nie ma wroga. Wystarczy sama nienawiść.
I wiara. W co? Jak to w co? W Boga. W jakiego Boga? No...w Boga przecież...
W jedność histerii, fanatyzmu i zawiści.
Motłoch? Tak.
Gra? Oczywiście.
Gra nieświadomymi, ogłupionymi, oszukanymi i okłamanymi, którzy nie wiedzą.
Nic.
Ani kim on jest, ani kim sami są.
Są krzywdą.
Są masą, „ciemnym ludem”, pogardzanym ale niezbędnym.
Istniejącym jedynie poprzez kartkę wrzuconą do urny.
Bez tego - jego nie ma.
I nie ma nic.
Jest Kononowicz, też na K.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)