czyli niedaleko pada jabłko od jabłoni
„Znacznie później, kiedy sztandar
już wyniosła pewna banda,
nową bandę założono;
w niej – to samo zacne grono,
ani lepiej, ani gorzej, słowem – bandzior przy bandziorze. .
Z tamtych czasów po pamięci
mi się cudzy dwuwiersz kręci,
przypuszczalnie napisany,
gdy gdzieś w nazwie zaszły zmiany:
„Lecz zauważ, gdyś nie kiep –
nowy szyld, a stary sklep.”
/autor: Estimado/"
"Bez problemu wzięli sobie ten milion"
Andreas Förster
W dniu 24 września 1992 do Berlina przybywa 43-letni Garri Djibu z Kijowa. Stolica Niemiec wydaje mu się bezpieczna, ponieważ na Ukrainie szaleje właśnie wojna gangsterów, od której Djibu, lider jednej z rywalizujących grup, chce być jak najdalej. Dwa miesiące później, 1 grudnia, kończy się życie Djibu. W pewnym mieszkaniu przy Al. Otto-Suhr 56 Ukrainiec zostaje zastrzelony.
Rok później, z dokładnością prawie co do dnia, w dniu 3 grudnia 1993* umiera rosyjski handlarz ikon Witalij Ljachowskij. Również on zostaje zastrzelony w swoim berlińskim mieszkaniu. W papierach biznesowych zamordowanego policja znalazła powiązanie z Djibu, szefem gangu w Kijowie. Najwidoczniej są oni obaj zaangażowani nie tylko w handel ikonami, ale także w przemyt alkoholu na wielką skalę.
Ale w papierach pojawia się i drugie nazwisko: Wladimir Swintkowski, mieszkający w Berlinie przemytnik ikon z Rosji. Policja kryminalna uważa, że w jego osobie znalazła mordercę Ljachowskiego. Nawet moskiewska policja kryminalna może o Swintkowskim niejedno dorzucić. On jest tam podejrzany o zastrzelenie dwóch handlarzy ikon. Ponadto podejrzewa się, że Swintowski stoi za zniknięciem byłego tancerza (Teatru) Bolszoj Alexandre Samarow, który przybył z nim do Niemiec w 1990 r. i zgromadził fortunę w drodze oszukańczych interesów na rublach transferowych
Jednak na koniec wszystkie starania policji kryminalnej w Berlinie idą na marne. W kwietniu ubiegłego roku Swintkowski zostaje z braku dowodów uniewinniony przez Sąd Okręgowy w Berlinie. W wydziale berlińskiego Urzędu Kryminalnego, właściwym dla zwalczania przestępczości zorganizowanej, wzrusza się tylko ramionami: "Przy tego rodzaju przestępczości możemy tylko reagować po fakcie, a i to niezbyt sprawnie", mówi Uwe Schmidt, szef tego wydziału. "W Berlinie w ostatnich latach wykształciła się mieszana scena, do której prawie nie możemy przeniknąć.
Rosyjscy emigranci, którzy od początku lat osiemdziesiątych prowadzą swoją mniej lub bardziej nielegalna działalność w zachodniej części miasta, oraz nowe mafijne struktury, których szefowie prowadzą kierują operacjami z krajów WNP, walczą o kontrolę/władzę w mieście.” Od października ubiegłego roku dyrektor Uwe Schmidt prowadzi 300-osobową jednostkę w berlińskiej Policji Kryminalnej. Ma ona zwalczać organizacje przestępcze składające się z Rosjan, Jugosłowian i Niemców, handel fałszywymi pieniędzmi, bronią i kradzionymi samochodami oraz ujawniać proceder prania pieniędzy.
Pieniądze ofiar
Do priorytetów śledczych należą brutalnie działające grupy, potocznie nazywane „rosyjską mafią”. Wewnętrzny raport Policji Kryminalnej z listopada 1994 roku wymienia cztery gangi z krajów WNP, które od początku lat wyróżniły się „uprawianiem wymuszeń i innych przestępstw z użyciem przemocy"
Należą do nich moskiewska banda "Dolgoprudenskaja", a także grupy z Czeczenii, ukraińskiego Lwowa oraz Gruzji. W Berlinie istnieje obecnie ponad 100 firm, które są prowadzone przez Rosjan. Wiele z tych firm to salony gier, ale również restauracje i podejrzane spółki import-eksport, które są używane do przemytu i prania pieniędzy.
Uwe Schmidt jest realistą. Mówi: "Z naszymi obecnymi możliwościami, zwłaszcza prawnymi, nigdy nie zapanujemy nad tego typu przestępczością"
Ostatnie gorzkie doświadczenia Policja Kryminalna musiała przełknąć przed 3/4 roku. Wiosną 1995 roku, 27-letni rosyjski biznesmen zginął w swojej willi w Grunewald (bogata dzielnica willowa na południowym zachodzie Berlina – przypis tłumacza) został dosłownie posiekany przez 25 kul z karabinu maszynowego. Podczas badania tła zabójstwa śledczy odkryli przemyt alkoholu na wielką skalę, w który zamordowany najwyraźniej był zaangażowany. Sprawcy poza Berlinem przebywali też w Petersburgu oraz USA. Śledczy nie mogli jednak przedstawić twardych dowodów, że zamordowany wzbogacił się na szmuglu alkoholu
Rezultat: pozostali „partnerzy biznesowi” podzielili między sobą pieniądze ofiary. W Stanach Zjednoczonych, jak Schmidt dowiedział się w podróży służbowej zeszłej jesieni, będzie się postępować inaczej. Jego wniosek: "Wyłapywanie przez policję kryminalną samych tylko szefów nie ma większego sensu. Trzeba się dorwać do ich pieniędzy, jak to odkryli Amerykanie. Oni mają jednak również prawne możliwości i mogą blokować podejrzane konta, dopóki właściciel nie wykaże legalnego uzyskania pieniędzy. „Gdybyśmy chociaż mieli dosyć ludzi”, mówi Schmidt. „Tylko o pięćdziesięciu więcej, ale specjalistów. Wtedy moglibyśmy coś zdziałać. Schmidt ma tu na myśli inicjatywę ustawową, którą Badenia-Wirtenbergia wniosła niedawno do Bundesratu (wyższa izba parlamentu federalnego - przypis tłumacza).
Jednym z najważniejszych punktów jest możliwość odbierania pieniędzy i majątku rzeczowego bez odszkodowania, jeśli "zachodzi duże prawdopodobieństwo, że pochodzą one z poważnych przestępstw lub mają być wykorzystane w tym celu", jak to ujęto w uzasadnieniu wniosku ustawodawczego.
Odwrócenie ciężaru dowodowego
Schmidt mówi o przypadku, którym niedawno się zajmował: Rosjanin, zamieszkały w Moskwie, zakłada konto w banku w Berlinie. Niedługo później konto zostaje przez duży bank szwajcarski uznane kwotą pięciu milionów marek. Nie trwa długo, kiedy w banku w Berlinie pojawiają się dwaj Czeczeni, okazują wymięte pełnomocnictwo i chcą wypłacić milion. My musimy się temu bezczynnie przyglądać. Nowa ustawa umożliwiłaby zażądanie od właściciela konta dowodu, że w transakcjach chodzi nie o pranie pieniędzy, lecz o wyniki legalnych interesów. Aż do tej chwili moglibyśmy te pieniądze zablokować.”
"Ale inicjatywa ustawodawcza obecnie nie ma większości w koalicji rządowej. Zamiast tego minister spraw wewnętrznych Kanther (CDU) przedstawił alternatywną propozycję, według której miałby tylko zostać rozszerzony katalog przestępstw związanych z praniem pieniędzy. "Dzięki temu jednak nadal nie moglibyśmy nawet zbliżyć się do pieniędzy przestępców", pisze Smith. "To, czego potrzebujemy, to odwrócenie ciężaru dowodu. To już nie państwo musiałoby udowadniać w czasochłonnych postępowaniach karnych, że fundusze zostały zarobione w sposób kryminalny, ale to szeroko zdefiniowani podejrzani muszą być w stanie udowodnić, że ich pieniądze pochodzą z legalnych transakcji.
/z niemieckiego:Estimado/
Oryginał:
http://www.berliner-zeitung.de/archiv/uwe-schmidt-leitet-in-berlin-den-kampf-gegen-das-organisierte-verbrechen---er-fordert-bessere-rechtliche-moeglichkeiten-problemlos-holten-sich-zwei-mafiosi-die-million,10810590,9078044.html


Komentarze
Pokaż komentarze (43)