6 obserwujących
224 notki
108k odsłon
  1873   0

Strzeż prawdy - nie oskarżaj Niemców o Holokaust!

Zapewne nie bez związku z kolejną rocznicą uwolnienia więźniów niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau (i Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu) głos zabrał niemiecki minister spraw zagranicznych, Pan Heiko Maas.

Zapowiedział on gotowość Niemców do stanięcia na „pierwszej linii frontu” walki o prawdę o Holokauście. Prawdę zagrożoną takimi zjawiskami jak zaprzeczanie, fałszowanie faktów czy trywializacja. Twitterowemu kontu Pana ministra towarzyszy odwołanie do strony o Holokauście. Kliknięcie w ów link, którego nieprzypadkowa nazwa jest zarazem apelem o przeciwstawianie się nieprawdzie, pozwoli nam poznać niezafałszowane (zgodnie z deklaracją Pana ministra) fakty.

Ze strony autoryzowanej przez Światowy Kongres Żydów i UNESCO dowiemy się, że Holokaust to podjęta przez nazistowskie Niemcy i ich kolaborantów próba wymordowania europejskich Żydów. W dalszej części przeczytamy co prawda, że Zagłada została zaplanowana i zorganizowana przez niemiecki nazistowski reżim kierowany przez Adolfa Hitlera i była realizowana głównie przez formacje SS, ale z istotnym dopowiedzeniem, że wymordowanie takiej ilości Żydów nie byłoby możliwe bez kolaborantów i wspólników z okupowanej przez nazistów Europy. Informacji o tym, że Zagłada dokonała się w obozach śmierci na terenie okupowanej Polski, towarzyszy przypomnienie, że osadzanie Żydów w gettach oraz deportacje odbywały się na oczach ich nieżydowskich sąsiadów, oraz o pomocy udzielanej w tym zakresie przez „reżimy” w Europie Zachodniej i o tym, że ludność cywilna we wschodniej części kontynentu sama „często” zabijała Żydów.

Z bogatego zestawu odpowiedzi na pytania (taki charakter ma strona prezentująca „fakty” o Holokauście) warto wspomnieć jeszcze dwa, dotyczące odpowiedzialności liderów partii nazistowskiej i pomniejszych sprawców Holokaustu. Sądząc z tekstów, można odnieść wrażenie, że większość winnych zbrodni została ukarana. Wymieniono najgłośniejsze procesy i niejako podsumowując napisano o innych niezliczonych i o tym, że trwały one wiele lat po wojnie. Zaznaczono nawet, że w ostatnich latach sądzono, nie bez problemów wynikających z upływu czasu, drobniejszych funkcjonariuszy. Te "fakty" zmuszają do postawienia banalnego pytania - skoro było tak dobrze, to czemu poświęcił swoje życie Pan Szymon Wiesenthal?

Analiza wybranych haseł i (bardziej pobieżna) niektórych pozostałych pozwala na pewne wnioski - bynajmniej nie odkrywcze, ale przez swoją "oczywistość" tym bardziej przygnębiające. Niemcy w zasadzie nie występują w roli sprawców Holokaustu. Odpowiedzialność spoczywa na nazistach i ich kolaborantach oraz wspólnikach. Swoją drogą, jeśli nawet przyjąć ową narrację to przecież pierwszymi i najbardziej znaczącymi kolaborantami i wspólnikami nazistów nie byli mieszkańcy okupowanych krajów, lecz właśnie Niemcy. Osobną kwestią są hasła, których … nie ma. Wspomnienie Pani Ireny Sendlerowej to bodaj jedyny „fakt” ukazujący Polaków nie w roli „sprawców”. Specyfika duńskiej okupacji nie znajduje odpowiednika w rzetelnym przedstawieniu charakteru okupacji i towarzyszącemu jej ludobójstwu na ziemiach polskich i na wschodzie Europy.   

Rodzi się pytanie, co wydarzy się jeśli ktoś spróbuje zakwestionować powyższe lub inne „fakty” prezentowane na stronie rekomendowanej przez obrońcę prawdy o Holokauście? Należałoby oczekiwać, że w przypadku merytorycznego charakteru krytyki podjęta zostanie dyskusja celem ustalenia jeśli nie wspólnego stanowiska (w historii o to niełatwo) to przynajmniej czegoś na kształt „protokołu rozbieżności”. To pozornie racjonalne oczekiwanie nie musi się ziścić.

Na przeszkodzie może stanąć Globalna Grupa Zadaniowa ds. Zniekształcania Holokaustu. Na jej powołanie naciskali Niemcy, przewodniczący ostatnio Międzynarodowemu Sojuszowi na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA), organizacji istniejącej od 1998 r. Na jej plus trzeba zapisać poparcie w roku 2017 stanowiska polskich władz wzywających do zaprzestania używania określeń „polskie obozy” w informowaniu o Holokauście. Oczywiście można postawić pytanie, dlaczego organizacja o takim charakterze nie była w stanie wcześniej wyrazić swojej krytycznej opinii na temat tej formy „zniekształcania” wiedzy o Zagładzie. Zwłaszcza, że taki – oczywisty i pozostający poza jakąkolwiek dyskusją - postulat występował w przyjętej przez IHRA „Roboczej definicji negacjonizmu i zniekształcania prawdy historycznej o Holokauście”. Bardziej znaczący jednak i pierwszy postulat tej deklaracji, za zniekształcanie prawdy o Holokauście uznaje „zamierzone działania podejmowane w celu usprawiedliwienia Holokaustu lub minimalizowania jego znaczenia lub istotnych jego elementów, w tym [roli] kolaborantów i sojuszników nazistowskich Niemiec”. Rzecz znamienna, żaden z postulatów nie odnosi się bezpośrednio do kwestionowania udziału Niemców w Zagładzie, poprzez zastępowanie ich określeniem „naziści” lub „formacje SS”.

Wygląda na to, że Niemcy kolejny raz stają się beneficjentami swoich zbrodni. Tym razem prezentując się jako forpoczta walki o prawdę, bez której świat odejdzie od swoich cywilizowanych wartości „równości i tolerancji” i pogrąży w "nietolerancji, dyskryminacji i antysemityzmie". Skupienie uwagi na Holokauście ma dla Niemców jeszcze jedną zaletę: wokół światła padającego na Zagładę mamy mrok, który skutecznie skrywa pozostałe zbrodnie niemieckie. No może za wyjątkiem tych popełnionych wobec „osób LGBT”. W świecie przesyconym ideologią gender te ofiary zdają się wypierać z pamięci inne środowiska i narody. I tu Niemcy zdają się przodować. Forma oddania hołdu ofiarom Holokaustu przez klub piłkarski z Augsburga zdaje się być dobrym przykładem.

Co kryje się za szlachetnymi deklaracjami? O tym dowiemy się gdy we współpracy z mediami społecznościowymi Pan Heiko Maas przystąpi do cenzurowania określonych treści, a może po prostu określonych kont w mediach. Na celowniku Pana ministra są „prawicowi terroryści”, którzy zasługują jego zdaniem na los byłego już Prezydenta USA. Póki co, człowiek deklarujący troskę o pamięć o Holokauście, trywializuje ją wykorzystując do prowadzenia bieżącej polityki zarówno w wymiarze wewnętrznym (krytyka „antyszczepionkowców”) jak i zagranicznym (nieskrywana niechęć do Pana Donalda Trumpa). I najgorsze, nawołując do cenzury, zdaje się nie pamiętać, że niemieckie zbrodnie z lat 1939 – 1945 były możliwe także dlatego, że pewni ludzie przyznali sobie monopol na „prawdę”.

Warto jeszcze odnieść się do wykorzystywania pamięci o ofiarach niemieckich zbrodni do promowania ideologii gender. Są kraje (ostatnio bodaj Włochy), które poddając się terrorowi zwolenników tejże ideologii zastępują w urzędowych dokumentach słowa „mama” i „tata” określeniami „rodzic 1” i „rodzic 2”. Czym różni się to „niedyskryminujące” zachowanie od odbierania ludziom imienia i nazwiska i zastępowania ich numerem?


Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka